czwartek, 2 stycznia 2020

Trzecia noc.


Nie wiem czy trzy ostatnie wydawnictwa Zmory, pomyślane były jako koncept, swoista trylogia odnosząca się do nocy, ja w każdym razie tak chcę je widzieć i nie bardzo potrafię inaczej. Jedno jest pewne – po „Nocy czerń, nocy chłód” (marzec 2018) i „W głębinach nocy niepojętej” (październik 2018), dostaliśmy właśnie trzecią epkę zatytułowaną „Najczarniejsza z nocy”. I faktycznie, jest to noc czarna, jest to noc straszna i chyba jest to noc ostatnia.

Nie będę wyrokował, bo nie odpowiadam za twórczość zespołu, materiał ten jednak wydaje mi się dobrym dopełnieniem dwóch poprzednich, poza tym – nie można w nieskończoność eksplorować jednego pomysłu. Ale – pożyjemy, zobaczymy. Wspomniałem o dopełnianiu się tych wydawnictw i ich spójności, bo w istocie coś jest na rzeczy. Wystarczy spojrzeć na ich oprawę, wydania, grafiki. Spojrzeć na tytuły, czy wreszcie przeczytać teksty no i oczywiście posłuchać samej muzyki. Gdzieś wcześniej pisałem, że „Nocy czerń, nocy chłód” to spacer przez ciemny las, na końcu którego czeka „W głębinach nocy niepojętej” czyli dół w ziemi i trumna. „Najczarniejsza z nocy” pod żadnym pozorem nie jest szczęśliwą ucieczką od ostatniego tchnienia. Niestety, lądujemy w tym dole, sznur się zaciska a my wciąż tu jesteśmy i prosimy tylko o szybki koniec. Klimat tego materiału (znowu ponad trzydzieści minut!) przywodzi na myśl jakiś kompletny trans i odrętwienie przed nieuchronną wycieczką na tamten świat. Brzmieniem wydaje się być łagodniejszy od poprzedniego, ale za sprawą swego hipnotycznego i pulsującego charakteru nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Nie jest to jednak tylko i wyłącznie odrętwienie, bo wbrew pozorom dzieje się tu sporo i jest to noc czarna pełna goryczy, smutku i gniewu, jednak wszystkie te odczucia wydają się być finalne, stojące wraz z ich właścicielem przed nieuchronnym końcem. Doskonale oddaje to trzeci utwór (moim zdaniem jeden z najlepszych Zmory) „Lodowata topiel istnienia”. Klimat doskonały. Ale całe to wydawnictwo oparte jest na klimacie, bo reszta środków wyrazu jest raczej oszczędna. Nic to oczywiście nowego w przypadku wielkopolskiego projektu, w końcu oni jak mało kto potrafią zrobić coś z niczego. I po raz kolejny są w tym bardzo przekonujący, po raz kolejny muzyka choć prosta, jest niezwykle obrazowa (po raz kolejny doskonała praca klawiszy, doskonale uzupełniających pozostałe dźwięki). Choć wszystko tu jest oszczędne, to pobudza wyobraźnię niesamowicie. Ścieżki na które nas ona zabierze, mogą być różne, ale gwarantuję Wam, że nie będą wesołe a najczęstszym widokiem będzie wspomniany już ciemny las, zimny dół, bądź wiszący sznur. „Najczarniejsza z nocy” jest chyba najsmutniejszą z tych trzech nocnych opowieści, ale nie ma się co dziwić – tematyka do najweselszych nie należy. Niesie jednak ze sobą ten materiał, jak zwykle zresztą, sporą dawkę grozy, bo przecież ta nieuchronność śmierci, ta wizja dołu i trumny, nigdy u Zmory nie była obleczona w płaczliwe łkania obsypanych pryszczami, skrzywdzonych nastolatków, czy debili tnących się na koncertach. Zmora ten finalny strach egzystencji ubiera w grozę i drgawki, przerażenie, ale nie skomlenie. Umierać też trzeba umieć, tak jak i o umieraniu mówić i grać. Zamykający ten materiał, klawiszowy „Tam tylko śmierć”, pokazuje, iż Zmora potrafi bardzo dobrze. 

Zmora - „Najczarniejsza z nocy”. Werewolf Promotion, listopad 2019.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza