niedziela, 29 marca 2020

"Historia to wojna" - rozmowa z Ahto, wokalistą Loits.


Od dawna nosiłem się z zamiarem przeprowadzenia tego wywiadu, bo Loits to zespół, który bardzo szanuję i lubię. Z jego wokalistą, Ahto, rozmawiamy co pewien czas, ale raczej niezobowiązująco. Pisałem też dwa razy o ich muzyce (możecie te teksty przeczytać tutaj). Nigdy jednak nie poszedłem o krok dalej. Gdy więc ich powrót stał się faktem, postanowiłem wykorzystać okazję i wreszcie zadać temu sympatycznemu Estończykowi kilka pytań. Poniżej zapis tejże „konwersacji”, w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.


For English version, just scroll down, you will find it below Polish one.



Ahto. Zdjęcie: Marco Manzi Photography


PP: Dzień dobry Ahto! Kiedy dotarły do mnie wieści o powrocie Loits, wpadłem w lekką euforię. Wspaniała wiadomość. Powiedz proszę, jak długo milczeliście i co stoi za decyzją o powrocie? 

Ahto: Cisza… tak, trochę potrwała. W 2011 roku zagraliśmy ostatni koncert. W 2013, w mocno okrojonym składzie, nagraliśmy cover J.M.K.E. Wyszedł fajnie, ale po nim nastała cisza. W 2016 roku wskrzesiliśmy zespół na koncert z okazji dwudziestolecia działalności, w następnym roku wystąpiliśmy na dwóch festiwalach, ale jasnym dla nas wszystkich było, że w tym składzie kontynuować nie możemy. Były jednak w nas chęci i potrzeba grania, dlatego w 2019 znowu się spotkaliśmy i nagraliśmy cover Ved Buens Ende. Pod koniec zeszłego roku dostaliśmy od Moonsorrow propozycję wspólnej trasy. I tak się odrodziliśmy, można więc stwierdzić, że wróciliśmy. A skąd ta cisza? Stary skład nie mógł już ze sobą współpracować. Przyczyn było milion i nie chcę się w nie zagłębiać. Mam też nadzieję, że nigdy publicznie nie będę musiał. Potknęliśmy się jako Loits, upadliśmy, aby finalnie powstać w chwale! 

Dużo się dzieje. Stare albumy wznawiane na winylach, po raz pierwszy na CD trzy epki z ery drugiego albumu. Musisz być zajęty. Tęskniłeś za tym? 

Po cichu wznawialiśmy stare materiały przez cały ten czas. Od ostatniego roku presja wzrosła i na pewno będzie tego więcej. Długie milczenie nie przyniosło nam żadnych strat. Stare materiały Loits zyskują teraz jeszcze więcej uznania. Czuję jednak, że potrzebujemy nowego. 

Jak reagują na Wasz powrót fani i ludzie z Twojego otoczenia? 

Szerokim wsparciem. Są oczywiście i tacy, którzy woleliby, by Loits pozostał tym, czym był. Zespołem takim, jaki zapamiętali. Woleliby pewnie ubolewać cały czas nad jego rozpadem niż spróbować poznać nowe oblicze. Ale to już ich problem. 

Udało się zebrać cały ostatni, aktywny skład? 

Nie. To już się nie mogło udać. Nigdzie by nas to nie zaprowadziło. Próbowaliśmy, ale nic z tego. 

Dobra, mamy koncerty, mamy wznowienia płyt, w miarę świeży cover Ved Buens Ende. Ale kiedy jakiś całkowicie premierowy, większy materiał? 

Po raz pierwszy od dłuższego czasu, spróbowaliśmy i sprawdziliśmy jak brzmieć może nowe Loits. Cover Ved Buens Ende natchnął nas nadzieją, to prawda. W okresie milczenia coś tam sobie pisaliśmy i komponowaliśmy, dzieląc się tym między sobą. Teraz czas wreszcie na poważniejszy krok. Kiedy? Nie wiem, ale oby! 


Zdjęcie: Toomas Rand/Muumi Photography


Widzę, że jest nadzieja! Bardzo dobrze. Zostawmy przyszłość i porozmawiajmy trochę o przeszłości. Zawsze się zastanawiałem jak to z Wami jest w Estonii – macie status zespołu kultowego? 

Na krajowym podwórku chyba popełniliśmy błąd, pozwoliliśmy na zbyt duże zainteresowanie oficjalnych mediów. Dużo zostało o nas napisane i już wystarczy. Możliwe, że jesteśmy przez to zbyt mało tajemniczy, by osiągnąć taki status? Nie wiem. Wiem jednak, że prawie każdy z lokalnej sceny jest bliżej lub dalej związany z Loits. Mamy tu sporo fanów i postrzegam to tylko i wyłącznie jako coś pozytywnego. 

Oczywiście. A są na scenie, czy wśród fanów ludzie, którzy nie szanują tego co robicie, bo nie zgadzają się z Wami? Wiemy, że historia Estonii nie należy do najprostszych i komuś może się nie podobać, że nie śpiewacie o Estończykach w Armii Czerwonej? 

Loits przekazuje historię, opowiada o niej i jest narratorem. Nigdy nie mieszaliśmy się do polityki w żadnym aspekcie. Ta tematyka staje się politycznie skomplikowana tylko wtedy, gdy ktoś nie dostrzega pełnego obrazu, lub został nauczony innego przekazu. Dla nas, Estończykow, sprawa jest prosta i jasna. Historia to wojna. Druga Wojna Światowa wciąż podlega procesom interpretacji i analizy i często są one coraz gorętsze i ostrzejsze. Wszystko to wraz z czasem staje się coraz bardziej zmienne, tak na wschodzie jak i zachodzie. Nie wszystkie te zmiany to niewinne kłamstwa, które możemy zignorować. Wiele z nich to kłamstwa pokryte krwią. Nie staramy się ich obalać, jedynie przeciwstawiamy im prawdę. 

Czyli generalnie jesteście w ojczyźnie odbierani pozytywnie? 

Cóż, nie zostaliśmy zakazani, ale znajdą się i tacy, którzy z różnych powodów nie przepadają za Loits. 

Pytam o to wszystko, bo przez lata nagromadziło się trochę kontrowersji wokół zespołu. Niektórzy, widząc Was w niemieckich mundurach, śpiewających o Legionie Estońskim, wrzucają Loits do pudełka oznaczonego „naziści”. Wiem, dlaczego prezentujecie taki a nie inny wizerunek, mógłbyś jednak w kilku słowach sprawę wyjaśnić? 

Kluczowym czynnikiem w black metalu, jest wg mnie możliwość swobodnego wyrażania opinii, nawet tych trudnych, bez obaw o represje czy potępienie. To ważny składnik, wpływający na elitarność gatunku. Kiedy zdecydowaliśmy się poświęcić teksty ludziom, walczącym w niemieckich mundurach za wolność Estonii, za słuszne uznaliśmy takowe mundury na siebie założyć i mieć do nich szacunek. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, co może nastąpić, ale nigdy nie żałowaliśmy swojej decyzji. 

Czy mieliście z tego powodu jakieś poważne problemy prawne? 

Nie i nie spodziewamy się ich. Kiedy przyjrzysz się bliżej, przeanalizujesz, to nie dostrzeżesz w naszych wyborach niczego niezgodnego z prawem. Antifa niech sobie szczeka, Loits będzie trwać. 

Niestety, szczekanie tych kretynów potrafi wielu przestraszyć. Co sądzisz o odwoływanych koncertach, bo ktoś kogoś zna, ktoś ma jakąś przeszłość czy po prostu używa „złej” symboliki? Dziś polityczna poprawność to raczej polityczne szaleństwo. Jak wygląda Wasza sytuacja w Niemczech, możecie tam koncertować? 

Nie będę tu analizował naszej sytuacji w Niemczech. Może kiedyś tam zagramy, czas pokaże. Jak już mówiłem, bitwa o prawdę historyczną toczy się nad naszymi głowami i niewiele potrzeba by zyskać siłę oraz okazję do jej użycia. Czarownice płonęły na przestrzeni wieków. Nie musimy tego akceptować, ale powinniśmy wyciągnąć wnioski. 

Prawda. Mowiłeś wcześniej, że Loits to taki reporter historyczny, narrator. W Waszych tekstach znajdziemy wiele ciekawych opowieści. Czy kiedykolwiek miałeś okazję porozmawiać z uczestnikami tych wydarzeń? Może był to ktoś z rodziny? 

Oczywiście. To ludzie w wieku naszych dziadków i babć. Żyli wokół nas i z nami. Imię dostałem na cześć brata przyrodniego mojego dziadka, który zaginął na froncie, walcząc za Estonię w niemieckim mundurze. W Kadrinie, gdzie mieszkam, po jednej stronie ulicy żyje weteran noszący niegdyś mundur Armii Czerwonej, po drugiej człowiek, który walczył pod niemieckim sztandarem. Palenisko w naszym ogrodzie było dla nich ziemią niczyją, gdzie mogli się kłócić, dyskutować, napić i na nowo zostać przyjaciółmi. Wierzę, że prawie wszyscy w tym wieku mogą opowiedzieć podobne historie. W pewnym momencie zaczęliśmy ich naprawdę słuchać i rozumieć. A później, już z premedytacją wracaliśmy po więcej. Jako Loits, prawie pełnym składem, odwiedziliśmy na przykład Haralda Nugiseksa. 

I jaka była jego reakcja? 

Zawsze miło, gdy odwiedzą Cię młodzi ludzie i przyniosą ciasto, prawda? Opowiadał długo i ze szczegółami. Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, o których w książkach nie przeczytacie. 

Może takie właśnie rozmowy, były inspiracją do lirycznego przekazu Loits? 

Na pewno. To wszystko wzięło się stamtąd. Czasami wręcz cytowane słowo w słowo. 


Zdjęcie: Sander Burmeister Photography



Znasz historię swego kraju bardzo dobrze. A jak wygląda sytuacja w Estonii i wśród estońskiej młodzieży? Zauważam, że w Polsce młodych to nie interesuje, mają w większości gdzieś. 

Tak, młodzi nie mają już bezpośredniego kontaktu z naszą walką o niepodległość podczas Drugiej Wojny Światowej. Dla nich to abstrakcyjne tematy, coś co wydarzyło się w zamierzchłej przeszłości. Z jednej strony to logiczne, z drugiej to problem. Bez tej wiedzy dużo łatwiej ulegną fałszywym podszeptom, są bardziej podatni na historyczne kłamstwa. 

Pewna rzecz nie daje mi spokoju. Czy kiedykolwiek napiszecie album poświęcony „leśnym braciom”? 

Poświęciliśmy im dotąd dwa utwory. Jeden na „Meeste Muusika” i jeden na „Vere Kutse Kohustab” (choć to piosenka ukryta). Nie mamy w tej chwili w planach całego albumu w tej tematyce, ale na pewno do niej w przyszłości wrócimy. 

Wracając do muzyki. Flak’n’roll. Przyznaję, że jest to bardzo oryginalne i unikalne określenie, którym opisujecie swój styl. W zasadzie bardzo dobrze oddaje Waszą twórczość, jednak brakuje mi w nim tego pierwiastka smutku, melancholii i bolesnej przeszłości, który przecież w Waszej twórczości jest obecny. Flak’n’roll kojarzy się raczej z czymś wesołym. Jak Ty to widzisz? 

Myślę, że określenie flak’n’roll pasuje najbardziej do naszego drugiego albumu, „Vere Kutse Kohustab”. Nostalgiczna i melancholijna atmosfera, ale także podniosła, buntownicza i epicka, zawsze była i będzie częścią Loits. 

Prawda. W mojej opinii, najmniej bojowym a zarazem najbardziej nostalgicznym, jest Wasz trzeci krążek, „Must Album”. Przejawia się to w zdjęciach, teledyskach oraz oczywiście samej muzyce. To dla mnie wielka tęsknota za starymi, dobrymi, przedwojennymi dniami. To dla mnie zarazem jeden z bardziej unikalnych albumów w gatunku, daleki od tego, czego można się spodziewać i oczekiwać od black metalu. Co Ty o nim sądzisz z perspektywy czasu? 

Jeśli faktycznie ten album wywołuje w Tobie wrażenie, że płaczemy poprzez niego i tęsknimy za starymi, dobrymi dniami, to zawiedliśmy, bo nie to było naszą intencją. Zamysł był taki, by pokazać, że śmierć i zniszczenie może przyjść w każdej chwili, bez ostrzeżenia, wtedy gdy się najmniej spodziewamy. Temat na czasie a przy okazji bardzo black metalowy. Z perspektywy czasu, bardzo mocny album. Może wskazane byłyby pewne korekty w kolejności utworów. Album powstał szybko i niektóre decyzje podejmowaliśmy zbyt pochopnie. Niestety, jest to najmniej znany i doceniony z naszych krążków. Nie wiem czemu. 

Podejrzewam więc, że tym najbardziej znanym i docenionym będzie „Vere Kutse Kohustab”? Czy to wg Ciebie opus magnum Loits? 

„Vere...” narobił najwięcej hałasu, ale to nasz debiut, „Ei Kahetse Midagi”, zaskakująco, jest tym najbardziej znanym i docenionym. Recenzje ostatniego wznowienia tego krążka są bardzo pozytywne. To dla nas niespodzianka. 

Dobra. Wróciliście, jakie więc są najbliższe plany Loits? Oczywiście poza unikaniem koronawirusa ;) Koncertów na razie nie zagracie, może jakaś sesja nagraniowa? 

