czwartek, 5 marca 2020

Siła okładki.


Chodziła za mną ta okładka od dawna. Jej twórcą jest Robert A. von Ritter, którego prace bardzo lubię i cenię. Sugestywny rysunek, tchnący prostotą, w połączeniu ze złotymi logówkami zespołów, daje doskonałą okładkę. Zapada w pamięć a ja już tak mam, że jak mi się wryje w głowę jakiś obraz, to długo nie chce jej opuścić. Cóż z tego, skoro jakoś nie było okazji by pochylić się nad tym wydawnictwem. Okazało się jednak, że jest to premierowy materiał wydany na srebrnym krążku przez wytwórnię Piotra z Martwej Aury. Kiedy więc wysyłał mi ostatni numer R’lyeh Zine, dorzucił ten właśnie split Incinerator / Profanity Angel. I nie był to koniec niespodzianek.

Kolejną było odkrycie, iż Profanity Angel pochodzi z mojego miasta. Jak wiadomo najciemniej jest pod latarnią a w Tychach mamy ich sporo, bo wytwarzane są na miejscu. Przejdźmy jednak do rzeczy. Split „Execration of the Holy Spirit” zawiera dwa materiały wydane już wcześniej na kasetach. Incinerator prezentuje tu swoje demo z 2015 roku, „Death Descends”. Profanity Angel raczy nas swym jedynym jak dotąd materiałem, demówką „Acts of Desecration and Blasphemy” z roku 2014. Nie są to więc świeże nagrania, pomimo tego bronią się całkiem udanie, szczególnie otwierający krążek Incinerator. Pisałem już o nich przy okazji splitu z Vile Apparition (tu) oraz epki z 2017 roku, „Rotten Flesh Macabre” (tu). Wiele nowego nie napiszę, bo to wciąż ten sam zespół. Ohydny, obskurny, lekko niechlujny i wiejący piekłem i trupem death metal. Czyli żadnych zmian. I bardzo dobrze, bo ekipa ze stolicy wie jak wykorzystać w pełni potencjał takich środków wyrazu. Pięć utworów, w które wprowadza nas nastrojowe intro rodem z jasełek, niszczy nerki i depcze świadomość. Jest tu chaos, oczywiście kontrolowany, dźwięki często fruwają jak rzucone na odlew mięso, jest tu brud, jest szorstkość i dzikość. Pierwotne instynkty zaklęte w muzykę. I to działa. Przekonali mnie do siebie po raz kolejny, choć wcale nie musieli tego robić, bo przekonany byłem już wcześniej. Ale na pewno potwierdzili mnie samemu, że się nie myliłem. 

Niestety, Profanity Angel, pomimo sąsiedztwa, przekonuje mnie mniej. Nie to, żeby było bardzo źle, mam wrażenie, że największą szkodę wyrządziła temu materiałowi produkcja i za bardzo wysunięte wokale. A dodać trzeba, że są one niesamowicie niskie i głębokie, raczej jednostajne. Tworzy to więc wrażenie czarnej dziury, ciągłej otchłani, która przez dwadzieścia minut próbuje nas wciągnąć. Taki zabieg może być fajny, kiedy uczestniczy w nim całe instrumentarium, tu niestety tak nie jest. Ale, oddać muszę, że chcąc nie chcąc, wytworzyło to dość ciekawy klimat i atmosferę. Szkoda jednak, że perkusja jest tutaj perkusją jedynie od święta a gitary brzmią w większości bardzo mechanicznie. Nie wiem czy był to zabieg zamierzony, czy nie. Jeśli tak, to mnie to po prostu nie chwyta. Mam jednak nadzieję, że nie, bo gdyby ten materiał trochę powyciągać, byłby dużo bardziej słuchalny. Nie wiem czy projekt jest wciąż aktywny, bo od tego demo milczy, ale jeśli tak, to wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Szczerze, bo sam pomysł jest dość ciekawy, na naszym podwórku nie spotkałem wielu prób stworzenia tak totalnej otchłani muzycznej. Po sąsiedzku więc kibicuję, bo swoich należy dopingować. 

A Piotrowi gratuluję bardzo udanego wydania pierwszego, srebrnego krążka. Płyta prezentuje się bardzo dobrze, tak zewnątrz jak i wewnątrz. Polecam tym, którym podziemie bliskie. 


Incinerator / Profanity Angel - „Execration of the Holy Spirit”. Prior Satanae Production, maj 2018.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza