piątek, 31 stycznia 2020

Chwała Słońcu!


Nim zagłębimy się w to wydawnictwo, ustalmy sobie jedno. Helios, choć wielu kojarzy się z kinem, był (a może wciąż jest) greckim bogiem Słońca oraz jego uosobieniem (w grece Helios to po prostu Słońce). Sprawa jest poważna, bo gość był jednym z tytanów, każdego dnia przemierzał niebo swym rydwanem, dawał Światu życie i światło. Radość. Trzymał w ryzach czas, wyznaczając dzień. Nie jestem więc pewien, czy zatytułowanie zbioru dźwięków, kojarzących się z ciemną otchłanią, jego imieniem, jest dobrym pomysłem. Takich wątpliwości nie mieli Portugalczycy z Summon, no ale u nich słońca nie brakuje, Helios obdarza ich szczodrze, pewnie więc wiedzą lepiej.

środa, 29 stycznia 2020

Tańce w lesie.


Byłem już praktycznie pewien, że tym razem udało się podsumować rok, bez pominięcia jakichś naprawdę wartościowych pozycji i tym samym powtórzenia sytuacji z roku ubiegłego. Cóż, cwaniaka grałem przed samym sobą do momentu odkrycia projektu, który ciekawy jest z co najmniej kilku powodów. Oczywiście to jego muzyka dałaby mu miejsce w podsumowaniu 2019 roku, ale już sama nazwa zwraca uwagę na tyle, by się zainteresować. No bo kto nazywa black metalowy projekt Wagner Ödegård?

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Kocioł.


Trzymam właśnie w rękach wydawnictwo kolejnego zespołu, w którego skład wchodzi nasz ulubiony, niestrudzony Nowozelandczyk Andrzej, od lat mieszkający w Europie i ukrywający się pod pseudonimem Krigeist. Znacie go z Barshasketh, Belliciste (coś już o nich pisałem) i kilku innych projektów. Pod koniec 2019 roku podarował nam Nadsvest (też pisałem) a teraz dorzuca swoje trzy grosze (a raczej cztery struny) do najnowszego krążka serbskiego Svartgren. I znowu wygrywa, bo „Divlja vatra” to album bardzo dobry.

niedziela, 26 stycznia 2020

Drave znaczy Quebec.


Kanada nie daje o sobie zapomnieć. Quebec tym bardziej. Pewnie i tak byśmy pamiętali, bo przecież rejon ten wypuścił już masę świetnych albumów, ale grupka niezwykle utalentowanych muzyków, mających tam swą małą ojczyznę, nie próżnuje i co jakiś czas lubi zaznaczyć swą obecność. Tym razem witamy na scenie nowy twór, powołany do życia przez dobrze nam znanego, samowystarczalnego muzyka o pseudonimie Monarque. Tak, to ten od projektu Monarque (tu o ostatniej epce) oraz kilku innych tworów. Nowe dziecko Quebecu zwie się Drave i jest to nazwa, którą warto zapamiętać.

piątek, 24 stycznia 2020

Przebudzenie zagłady.


Za jednoosobowym projektem Severe Storm, stoi Kolan, człowiek, którego możecie kojarzyć ze wspaniale rozwijającego się Odour of Death (o ich ostatnim wydawnictwie pisałem w środę). Severe Storm to twór starszy, istniejący od końca lat dziewięćdziesiątych (aktywność wydawnicza od 2004 roku), nie rozpieszczający nas jednak dużą ilością nagrań. Październik 2019 roku przyniósł dopiero drugi pełnowymiarowy album, zatytułowany „The Awakening”, o którym postanowiłem kilka słów napisać.

środa, 22 stycznia 2020

Śląska duma.