Po trasie z Moonsorrow, okazało się, że jakichś konkretnych, dalszych planów nie ma. Ale będą. Na pewno wykonamy kolejne kroki, spodziewajcie się ich konsekwencji! 

Dziękuję za Twój czas Ahto. To była przyjemność. Jakieś ostatnie słowa? 

Cholera, zawsze mam z nimi problem. Obserwujcie co dzieje się w świecie Loits i kiedy wirus przeminie, zapraszajcie nas do grania. Całą resztą zajmiemy się sami. Dziękuję Bartosz za Twoje oddanie!


Zdjęcie: Laume Lunaria


English:


PP: Good morning Ahto! I was really thrilled when I heard about Loits come back. Great news. Tell us please, how long was this hiatus and what was the reason behind the return?

Ahto: Silence… that took a while. In 2011 we had our final live gig with Loits, in 2013 we recorded a J.M.K.E. cover with a drastically reduced line-up. It came out fine but left the band in the dark still. In 2016 we reformed briefly for the Loits 20 event, then we did two festivals the next year, with a definite realization that we cannot continue with the same line-up. The need was still there and Loits got on the move again in 2019 with the Ved Buens Ende cover. In the end of the year we got an offer from Moonsorrow to join them on tour. Loits was reborn and today it is safe to say we are back. Why silence? The old group just didn’t work any longer. There was a million reasons and I don’t want to go into that. I also hope I won’t have to do that publicly ever. Loits stumbled, fell, and rose again to glory from the grave! 

A lot is happening. LP’s re-realeased, again on stage, new release – three eps for the first time on CD… You must be busy now. Did you miss that?

We have been quietly issuing re-releases all the time. Since last year, the pressure has gone up and there’s definitely more to come. Long period of silence didn’t result in any loss for us. The old Loits material has got more acclaim now. It starts to feel like we need new as well. 

What is the reaction of people around you and fans?

Largely supportive. There are undoubtedly those who would have preferred for Loits to remain like they remembered it. Maybe they’d have rather wanted to cry on the grave of old Loits than to reconcile with the new one. It’s their problem. 

Did you manage to gather the whole last active line-up?

Nope, it couldn’t have happened again. It wouldn’t have led anywhere. We tried it and it didn’t work. 

Ok, we have shows, we have re-realeased music from the past… As it comes to fresh stuff, you gave us Ved Buens Ende cover. Nice, but what about new Loits music?

For the first time in a very long while, we decided to try and see how the new Loits would sound. VBE cover instilled some hope in us, for sure. We like the idea. Through all the quieter times we have written something and treated our ideas to each other. Now it’s time to take a more serious step. When? Heh, as if! 

Well, there is hope I see! Good. Ok, let’s go back in time and talk a little bit about the past. I was always courious about Loits status in Estonia. Are you considered as a cult band?

In Estonia, we have perhaps made a mistake of keeping the mainstream media too well informed about our business. There has been enough written about us. Maybe there is a lack of that certain mystery that leads to cult status? I don’t know. I only know that almost everyone in the local black metal scene is closely or remotely connected to Loits. We have a relatively big following and I can only consider this a positive thing. 

Also, as we know, the history of Estonia is not an easy one. Are there any people from the scene or amongst the fans, that don’t respect what you are doing because they don’t share your political and historical views (because for example you don’t sing about Estonians in Red Army etc)? 

Loits has largely remained a reporter of historical events. We have not gone along with any political actions or movements. Our message is easy to understand here in Estonia. These themes become politically complex only when people don’t see the whole picture, coming from another cultural sphere or media field. History is war. World War II goes on in the historical interpretations and the themes get hotter and more acute still. The future is governed and altered by altering historical events, and that happens more and more, in East as well as the West. Not all of these alterations are innocent lies that we can simply ignore. These lies are stained with blood. We will not try to disprove them, we will just stand the historical truth up to the lie. 

So, in general, you have a good reception in your native country?

Well, we haven’t been banned here, but there is enough of those who dislike us for various reasons. 

The reason I was asking about this, is because through the years there has been a lot of controversy surrounding Loits. Some people, seeing you in german uniforms and singing about Legion Estland, puts you in the nazi corner right away. I know why you do it, but can you explain in a few words why you wear these uniforms and present such an image? 

An essential part of black metal for me is the integrity to speak about complex themes without fear of reprisals or condemnation. This is a vital part of elitarism that represents black metal. When we decided to sing about the men who fought for Estonian freedom in World War II in German uniform, it felt right to wear those uniforms on photos with honour. Of course we know what would follow, but our decision was final and we have never regretted it. 

Did you have any serious legal problems connected to this image? 

Nope, and there can’t be. Look a bit closer and it’s not hard to see that there is nothing criminal in our choices. Let Antifa bark, Loits will carry on. 


Zdjęcie: Sander Burmeister Photography


Unfortunately barking of those idiots scares a lot of people. What do you think about cancelled shows because of some matters from the past, or just because someone is a friend of somebody who is a member of NSBM band? Today “political corectness” is more like political madness… And what about your situation in Germany – can you perform there?

I will not analyse the German situation here. Time will tell if we will ever play there. As I said before, the battle for history goes way above our heads and at the moment one clic is given opportunity and power. Witches have burned throughout history. Not that we should accept it, but we should be able to draw conclusions from it. 

Ok. Like you said, Loits remained reporter of historical events. There is a lot of interesting stories in your lyrics. Did you ever had a chance to talk to someone who witnessed it all, who was a part of it? Maybe someone from family?

Of course. Our grandmothers and grandfathers are the same age. These people lived with us and around us. I got my name from my grandpa’s halfbrother Lembit Lehtmets, who vanished in World War II, fighting in a German uniform. In Kadrina where I live, my neighbour on one side was in Estonian Rifle Corps, i.e. an Estonian in Soviet uniform, and neighbour on the other side fought on the German side. And the fireplace in our garden is neutral ground for them, where they have had drinks, marched, argued and become friends again. I believe that everyone who is the same age here can tell a similar story. At one moment we really started to listen and understand. And then we visited them already on purpose to ask for more. Loits, for example, went to visit Harald Nugiseks almost in full formation. 

And what was his reaction? 

Always nice when young people come to visit and bring cake, isn’t it? He spoke long and in detail. We got quite a lot of interesting information not available in books. 

Maybe such conversations were the reason behind the lyrical concept of the band?

Certainly. It has come from there. Up to certain lines in lyrics. 

You know your history well. But how about Estonian youth nowadays? I can see that, for example in Poland it is a problem. They don’t care. 

Yes, young people don’t have direct contact with the Independence War of World War II any longer. These are abstract topics for the young here. Something that happened in the distant past. On one hand it’s completely logical, on the other a problem in several aspects. Without knowing history in detail, they are susceptible to the war over the control of history I mentioned before. 

There is one thing that I was wandering for some time now – will you possibly write an album about “forest brothers” (metsavennad)?

There is one track about it on “Meeste muusika” and one on “Vere kutse kohustab” (although a hidden song). We have no full-length planned on the theme at this time but we will certainly refer to it in the future as well. 

Going back to music. Flak’n’roll. I must admit, this way of describing your style is quite unique and really original. And as much as I can agree with this, there is also a lot of grief and sorrow in Loits music and when you hear “Flak’n’roll” you think more of something full of joy and happiness… What do you think? 

I think that the militant term flak n’ roll characterizes our “Vere kutse kohustab” album the most. The nostalgic and melancholic, but also epic, grand and defiant atmosphere has always described Loits and this is how it will remain. 

True. The most nostalgic and less militant is in my opinion Must Album. Beginning with photos, videoclips and even the music. It is like one huge yearning for the good old days, before the war. For me it is one of the most unique albums in the genre, not something to be expected when you think about black metal or metal in general. What do you think about it from the time perspective?

In case this album makes you think we are crying over the good old days then our intentions have failed. The concept of the album is rather that death and destruction come without knocking. And when we least expect it. A very acute topic today and a very (black) metal one at that. It’s a pretty strong album in hindsight. Maybe some corrections in the tracklist would have been in order. The album was made too quick and decisions made too rashly. Unfortunately it’s the least celebrated of Loits albums. Can’t say why. 

So, the most celebrated would be “Vere Kutse Kohustab” I guess? Do you consider it as Loits opus magnum? 

“Vere kutse kohustab” has probably got most attention but the debut “Ei kahetse midagi” has proven to be most successful, somewhat surprisingly. New reviews about the reissued version have been extremely commendable. To our big surprise. 

Ok, you are back, so what are the nearest plans for Loits? Apart from avoiding the coronavirus ;) No live shows, maybe some recording session?

After the tour we sort of discovered that there are no further plans. But there will be. Soon enough we take the next steps, so expect the consequences! 

Thank you Ahto for your time, it was a pleasure. Any last words?

Damn, I always have difficulties with those last words. Keep an eye on the world of Loits and when corona redeces, invite us to play! We can handle all the rest. Thanks, Bartosz, for your dedication!


Zdjęcie: Marco Manzi Photography


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza