środa, 1 kwietnia 2020

Oczekiwania a rzeczywistość.


Mam mieszane uczucia. Dziwne, bo nie powinienem, ale tak to jest jak sobie człowiek coś ubzdura i twardo się tego trzyma, choć nie ma ku temu wielkich podstaw. Nie powinienem, bo „ב: The Black Bile” to bardzo dobry krążek. Problem w tym, że ja, w swej nieskończonej mądrości, spodziewałem się czegoś innego. Dlaczego? Choćby dlatego, że w rozmowie, jaką odbyliśmy w lipcu 2019 roku (tu do poczytania), The Fall stwierdził, iż będą szli drogą wyznaczoną przez „Herzogian Darkness”. No i niby idą, więc moje zdziwienie jest nie na miejscu, ale – czy tylko ja oczekiwałem bardziej szalonego, chaotycznego i pokręconego krążka, niż ten, który dostaliśmy?


Może niepotrzebnie punktem wyjścia dla „ב: The Black Bile” uczyniłem „Herzogian Darkness”, ale trudno było inaczej, po drogowskazie otrzymanym od samego artysty. A skoro już uczyniłem, to biorąc pod uwagę zamiłowanie Medico Peste do zakręcania swej muzyki, oraz to jak różna była epka od pełnowymiarowego debiutu (wiem, wiem, pięć lat je dzieli) i wreszcie sam poziom szaleństwa na „Herzogian Darkness”, mogłem sobie ubzdurać, że na drugim pełniaku będą działy się rzeczy delikatnie mówiąc dziwne. Ale się nie dzieją. Co tak naprawdę mnie cieszy, bo bliżej mi do klasycznego black metalu niż eksperymentowania. I ta konstatacja pokazuje, że najbardziej pokręcony jestem ja, bo narzekam, choć kompletnie nie powinienem. Dobra, na bok moje oczekiwania, zajmijmy się rzeczywistością. A ona jest taka, że „ב: The Black Bile” to doskonały krążek. I że rację miał The Fall, wskazując jako drogowskaz, poprzedni materiał. I nie chodzi tylko o bardzo podobną do siebie oprawę graficzną obu wydawnictw. Polecam posłuchanie jednego po drugim. Są jak dwa dzieła z tego samego tworzywa, tylko trochę inaczej ukształtowane. Ale kolejność odtwarzania nie czyni wielkiej różnicy, nadal będą się uzupełniać, będą swoją kontynuacją. Oczywiście na „ב: The Black Bile” zabawy jest więcej, bo jest po prostu dłuższy. A zaczyna się tak, że z miejsca mnie kupił. Dwa pierwsze utwory to majstersztyki, hiciory wręcz! Taki start załatwiłby niejedną płytę, bo wiadomo, że nie zawsze udaje się utrzymać poziom do końca. Zawiesisz sobie poprzeczkę zbyt wysoko i dupa blada. Ale nie w przypadku Medico. Może i następne kompozycje nie są tak chwytliwe, tak porywające, ale to nadal muzyka najwyższych lotów, tylko w innym wymiarze. W końcu nie każdy numer na płycie musi być hitem. Ale na dobrej płycie, każdy powinien być wyrazisty, coś w pamięci po sobie pozostawić. I tak jest na tym krążku. Bo choć nie jest to album wielce pokręcony, to dzieje się tu bardzo dużo i wiele z tych zawirowań, ma w sobie niesamowitą siłę i urok. Panowie nie byliby sobą, gdyby nie dali nam materiału, który po pierwszych spotkaniach okazuje się być niemożliwy do zdefiniowania jako całość. Prawda jest taka, że ja słyszałem go już dobre trzydzieści razy a nadal nie wiem, czy jestem bliżej końca, czy dopiero minąłem dwa pierwsze numery. Więc tak – bez wątpienia nie jest to dzieło proste, choć – co ciekawe – wpada w ucho szybko. Tyle, że to najprostsza część tej znajomości. Dużo trudniejsze jest poznanie drugiego krążka krakowian w pełni. Dogłębnie. Świadomie. Na to potrzeba czasu i uwagi, skupienia wręcz. Ale warto, oj powiadam Wam, że warto. Bo to co się tu wyczynia, choć teoretycznie miało wyczyniać się więcej, to prawdziwa dźwiękowa uczta, wspomagana świetnymi wokalami i dobrym, mocnym i stosunkowo gęstym, choć klarownym brzmieniem. Płyta bogata, wielowarstwowa i ciekawa. Dojrzała, bo choć często mówimy tak o albumach rozbudowanych, które tą swoją mnogością użytych środków, sprawiają wrażenie dojrzałych właśnie, to tutaj naprawdę słychać tę w pełni świadomą i doświadczoną stronę muzyków. Oni doskonale wiedzą jak ma brzmieć ich muzyka, gdzie ma zmierzać i doskonale się na tej ścieżce czują. Ja w zasadzie też, więc idziemy w tym samym kierunku, nie wchodząc sobie w drogę. 

Medico Peste rzadko raczy nas nowymi krążkami, jednak bez cienia wątpliwości, warto było czekać. A cała ta zakręcona pisanina niewiele warta, bo niedługo o „ב: The Black Bile”, w obszernym wywiadzie, opowie Wam The Fall. Zapraszam już dziś. 


Medico Peste - „ב: The Black Bile”. Season of Mist Underground Activists, marzec 2020.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza