czwartek, 28 maja 2020

Robaki w starej szkole.


Gdy w przesyłce poza płytą, znajdujesz garść zasuszonych robaków, wiedz, że coś się dzieje. I nie jest to wina poczty – bo paczka przeleżała w wilgotnym magazynie kilka miesięcy, ani kuriera, który ma syf na pace dostawczaka. Nie moi drodzy, te robaki znalazły się tam celowo. Zostały wrzucone z premedytacją, by towarzyszyć debiutowi Old Skull w drodze pod strzechy. I wysypują się z grzechotem, choć to nic, w porównaniu z dźwiękami wydobywającymi się z „Death Rattle”.

Do nazwy zespołu trzeba mieć nosa i pomysł. Wielkopolski duet miał i jedno i drugie. Old Skull, czyli stara szko…, tfu – czaszka oczywiście, ale o pomyłkę nie trudno, wystarczy troszkę zmienić wymowę drugiego słowa. Nic się jednak złego nie stanie, bo Stara Czaszka to stara szkoła death metalu. Stara, ale jara i dużo bardziej żywa od tych zasuszonych robaków. Choć kiedy odpaliłem „Death Rattle”, zaczęły wesoło podskakiwać i miotać się po mieszkaniu! Prawie klaskały w dłonie, cytując klasyka. Gdybym był wędkarzem (pozdrowienia dla innego kolegi z Wielkopolski), mógłbym wciąż użyć ich jako przynęty. Nie jestem jednak. Jestem za to fanem takiego lania po ryju. Muzycznego boksowania wagi ciężkiej w tempie średniej a momentami wręcz piórkowej. Mało tu walcowania, więcej nalotów dywanowych. Czy Drezno jeszcze stoi? Czy są tam robaki? Ale wracając… Za Old Skull stoi doświadczony duet, nie pierwszy raz w ringu. Do tej pory jednak okładali nas w zupełnie innym stylu (obaj tworzą Ur), choć Grzegorz (który to już jego projekt?) dał się wcześniej poznać jako właściciel zacnego growlu. Tu również nie zawodzi. Właściwie, tutaj nic nie zawodzi. To pyszne danie, uwarzone wedle starych, sprawdzonych receptur. Dawna europejska scena (tak na szybko: Bolt Thrower, Unleashed) podaje rękę tej starej zza oceanu (również na szybko: Cianide, Master) i obie lekko kłaniają się Celtic Frost. A to wszystko doprawione powalającą energią i świeżą siłą. Soczyste, potężne brzmienie, porywające riffy i nie pozwalająca nudzić się aranżacja. I gotowe. „Death Rattle”. Danie dnia a może i tygodnia. To takie schabowe, które – pomimo że znasz je od dziecka – zawsze chętnie spałaszujesz, bo Cię nie zawiodą. Te w dodatku są w doskonałej panierce. Może pomijając te robaki, ale wiadomo – sporo można wybaczyć, gdy człowiek głodny. Muzycznie jednak nie ma czego, bo choć to tylko dwadzieścia minut, rozbija na atomy. 

Wszystko, finito, o niektórych rzeczach nie ma sensu się rozpisywać, trzeba ich słuchać. Stara szkoła, stara czaszka, robaki, schabowe i boks. Chyba trochę odpłynąłem. Ale dla Old Skull warto. Czekam na więcej. 

Aha, spieszcie się ich kochać, tak szybko się rozchodzą: wydanie limitowane do 166 sztuk. 

PS Proszę odnotować – Old Skull to wielkopolski projekt bez Diabolizera za garami! 


Old Skull - „Death Rattle”. Putrid Cult, kwiecień 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza