środa, 8 stycznia 2020

Ku szubienicom!


Dziś przed nami lekarstwo na całe zło tego marnego Świata. Szubienica. Konkretnie szubienice, bo jak wiadomo, tylu kandydatów, że jedna nie wystarczy. Szubienice jako antidotum. Wielu już oczywiście, na przestrzeni wieków, proponowało takie rozwiązanie, nie jest to więc nic nowego. Wiemy jednak, że Świat nadal jest rozczarowująco naiwny i podły, może więc warto próbować nadal. Z takiego założenia wychodzi chyba ukraiński Grave Circles, proponując taką metodę na swym debiutanckim materiale. „Tome I” to epka bardzo dobra, a utwór – recepta, czyli „Gallows as Antidote”, to moi mili hicior ekstraklasowy. Chyba sobie taką jedną zbiję, żeby sprawdzić czy to działa. Bo muzyka ukraińskiego projektu działa jak najbardziej, może więc faktycznie coś w tym jest?

Nie mówię tu tylko o debiutanckim materiale, bo pisząc te słowa miałem już okazję zapoznać się z pierwszym pełniakiem Grave Circles, który premierę miał pod koniec 2019 roku. Dobra rzecz, zresztą, omawiany dziś materiał taką właśnie zapowiadał, zdziwienia więc nie ma. Wracając jednak do „Tome I”, warto zaznaczyć, że to epka z 2017 roku, wydana wtedy tylko w wersji cyfrowej (czy w takim wypadku w ogóle można mówić o wydaniu?). W 2018 doczekała się edycji kasetowej a w październiku 2019 roku Werewolf Promotion wypuścił ją na CD. Chwilę potem ukazał się „Tome II”, ale o tym już wspominałem (jak dotąd w wersji cyfrowej, ale w pierwszym kwartale tego roku na CD dzięki Werewolf Promotion). Sam debiut wznowiony został bardzo gustownie i oszczędnie, czyli tak jak należy. Do pierwotnych trzech numerów, dających osiemnaście minut muzyki dodano trzy wersje koncertowe. To akurat postrzegam jako minus, gdyż osobiście takich zabiegów nie lubię, jest w tym jednak jeden plus – otóż jeden z tych koncertowych numerów to kompozycja z „Tome II”. Pozostałe dwa pochodzą z „Tome I”, czyli są powtórzone. Bo dodać muszę, iż brzmienie wersji live jest na tyle dobre, że dopiero oklaski publiczności mówią nam, że to koncert. Skupmy się jednak na trzech pierwszych kompozycjach. O ile pierwsza jest po prostu poprawna i bardzo solidna, to kolejne dwie stoją wyżej. O tym, że „Gallows as Antidote” to hicior, już wspominałem. Ale zamykający materiał „Overthrow” niewiele mu ustępuje. Black metal to dość gęsty, zwarty i monolityczny, ale zarazem przebojowy i bardzo energetyczny. Sporo tu melodii, ale nie takich, które można by uznać za wesołe. Sa posępne, wieją grozą i wspomagane bardzo dobrymi wokalami dają doskonały klimat. Balansujemy tu pomiędzy nienawiścią, gniewem, melancholią a momentami wzniosłymi i dzięki takiej palecie uczuć, te osiemnaście minut jest niezwykle ciekawym czasem. Gdybym miał gdzieś szukać odniesień, skierowałbym wzrok na Szwecję, ale pamiętajcie – to tylko kierunkowskaz, bo Grave Circles gra po prostu Grave Circles. 

Bardzo, ale to bardzo dobry materiał. Te osiemnaście minut powiedziało mi dobitnie, że jest w tym projekcie ogromny potencjał. A kiedy dorzucę do tego wrażenia po wysłuchaniu (choć jak na razie dość pobieżnym) następcy debiutu, to bez cienia wątpliwości stwierdzam, że Grave Circles to ścisła czołówka ukraińskiego podziemia. Co pewien czas, pokazuje nam się stamtąd ktoś naprawdę interesujący i kiedy podepnę pod to wielkość tego kraju, rodzi się zatrważająca myśl – ile tam jeszcze takich nieodkrytych pereł? 

Wyrazy uznania dla Szymona, że postanowił ten materiał wypuścić. Takie inicjatywy zawsze należy oceniać in plus. Brawo. 

Grave Circles - „Tome I”. Werewolf Promotion, październik 2019.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza