czwartek, 28 maja 2020

Robaki w starej szkole.


Gdy w przesyłce poza płytą, znajdujesz garść zasuszonych robaków, wiedz, że coś się dzieje. I nie jest to wina poczty – bo paczka przeleżała w wilgotnym magazynie kilka miesięcy, ani kuriera, który ma syf na pace dostawczaka. Nie moi drodzy, te robaki znalazły się tam celowo. Zostały wrzucone z premedytacją, by towarzyszyć debiutowi Old Skull w drodze pod strzechy. I wysypują się z grzechotem, choć to nic, w porównaniu z dźwiękami wydobywającymi się z „Death Rattle”.

poniedziałek, 25 maja 2020

Z wizytą w Laponii.


Purity Through Fire, prężnie działająca niemiecka wytwórnia, potrafi w ostatnim czasie wypuścić naprawdę mocne krążki. Wystarczy wspomnieć ostatnie albumy Neptrecus („Ars Gallica” - tutaj) czy Mavorim (o „Axis Mundi” tu) i skala poziomu staje się jasna. Może nie wszystko sygnowane tym logiem jest wybitne, jednak poniżej bardzo solidnego poziomu wydawnictwa nie schodzą. Warto śledzić premiery, które są częste, zapewniam, że znajdziecie sporo wartych uwagi produkcji. Choćby debiut Finów zrzeszonych pod nazwą Nôidva. „Windseller” ukazał się w marcu i jestem mocno zdziwiony, że nie odbił się w podziemiu szerszym echem, gdyż jest to materiał porywający!


czwartek, 21 maja 2020

Ostatnie strony szkolnych zeszytów.


Jeśli przyjmiemy, że recenzja powinna oddać w jakimś stopniu ducha płyty, by czytający wiedział co go czeka, gdy już postanowi zanurzyć się w sferę dźwięków, to musiałbym dziś zamiast słów, wrzucić tu kilka ikonicznych okładek, wytartą skórę ponabijaną ćwiekami, kilka pasów z amunicją i co najmniej trzy zionięcia ogniem. Do tego morze alkoholu, stos odwróconych krzyży i akt urodzenia pochodzący z lat osiemdziesiątych. Wczesnych lat osiemdziesiątych, gdy black metal nie był jeszcze takim, jakim go dzisiaj wszyscy znamy. Gdy nie był nawet do końca zdefiniowany i jedynym wspólnym mianownikiem był diabeł i bluźnierstwo. I wszystko robiło się w jego imię.

wtorek, 19 maja 2020

Black metal romantyczny.


Po ponad dwóch latach od ostatniego premierowego materiału (nie wspominam o „Isenheimen”, bo to wznowienie), powraca mazowiecki Evilfeast, przynosząc nam dwie nowe kompozycje (z czego jedna to cover). Nie dużo, wystarczyło jednak, by wzbudzić szerokie zainteresowanie podziemnego świata. Poza tym, co też powinno zwrócić uwagę fanów leśnych dźwięków, towarzyszą im dwa numery holenderskiego Uuntar, który ma za sobą udany debiut z 2018 roku. Tym sposobem otrzymujemy split „Odes to Lands of Past Traditions”, który – nawiązując do tytułu – przenosi nas daleko w przeszłość. I jest to podróż bardzo przyjemna, tak dźwiękowo jak i wizualnie.

piątek, 15 maja 2020

Dwa w jednym, czyli komplet wyśmienity.


Nie słyszałem wcześniej o Voin Grim, pochodzącym z Ukrainy (dokładnie z Krymu, więc teraz to już nie bardzo Ukraina), jednoosobowym projekcie, za którym stoi Vojfrost. Żyłem bez tej znajomości nie najgorzej, ale teraz już wiem, że trochę szkoda, bo to bardzo przyjemny twór. Wśród wczesnowiosennego wysypu wydawnictw Werewolf Promotion, znalazł się kompilacyjny materiał „Bewitching Whirlwinds Of The Frozen Realms”, na którym znajdziemy dwie epki Voin Grim, wydane dotąd jedynie w formie cyfrowej.

środa, 13 maja 2020

Manifest dojrzałości.


Śląski dioboł, pod postacią Czorta, powraca z nowym rozdziałem nauczania. Tym razem czarną ewangelię przynosi „Apostoł”, nie dla wszystkich będzie to jednak przyjemny prezent. Padną gorzkie słowa i prawda zostanie wykrzyczana obłudnikom w twarz, ale to w przypadku Czorta żadna nowość. Nie bez przyczyny nawiązuję do debiutanckiego albumu, bo drugi pełniak to jego bardzo udane rozwinięcie. Zespół podąża swoją charakterystyczną drogą, nie wyrzekł się niczego, czemu hołdował na „Czarnej Ewangelii”, wiele natomiast poprawił i dopracował. A przy okazji trochę wypolerował, co w jakimś stopniu może być ukłonem ku bardziej wrażliwym słuchaczom. 

poniedziałek, 11 maja 2020

Północ w koronie.


Osiemnaście lat po premierze, dostajemy „Koronę” raz jeszcze. Po napisaniu tych słów, musiałem upewnić się dwa razy, czy nie zaszła pomyłka, ale nie – czas płynie szybko i nieubłaganie. Trzeci album North jest pełnoletni i nic tego nie zmieni. Dostajemy to wznowienie w ciekawym okresie, bo gotowy jest już najnowszy krążek torunian, który przerwie dziewięć lat ciszy. Warto więc przypomnieć sobie „Koronę”, szczególnie, że to – w moim odczuciu - album dla North przełomowy i jedyny w swoim rodzaju, jeśli idzie o dyskografię tego zasłużonego zespołu.

czwartek, 7 maja 2020

Zdunk, Kramer i stosy.


21 sierpnia 1811 roku, w Reszlu na Warmii (wtedy Prusy, dziś Polska), spalona została na stosie Barbara Zdunk. Oskarżona o podpalenie (oczywiście dorzucono jej czary, którymi miała tego czynu dokonać), którego nigdy do końca nie wyjaśniono. Przeszła długi proces, zamknięta w więzieniu pracowała dla swych oprawców jako prostytutka, rodziła za kratami dzieci. Wedle oficjalnych danych, był to ostatni europejski przypadek spalenia na stosie. Historię tę, jak i kilka innych, związanych z inkwizycją i stosami, przybliża nam na swym debiucie - „The Last Witch” - krakowski Igne Crematur, który czarownicom poświęcił tu wszystko, od swej nazwy i logo, przez teksty po oprawę graficzną.

wtorek, 5 maja 2020

Dunajec we mgle.


Za oknem coraz mocniej rozkwita wiosna, na horyzoncie czuć już wysokie temperatury lata. Wszystko to w okolicznościach niezwykłych, bo związanych z domową izolacją i ograniczoną aktywnością poza czterema ścianami. Ale wystarczy wziąć do ręki najnowszy album Old Leshy, by odbyć szybką podróż do krain chłodu, śniegu, górskich szczytów i izolacji innej, niż ta dzisiejsza. Zapowiada tę wyprawę oprawa graficzna albumu a muzyka potwierdza, że kierunek jest właściwy. „Pośród Monumentalnych Szczytów” to także podróż w przeszłość – tak muzyczną jak i światopoglądową.

niedziela, 3 maja 2020

Na dopingu.


Dziś przed Wami album, którego tytuł trudno wymówić, bez łamania języka. Właściwie jest to niemożliwe za pierwszym czy drugim razem. W każdym razie ja nie daję rady, końcówka morduje. Finowie mają zdolności do tworzenia takich słów. Ale mają też talent do black metalu i to powinna być dla nas najważniejsza informacja. Szczególnie, że Korgonthurus pochodzi właśnie stamtąd i niedawno wypuścił swój kolejny krążek. Słucha się go dużo lepiej, niż wymawia jego tytuł. „Kuolleestasyntynyt” to czysta przyjemność dla wielbicieli klasycznego black metalu na sterydach.