poniedziałek, 30 marca 2020

Anno Domini 1675.


Krupina to niewielkie miasto w południowo-centralnej Słowacji, posiadające bogatą historię, która sięga dwunastego wieku a może nawet epoki brązu. Jest jednym z najstarszych miast na tego kraju, prawa miejskie otrzymała już w 1238 roku. Otoczona wzgórzami, z dalszej perspektywy, wygląda przyjaźnie i gościnnie. Nie dla wszystkich jednak taka była, szczególnie w wieku siedemnastym. W Europie płonęły wówczas stosy, które nie ominęły starej Krupiny. W mieście doszło do procesów o czary i spaleń domniemanych wiedźm. Tę historię, za pośrednictwem swego najnowszego albumu, opowiada nam niestrudzony piewca słowackich dziejów i folkloru, uroczy bajarz, Malokarpatan. Ognie w Krupinie znowu zapłonęły.

niedziela, 29 marca 2020

"Historia to wojna" - rozmowa z Ahto, wokalistą Loits.


Od dawna nosiłem się z zamiarem przeprowadzenia tego wywiadu, bo Loits to zespół, który bardzo szanuję i lubię. Z jego wokalistą, Ahto, rozmawiamy co pewien czas, ale raczej niezobowiązująco. Pisałem też dwa razy o ich muzyce (możecie te teksty przeczytać tutaj). Nigdy jednak nie poszedłem o krok dalej. Gdy więc ich powrót stał się faktem, postanowiłem wykorzystać okazję i wreszcie zadać temu sympatycznemu Estończykowi kilka pytań. Poniżej zapis tejże „konwersacji”, w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

czwartek, 26 marca 2020

W kierunku południowej Europy.


Debiutanckie demo Dead Dog’s Howl miało być – w zamyśle twórców – hołdem złożonym starej szkole black metalu, tej z początków lat dziewięćdziesiątych, ze szczególnym naciskiem na Grecję. Zadanie teoretycznie proste, ale tylko teoretycznie, bo wpaść można w kilka pułapek, szczególnie w tak specyficznej tematyce jak klasyczny black metal z Hellady. Była to (i nadal jest) tak charakterystyczna szkoła, tak inna i tak oryginalna, że mam prawie pewność - żeby tak grać, trzeba było się tam urodzić i wychować. Czy więc „Mausoleum of Confessed Thoughts” dorosło do planów i zamierzeń swych twórców? Odpowiedź nie jest prosta, bo i tak, i nie. W pewnych wymiarach udało się to jak najbardziej, jednak w podstawowym aspekcie, który dla mnie definiuje starą szkołę greckiego black metalu, nie wyszło.

wtorek, 24 marca 2020

Czerwony smok.


„Death Clan OD”. Zaintrygowała mnie końcówka tytułu najnowszego krążka Serpent Noir, postanowiłem więc dowiedzieć się o co chodzi. Nie było to trudne, gdyż sporo wyjaśniają informacje zawarte we wkładce. Otóż, moi mili, jest to skrót od Ordo Draconis (pełna nazwa to Dragon Rouge: Ordo Draconis et Atri Adamentis), organizacji zgłębiającej tajniki szeroko pojętego okultyzmu, założonej przez Thomasa Karlssona. Tego samego, który jest autorem większości tekstów Therion. Odpowiada on również za zawartość liryczną trzeciego albumu Serpent Noir, który tejże organizacji jest dedykowany i poświęcony.

niedziela, 22 marca 2020

Wszystkie kwiaty Holandii*.


Powszechnie wiadomo, że uprawa i hodowla kwiatów, to w Holandii rzecz doprowadzona do rangi sztuki. Wielu z Was na pewno widziało piękne kompozycje stworzone za pomocą tych roślin, niejednokrotnie zapierające dech w piersiach. Dość powiedzieć, że w Niderlandach kwiat znaczy więcej, niż w innych krajach. Pewnie właśnie dlatego, tylko kwestią czasu było, gdy jeden z symboli tego kraju trafi w obszar zainteresowania lokalnego black metalu. Wraz z premierą nowego krążka Fluisteraars, ten czas właśnie nastał. „Bloem”, czyli kwiat, rozkwitł w lutym tego roku i warto się nad nim pochylić.

piątek, 20 marca 2020

Czyste południowe zło.


Kiedy w moje ręce wpada materiał z Ameryki Południowej, automatycznie spodziewam się totalnego szaleństwa, brudu, piekła, siarki, diabła w stężeniu większym niż alkohol w spirytusie i bluźnierstwa rozmiaru XXL. Tamtejsze hordy słyną z bezkompromisowości i całkowitego oddania pierwotnym ideom ekstremalnego metalu. Gdy więc dotarła do mnie nowa płyta peruwiańskiego Putrid, nie spodziewałem się romantycznych ballad mogących umilić randkę. I choć takowych oczywiście nie dostałem, to jednak „Antichrist Above” trochę mnie zaskoczył.

środa, 18 marca 2020

Odcienie smutku i piękna.


Kto słyszał wydaną w 2017 roku debiutancką epkę Rotting Kingdom, ten wie, że królestwem Amerykanów są lata dziewięćdziesiąte i czasy świetności brytyjskich gigantów death/doom metalu Kto nie słyszał, ten trąba i jak najszybciej zalecam poprawę (tu o niej pisałem). Wydany niedawno pełnowymiarowy debiut, powinien usłyszeć każdy, komu bliskie są takie dźwięki, bez względu na to, czy zna wspomnianą już epkę. Stanowi ona co prawda dobry wstęp do „A Deeper Shade of Sorrow” (tak na marginesie – tytuł jak z podręcznika gatunku, perfekcyjny), ale tylko wstęp. Album to kolejny etap, naturalny krok rozwoju, dojrzałe rozwinięcie pięknej historii rozpoczętej w 2017 roku.

niedziela, 15 marca 2020

Bliżej ziemi.


Nécropole i Caverne. Dzieci jednego człowieka. Można zadać pytanie, czy utrzymywanie przy życiu dwóch projektów, egzystujących w ramach black metalu i rodzących się w tym samym umyśle, ma sens. Najlepszą odpowiedzią jest wydany w tym roku drugi album Caverne, „Omphalos”. Jej uzupełnieniem powinien być „Solarité”, ostatni krążek Nécropole (o nim tutaj), z końcówki 2018 roku. Choć na pozór podobne (największa w tym zasługa wokali), różnią się znacznie. Ale siła obu tkwi w tych samych obszarach, choć oczywiście najwięcej tu emocji. Bo taką właśnie muzykę komponuje Amertume. Ważne, że Caverne to nie Nécropole a Nécropole, to nie Caverne.

czwartek, 12 marca 2020

Oddział zamknięty.


Już na wstępie, znak ostrzegawczy: recenzowany dziś album to rzecz wyłącznie dla fanów Xarzebaal. Jeśli ktoś nie przebrnął przez trzy pełniaki duetu z Bydgoszczy, do debiutu Nurtu Ognia nie ma nawet co siadać. Szczerze, to nawet twardziele, którzy lubują się w piwnicznym prymitywizmie Xarzebaal, mogą mieć z tym materiałem problem. Bo tu nie wystarczy kochać piwnicę, brud i proste dźwięki. By rozsmakować się… co ja mówię - by dotrwać do końca tego krążka, trzeba mieć po prostu mocno pokręconą psychikę, albo ogromną siłę woli. Ja dotrwałem, tłumaczę to sobie tym drugim, oraz recenzenckim obowiązkiem i chyba jest to trafne tłumaczenie, bo raczej do tego materiału wracał nie będę.

wtorek, 10 marca 2020

Krzyk.


Jakież było moje zaskoczenie, gdy na dwie godziny przed koncertem, dowiedziałem się, że w Turii za mikrofonem stoi kobieta! Ich ostatniego albumu słucham od jakiegoś czasu, no ale po prostu nie sprawdziłem. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Dlaczego w ogóle od tego zaczynam? Bo wokale w tym zespole są niesamowite! Pani, z którą finalnie udało mi się zamienić kilka słów, robi doskonałą robotę. By szybko i celnie opisać jej wysiłki posłużę się fragmentem tekstu drugiego utworu z „Degen van Licht”: „...zdesperowane krzyki / wypełniają niesamowite wysokości / z echem udręki!” (tłumaczenie za pomocą google translatora, więc za jego dokładność nie ręczę). 

niedziela, 8 marca 2020

Góra emocji.


Kiedy w styczniu 2019 roku ukazała się epka „Empyrée”, na krótki moment uległem jej czarowi. Było to silne, acz krótkie doświadczenie. Najprawdopodobniej najsilniejszym bodźcem ku temu była niesamowita okładka. Francuzi z Cénotaphe wykorzystali przepiękny obraz Jacka Malczewskiego - „W tumanie”. Muzyka jednak dość szybko mi się osłuchała, nie potrafiła zatrzymać mnie na dłużej i głębiej zainteresować (ostatnio do niej wróciłem i sytuacja w naszej relacji się polepszyła). Mamy marzec 2020 roku i od miesiąca, dość regularnie słucham „Monte Verità”, pełnowymiarowego debiutu Francuzów. Bo tu jest odwrotnie. Pierwszy odsłuch mnie nie porwał, ale dałem szansę i już przy drugim i trzecim wiedziałem, że będzie ich dużo, dużo więcej.

czwartek, 5 marca 2020

Siła okładki.


Chodziła za mną ta okładka od dawna. Jej twórcą jest Robert A. von Ritter, którego prace bardzo lubię i cenię. Sugestywny rysunek, tchnący prostotą, w połączeniu ze złotymi logówkami zespołów, daje doskonałą okładkę. Zapada w pamięć a ja już tak mam, że jak mi się wryje w głowę jakiś obraz, to długo nie chce jej opuścić. Cóż z tego, skoro jakoś nie było okazji by pochylić się nad tym wydawnictwem. Okazało się jednak, że jest to premierowy materiał wydany na srebrnym krążku przez wytwórnię Piotra z Martwej Aury. Kiedy więc wysyłał mi ostatni numer R’lyeh Zine, dorzucił ten właśnie split Incinerator / Profanity Angel. I nie był to koniec niespodzianek.

wtorek, 3 marca 2020

Imperium klasyki.


Riff otwierający „Sacrificial Circle” uświadamia mi, z całą swą mocą, że granie death metalu starej szkoły, żywcem wyciągniętego z lat dziewięćdziesiątych wciąż ma sens. To drugi utwór na albumie, który dla wielu mógłby nie istnieć, bo nie wnosi kompletnie nic nowego do gatunku. Ci sami ludzie mogliby powiedzieć, że to wszystko już było, już sukcesy odnosiło, już zebrało dość laurów. I pewnie mieliby sporo racji. Tylko kogo to obchodzi? Skoro po chwili wjeżdża czwarty „Unholy Death Metal” i jest kompletnie pozamiatane, gęba się cieszy a wszyscy spece od eksperymentów mogą jedynie robić pod siebie.

niedziela, 1 marca 2020

Trylogia w jednym tomie.


Są takie dni, kiedy wszystko jest lepsze, wyraźniejsze, przyjemniejsze i aż chce się żyć. Takim dniem był bez wątpienia ten, w którym dowiedziałem się o powrocie Loits. Estoński zespół trwał od dłuższego czasu w uśpieniu, co – biorąc pod uwagę jego potencjał – było bardzo kiepskim stanem rzeczy. Dziś sytuacja jest dużo lepsza. Wrócili do koncertowania, wznawiane są stare wydawnictwa i ukazują się nowe. No, może nie całkiem nowe, bo materiał zawarty na „Furor Aesticus: Prelude to the Vere Kutse Kohustab” powstał jeszcze przed drugim pełniakiem zespołu. Ale po raz pierwszy dostajemy go na jednym krążku, w dodatku srebrnym.