Ależ pięknie Odour of Death rozwija się na naszych oczach! Gdy debiutowali w 2016 roku, nie spodziewałem się, że już trzy lata później będą bohaterami doskonałego splitu „Credo in Mortem”, który w mojej opinii sadowi ich w ekstraklasie polskiego black metalu. Zrobili to jednak i najwyraźniej nie mają zamiaru opuszczać elity, co potwierdzają wydanym właśnie czwartym materiałem studyjnym. „Satanic Devotion” ukazał się w styczniu, ale już teraz mogę Was zapewnić, że będę o tej epce pamiętał podczas grudniowych podsumowań 2020 roku.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Rosyjska klasyka.


Rosja, choć kraj to ogromny, nigdy nie zalewała Świata dużą ilością black metalowych zespołów. Stosunek wielkości i liczby ludności, do wartościowych tworów muzycznych nie wygląda w przypadku dawnego kraju carów najlepiej. Nie wykluczam, że może kryć się tam sporo ciekawych projektów, jednak rzadko cokolwiek trafia na szersze europejskie salony podziemne. Czasami mam wrażenie, że wraz z naszą wschodnią granicą, kończy się black metalowy świat i zaczynają pola nieurodzaju. Pomimo tego, raz na jakiś czas, ojczyzna Dostojewskiego i Rachmaninowa wypluje z siebie coś wartego uwagi. Do tej kategorii bez wątpienia zalicza się najnowszy album Navjarmaahr, zatytułowany „Navje”.

piątek, 17 stycznia 2020

Obrazem do dźwięku.


Drugi raz w ostatnim czasie trafiam na instrumentalny album black metalowy. Pierwszym był „Loneliness of my Life” rosyjskiego Ethir Anduin, o którym pisałem w październiku 2019 roku. Podobał mi się, jednak był dla mnie po prostu za długi. Tym razem trzymam w rękach piąty krążek niemieckiego Donarhall, zatytułowany „Helvegr”, z piękną okładką, która – nie będę tego ukrywał – jest powodem dzisiejszego tekstu. Muzycznie – jak w przypadku Rosjan – jest dobrze, ale też troszkę za długo. Łączy te płyty także wydawca, bo obie ukazały się pod szyldem Symbol Of Domination Productions.

środa, 15 stycznia 2020

Surowa północ.


Ruho czyli padlina. Nieuchronne skojarzenie z angielskim Carcass przychodzi szybko, jednak powinno także szybko odejść, gdyż są to dwa różne muzyczne światy (szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejszą popelinę graną przez wyspiarską legendę). Padlina z kraju tysiąca jezior, para się sztuką tamże najpopularniejszą (zaraz po piciu oczywiście), czyli black metalem. Niedawno nakładem rodzimej Fallen Temple ukazał się ich drugi pełniak i to jemu się dziś przyjrzymy.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pięćdziesiąt procent.


Nie wiem do końca jaki jest sens wydawania takich splitów, jeszcze bardziej nie wiem jaki jest sens pisania o nich, ale ponieważ często robię rzeczy pozbawione sensu, to postanowiłem napisać. Poza tym, skoro już czterysta pięćdziesiąte dziewiąte wydawnictwo Nunslaughter stało się faktem, to czemu o nim kilku słów nie skrobnąć? Dodam tylko, że choć ten split wyszedł w 2019 roku, zespół zdążył już po nim wypuścić koncertówkę, split, epkę i dwie kompilacje. Nie wiem po co to wszystko komu, chodzi chyba tylko o jakiś rekord wszech czasów i zadowolenie kolekcjonerów, no ale dobra – wyszło, nie ma sensu z tym walczyć.

piątek, 10 stycznia 2020

Z szacunkiem dla dziedzictwa.


Krypta Nicestwa to kolejny krajowy twór, hołdujący zdrowym zasadom podziemia. Trudno jest znaleźć o nich jakiekolwiek szersze informacje, nie uda się Wam też w sieci posłuchać, wszystkiego co nagrali. A choć zespół istnieje krótko, bo od 2018 roku, zdołał wypuścić już dwa dema, dwa splity i epkę. Dziś skupimy się na drugim demie, którego (poza jednym utworem) w necie nie ma. Fallen Temple w kwietniu 2019 roku wypuściło „Dziedzictwo zamarłych ciemności” na kasecie, w nakładzie sześćdziesięciu sześciu sztuk. Mówiąc krótko – jeśli kogoś nie odstraszają taśmy i jest fanatykiem surowego, podziemnego black metalu – powinien się w tę pozycję zaopatrzyć.

środa, 8 stycznia 2020

Ku szubienicom!


Dziś przed nami lekarstwo na całe zło tego marnego Świata. Szubienica. Konkretnie szubienice, bo jak wiadomo, tylu kandydatów, że jedna nie wystarczy. Szubienice jako antidotum. Wielu już oczywiście, na przestrzeni wieków, proponowało takie rozwiązanie, nie jest to więc nic nowego. Wiemy jednak, że Świat nadal jest rozczarowująco naiwny i podły, może więc warto próbować nadal. Z takiego założenia wychodzi chyba ukraiński Grave Circles, proponując taką metodę na swym debiutanckim materiale. „Tome I” to epka bardzo dobra, a utwór – recepta, czyli „Gallows as Antidote”, to moi mili hicior ekstraklasowy. Chyba sobie taką jedną zbiję, żeby sprawdzić czy to działa. Bo muzyka ukraińskiego projektu działa jak najbardziej, może więc faktycznie coś w tym jest?

poniedziałek, 6 stycznia 2020

97 liter i jeden znak specjalny*.


Mamy tu do czynienia z prawdopodobnie jednym z najdłuższych tytułów płyty w historii muzyki, nie tylko metalowej. Niektórym zespołom wystarczyłby on za tekst całego utworu, inne, te mniej rozrzutne, mogłyby po podzieleniu, zatytułować nim ze trzy wydawnictwa. Tak, najnowszy krążek Nekkrofukk, poza dużą ilością litery „k”, ma niesamowicie długi tytuł i ogromną dawkę ciężaru. Przed państwem „Antikkrist Venomous Uteroplacental Injekktor of Goat Semen & Mephistophallus Thermonukklear Messiah Violation”.

niedziela, 5 stycznia 2020

Powrót bestii.


Dawno żadnej Finlandii nie było, prawda? A jak tu, cholera, żyć bez tych uroczych fanatyków sauny? W świecie black metalu trudno. Nie wiem jak mogłem do tego dopuścić, ale już naprawiam. Dziś o kolejnym powrocie po latach, kolejnym udanym. Kolejnym, bez którego świat żyłby nadal swoim życiem, dzieci chodziłyby do szkoły, łosie majestatycznie wędrowały pośród jezior a Finowie nadal popełnialiby samobójstwa i spożywali ogromne ilości piwa. Ale kto wie, może dzięki „Nocturnal Bloodlust” kilku więcej postanowi zakończyć żywot, bądź z takowych zamiarów zrezygnuje? Może dzięki tej płycie spożycie alkoholu wzrośnie a kilku młodych Finów, siedząc w szkolnych ławach, zechce w przyszłości sławić rogatego? Pewnym jest, że otrzymaliśmy ten krążek, a ponieważ to kawał dobrej muzyki, warto o nim napisać.

czwartek, 2 stycznia 2020

Trzecia noc.


Nie wiem czy trzy ostatnie wydawnictwa Zmory, pomyślane były jako koncept, swoista trylogia odnosząca się do nocy, ja w każdym razie tak chcę je widzieć i nie bardzo potrafię inaczej. Jedno jest pewne – po „Nocy czerń, nocy chłód” (marzec 2018) i „W głębinach nocy niepojętej” (październik 2018), dostaliśmy właśnie trzecią epkę zatytułowaną „Najczarniejsza z nocy”. I faktycznie, jest to noc czarna, jest to noc straszna i chyba jest to noc ostatnia.