czwartek, 26 marca 2020

W kierunku południowej Europy.


Debiutanckie demo Dead Dog’s Howl miało być – w zamyśle twórców – hołdem złożonym starej szkole black metalu, tej z początków lat dziewięćdziesiątych, ze szczególnym naciskiem na Grecję. Zadanie teoretycznie proste, ale tylko teoretycznie, bo wpaść można w kilka pułapek, szczególnie w tak specyficznej tematyce jak klasyczny black metal z Hellady. Była to (i nadal jest) tak charakterystyczna szkoła, tak inna i tak oryginalna, że mam prawie pewność - żeby tak grać, trzeba było się tam urodzić i wychować. Czy więc „Mausoleum of Confessed Thoughts” dorosło do planów i zamierzeń swych twórców? Odpowiedź nie jest prosta, bo i tak, i nie. W pewnych wymiarach udało się to jak najbardziej, jednak w podstawowym aspekcie, który dla mnie definiuje starą szkołę greckiego black metalu, nie wyszło.

Tym najważniejszym czynnikiem jest dla mnie atmosfera i klimat. Nikt wtedy nie potrafił tak sugestywnie jej przekazać. Nikt nie wprowadzał tyle mistycyzmu, tajemniczości i magii do muzyki, co właśnie Grecy. I tego niestety trochę mi na „Mausoleum of Confessed Thoughts” brakuje. Wiadomo – nie chodzi też o to by kopiować, czy wręcz zrzynać z klasyków. Nie mogę też powiedzieć, że tej atmosfery nie ma tu kompletnie, bo jakiś jej pierwiastek jest obecny. Cóż, po prostu mam tak, że jak słyszę „stara Grecja” to kilka rzeczy nasuwa mi się z automatu. To już sprawy zakodowane i trudno je zmienić, poza tym – nie oszukujmy się – oni tak właśnie grali. Inną sprawą jest, że panom z Dead Dog’s Howl (to duet – Amerykanin i Polak) dużo bliżej do Necromantii niż do Rotting Christ czy Varathron. A to w końcu te dwie ostatnie hordy miały w sobie najwięcej południowego mistycyzmu. Necromantia stała zawsze bliżej tego „piekła uniwersalnego”, w którym każdy mógł się odnaleźć. I ta Necromantia ratuje zamiary zespołu, bo gdybym miał szukać najbliższego odnośnika dla muzyki Dead Dog’s Howl, mając w pamięci cel twórców, znalazłbym właśnie ją. Co prawda bez tak dużego udziału klawiszy, co prawda z brzmieniem bliższym Xarzebaal niż „Crossing the Fiery Path”, ale jednak kompozycyjnie i aranżacyjnie skojarzenia są mocne. Ale to tylko punkt wyjścia, bo panowie dają sporo od siebie. Wspomniane już brzmienie, brudne, totalnie piwniczne. Lekka niechlujność i niedbałość kompozycyjna, która dla mnie się sprawdza, bo daje wrażenie spontaniczności, jednak estetom i zwolennikom porządku, nie przypadnie do gustu. To generalnie nie jest materiał dla wszystkich tych, którzy lubią rzeczy poukładane, dobrze brzmiące i uporządkowane. Tu jest chaos, brud, wysunięty bas i nawiedzenie godne Cultes Des Ghoules. Brzmi to wszystko jak zapomniana demówka z 1991 roku, ale w końcu o to też chodziło. Wracając więc do zadanego na wstępie pytania i częściowo już udzielonej odpowiedzi – tak, jest to bez wątpienia materiał oddający hołd starej szkole black metalu, bez kombinowania, bez liczenia, bez dopieszczania. Jest zło, jest piwnica, jest piekło i szaleństwo. Zawężając jednak tę starą szkołę do Grecji, to tylko Necromantia dostaje tu w moim odczuciu należyte oddanie. Ale to w żadnym stopniu nie zmienia faktu, że materiał to ciekawy, który dla każdego maniaka podziemnego grania, pełnego spontaniczności i pasji, będzie ciekawym doznaniem. Zaznaczam jednak – nie jest to krążek prosty i nie oszukujmy się – milionów fanów zespołowi nie przyniesie. 

Kończąc, warto wspomnieć o trzech rzeczach. Po pierwsze, teksty napisał tu były muzyk Rotting Christ, Jim Mutilator. Po drugie – okładka. Doskonała, jeśli chodzi o zgranie z tytułem i zamierzonym hołdem dla Greków. Po trzecie – jakość wydania. Brawa dla Fallen Temple, bo digipack prezentuje się wyśmienicie! 


Dead Dog’s Howl – „Mausoleum of Confessed Thoughts”. Nuclear War Now! Productions (kaseta), kwiecień 2019 / Fallen Temple (CD), marzec 2020.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza