czwartek, 9 lipca 2020

Anihilacja.


Nie każdemu udaje się wybranie dla swego zespołu odpowiedniej nazwy. Teoretycznie to nic trudnego, bo w gruncie rzeczy, chodzi o to by mieściła się w pewnych przyjętych przez gatunek normach, poza tym, kiedy już brzmi dobrze, mało kto zastanawia się, czy oddaje ducha zespołu. I tu właśnie poprzeczka podnosi się, nie wszyscy mogą powiedzieć, że ich muzyka jest zarazem nazwą zespołu. Portugalski Barbaric Horde może. Bez fałszywej skromności, bez naciągania, bez wielkich słów i podciągania na siłę wątpliwych argumentów, by uzasadnić swoje zdanie. Barbarzyńska Horda jest naprawdę barbarzyńska. I nie mówi tego zwolennik muzyki łagodnej.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Tak jak być powinno.


Teufelsberg pojawił się znikąd i nadal niewiele o nim wiadomo, poza tym, że to twór polski. Przy okazji premiery swego debiutu – „Ancient Darkness Triumphant” – zespół przekazał nam, iż pragnie przywrócić black metal na należną mu drogę, bo jak sami twierdzą – dziś już chyba nikt nie wie, czym był i powinien być ten gatunek. Drogowskazem ma być polskie podziemie lat dziewięćdziesiątych. I biorąc pod uwagę sposób, w jaki znalazłem się w posiadaniu ich pierwszej kasety, coś w tym jest.

piątek, 3 lipca 2020

Duch gór.


Nie było dane widzieć mi szczytu Śnieżki o brzasku, wyobrażam sobie jednak, że może być to piękny, lekko surrealistyczny i niesamowity widok. Ta charakterystyczna góra, najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów, z budynkiem obserwatorium na swym szczycie, przywodzącym na myśl stację kosmiczną, od wielu lat robi na wędrowcach wrażenie. Nie sposób pomylić jej z innym szczytem, dlatego też okładka debiutanckiego demo, enigmatycznego zespołu Brzask, także zapada w pamięć. Sam zespół mocno podkreśla swój związek z Sudetami, nie dziwi więc, że obraz zdobiący debiut przedstawia szczyt tejże właśnie góry.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Black metal w mundurze.


Holenderski Standvast, choć nie gra od wczoraj, jest dla mnie nową nazwą. Jest jednak pewien łącznik ze znaną mi częścią tamtejszej sceny, pod postacią Nortfalke, muzyka grającego również w Uuntar (pisałem ostatnio o tym zespole przy okazji splitu z Evilfeast). Standvast to jednak zupełnie inna bajka, kompletnie odmienne oblicze holenderskiego multiinstrumentalisty. O ile Uuntar to atmosfera, mrok i romantyzm, o tyle Standvast jest jak buty maszerujących zwycięzców, niemiłosiernie depczące każdy sprzeciw i opór. A w tle powiewają sztandary i płoną pochodnie.

czwartek, 25 czerwca 2020

Czar prysł.


Doceniam konsekwencję Białorusinów w kwestii oprawy graficznej swoich wydawnictw. Człowiek bierze do ręki ich płytę i od razu jasnym jest, że to Ljosazabojstwa. I tak jak nie lubię digipaków, trochę żałuję, że ich pełnowymiarowy debiut - „Głoryja śmierci” - nie ukazał się w takim formacie. Pięknie wyglądałby obok dwóch poprzednich materiałów. Nie można mieć wszystkiego, poza tym, jewel case to jewel case, no i krążek wydany jest doskonale, więc kompletnie nie ma powodów do narzekań. Ot, taka fanaberia. Miłym zaskoczeniem było pojawienie się, wraz z albumem, koszulki, która, z tego co wiem, sprzedaje się świetnie. To nie dziwi, pokazuje jedynie, że Ljosazabojstwa to zespół ceniony w podziemiu. I to również nie może dziwić.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Kamień z serca.


Szesnaście lat. Szmat czasu. Tyle przyszło nam czekać na czwartego długograja Armagedda. Tylko czy aby na pewno ktokolwiek jeszcze czekał? Prawdopodobnie większość postawiła już krzyżyk przy szwedzkim duecie, pochlipując cicho przy „Ond Spiritism: Djæfvvlens Skalder Anno Serpenti MMIV” i godząc się z myślą, że kolejnego tak dobrego albumu Armagedda nie usłyszą. Sam byłem wśród tych, którzy stracili nadzieję, wiem więc o czym mówię. A tu jak nie gruchnie wieść! Będzie kolejny! Radość mieszała się z niepewnością co do zawartości, była to jednak obawa kompletnie niepotrzebna. „Svindeldjup ättestup” to godny następca swego dużo młodszego poprzednika. I w dużej mierze jego kontynuacja.

czwartek, 18 czerwca 2020

Na piwie z Czortem.


Z wokalistą Czorta znamy się od lat. Kiedy więc ukazał się „Apostoł”, drugi album zespołu (o nim tutaj), obiecaliśmy sobie wywiad. Nie od razu udało się zgrać terminy, bo obaj jesteśmy ludźmi zajętymi pracą i rozrywką, wreszcie jednak spotkaliśmy się w naszym rodzinnym mieście i zasiedliśmy przy kuflu. A co może wyniknąć ze spotkania dwóch starych kolegów, mających zrobić profesjonalny wywiad? Na pewno nie to ostatnie. Raczej luźna rozmowa. Zapis takowej znajdziecie poniżej. Ukłony dla tych, którzy dobrną do końca.

wtorek, 16 czerwca 2020

W nienawiści zachowaj mnie.


Żadne dotychczasowe wydawnictwo, w którym w znaczący sposób maczał palce Klimorh, nie potrafiło do mnie trafić na tyle mocno, bym mógł powiedzieć, że naprawdę lubię. Non Opus Dei był dla mnie za każdym razem zbyt mechaniczny, Narrenwind nie potrafię przełknąć ze względu na jego wokale. Teoretycznie więc nie powinienem był nawet do Yfel 1710 podchodzić, bo to także granie odczłowieczone, mechaniczne i zimne, no i wokale – w dodatku bardzo wyraziste i ekspresyjne – są Tomka. A jednak – i tu wznoszę szklanicę – kupił mnie ten krążek od pierwszych sekund.

niedziela, 14 czerwca 2020

Uważajcie na duszę!


Kiedy wydawca – na dwa tygodnie przed premierą – pyta cię z jakimi zespołami kojarzysz muzykę projektu, którego debiut ma wydać, nie lekceważ tego pytania, bo przecież już dawno powinien to wiedzieć. Zadaj sobie kolejne, bo na tamto i tak nie potrafiłeś odpowiedzieć. Dlaczego on to robi? Co jest grane? Na to odpowiesz, bo słuchałeś już tego materiału i wcale nie dziwisz mu się, że szuka pomocy a każdy, kogo zapyta, udziela innej odpowiedzi. Bo Weresoul to kocioł, diabelska mieszanka, muzyczna mikstura, której nie da się jednoznacznie określić, zważyć i odnieść. Każdy znajdzie tu co innego – jedni radość, inni łzy. Strach lub odwagę, zwycięstwo albo śmierć – jak ta pani, rozpaczliwie przed kimś, lub czymś, uciekająca. Od jej przerażonego oddechu wszystko się zaczyna…

czwartek, 11 czerwca 2020

Teatr jednego aktora.


Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, jednak w przypadku pełnowymiarowego debiutu Bezwering, spotkaliśmy się na tej samej ścieżce. Holendrzy rozpoczęli wydawniczą drogę w zeszłym roku, za sprawą demo „Voortekenen”, nie dane było mi go jednak poznać. Nie jest to wielki problem, bo obie kompozycje na nim zawarte, znajdziemy też na tegorocznym „Aan de wormen overgeleverd”. Plus oczywiście kilka nowych a wszystkie razem dają album naprawdę udany i ciekawy, z jednym elementem bardzo oryginalnym i w jakimś stopniu ten krążek definiującym.

wtorek, 9 czerwca 2020

Drzewa w złocie.


Na horyzoncie widać już coraz wyraźniej nowy album Throneum, nim jednak pojawi się fizycznie w naszych domach, warto poznać nowy materiał Solium, projektu personalnie mocno związanego ze wspomnianymi weteranami sceny. Stoją za nim dwaj doświadczeni muzycy – lider Throneum, tu znany jako Motor Immobilis, oraz – uwaga! - Diabolizer, człowiek, który za jakiś czas będzie pewnie musiał podwoić liczbę rąk i nóg, by podołać wszystkim swoim muzycznym wyzwaniom (tu także odpowiada za teksty). Nowe dzieło nosi tytuł „Urwerk”, trwa dziewiętnaście minut i możemy trzymać je w rękach dzięki Old Temple.


niedziela, 7 czerwca 2020

Rosyjski rodzynek.


Sporo ostatnio zaskoczeń. Najpierw Perunwit, który rozwinął się niesamowicie ciekawie, potem Chilijczycy grający jak Szwedzi a dziś Jassa, czyli rosyjski death metal, który dzięki okładce mógłby ze stuprocentową pewnością siebie, uchodzić za pogański black metal (nie lubię tego określenia, ale się przyjęło, więc stosuję dla jasności). Znajdziemy tu sylwetkę posągu wzorowanego na tym, który stoi w Muzeum Archeologicznym w Krakowie i określany jest jako Światowid ze Zbrucza. Dużo się wokół niego dzieje i warto chwilę temu obrazowi poświęcić, bo jest po prostu ładny. Zarazem jednak kompletnie mylący jeśli idzie o muzyczną zawartość „Incarnation of the Higher Gnosis” a może po prostu mam już tak spaczony mózg, że z automatu przypisuję pewne rzeczy określonym gatunkom. Bo kto powiedział, że death metal nie może mieć pogańskiego przesłania?

czwartek, 4 czerwca 2020

Europejskie Chile.


Mam już swoje lata i niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć (poza zadyszką na trzecim piętrze, gdy winda nie działa – kiedyś sapałem dopiero na piątym i wciąż nie mogę się przyzwyczaić), bywają jednak takie momenty, w których jestem szczerze zdziwiony. Tak było, gdy w trakcie pierwszego odsłuchu „Vortex Towards Death”, postanowiłem zaczerpnąć informacji o jego autorach, Gates of Tyrant. Dałbym sobie rękę uciąć, że to jakiś europejski zespół, stawiałbym na Szwecję. No i nie miałbym ręki, bo panowie są z Chile. A Chile jak wiadomo leży w Ameryce Południowej. A ta, jak wiadomo, słynie z bestialskich produkcji, wiejących siarką i smołą na tysiące kilometrów.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Niespodzianka.


Perunwit w mym muzycznym świecie obecny jest od bardzo dawna. Jako młody zapaleniec łykałem z ideologicznym zapałem materiały „Perkunu Yra Dang”, choć nie oszukujmy się, były dość prymitywne. Ale nie o wyrafinowanie wtedy chodziło. Dużą zmianę przyniósł album „Wszystkie odcienie szarości”, najbardziej metalowy i rozwinięty pod względem instrumentarium. Był zarazem ostatnim, któremu poświęciłem uwagę i czas. Od tamtej pory zdążyli wydać dwa krążki, ale ich kompletnie nie znam. Teraz trzymam w ręku split z Krainą Ziemi, który zadziwił mnie niezwykle pozytywnie. Dla mnie Perunwit powrócił.

czwartek, 28 maja 2020

Robaki w starej szkole.


Gdy w przesyłce poza płytą, znajdujesz garść zasuszonych robaków, wiedz, że coś się dzieje. I nie jest to wina poczty – bo paczka przeleżała w wilgotnym magazynie kilka miesięcy, ani kuriera, który ma syf na pace dostawczaka. Nie moi drodzy, te robaki znalazły się tam celowo. Zostały wrzucone z premedytacją, by towarzyszyć debiutowi Old Skull w drodze pod strzechy. I wysypują się z grzechotem, choć to nic, w porównaniu z dźwiękami wydobywającymi się z „Death Rattle”.

poniedziałek, 25 maja 2020

Z wizytą w Laponii.


Purity Through Fire, prężnie działająca niemiecka wytwórnia, potrafi w ostatnim czasie wypuścić naprawdę mocne krążki. Wystarczy wspomnieć ostatnie albumy Neptrecus („Ars Gallica” - tutaj) czy Mavorim (o „Axis Mundi” tu) i skala poziomu staje się jasna. Może nie wszystko sygnowane tym logiem jest wybitne, jednak poniżej bardzo solidnego poziomu wydawnictwa nie schodzą. Warto śledzić premiery, które są częste, zapewniam, że znajdziecie sporo wartych uwagi produkcji. Choćby debiut Finów zrzeszonych pod nazwą Nôidva. „Windseller” ukazał się w marcu i jestem mocno zdziwiony, że nie odbił się w podziemiu szerszym echem, gdyż jest to materiał porywający!


czwartek, 21 maja 2020

Ostatnie strony szkolnych zeszytów.


Jeśli przyjmiemy, że recenzja powinna oddać w jakimś stopniu ducha płyty, by czytający wiedział co go czeka, gdy już postanowi zanurzyć się w sferę dźwięków, to musiałbym dziś zamiast słów, wrzucić tu kilka ikonicznych okładek, wytartą skórę ponabijaną ćwiekami, kilka pasów z amunicją i co najmniej trzy zionięcia ogniem. Do tego morze alkoholu, stos odwróconych krzyży i akt urodzenia pochodzący z lat osiemdziesiątych. Wczesnych lat osiemdziesiątych, gdy black metal nie był jeszcze takim, jakim go dzisiaj wszyscy znamy. Gdy nie był nawet do końca zdefiniowany i jedynym wspólnym mianownikiem był diabeł i bluźnierstwo. I wszystko robiło się w jego imię.

wtorek, 19 maja 2020

Black metal romantyczny.


Po ponad dwóch latach od ostatniego premierowego materiału (nie wspominam o „Isenheimen”, bo to wznowienie), powraca mazowiecki Evilfeast, przynosząc nam dwie nowe kompozycje (z czego jedna to cover). Nie dużo, wystarczyło jednak, by wzbudzić szerokie zainteresowanie podziemnego świata. Poza tym, co też powinno zwrócić uwagę fanów leśnych dźwięków, towarzyszą im dwa numery holenderskiego Uuntar, który ma za sobą udany debiut z 2018 roku. Tym sposobem otrzymujemy split „Odes to Lands of Past Traditions”, który – nawiązując do tytułu – przenosi nas daleko w przeszłość. I jest to podróż bardzo przyjemna, tak dźwiękowo jak i wizualnie.

piątek, 15 maja 2020

Dwa w jednym, czyli komplet wyśmienity.


Nie słyszałem wcześniej o Voin Grim, pochodzącym z Ukrainy (dokładnie z Krymu, więc teraz to już nie bardzo Ukraina), jednoosobowym projekcie, za którym stoi Vojfrost. Żyłem bez tej znajomości nie najgorzej, ale teraz już wiem, że trochę szkoda, bo to bardzo przyjemny twór. Wśród wczesnowiosennego wysypu wydawnictw Werewolf Promotion, znalazł się kompilacyjny materiał „Bewitching Whirlwinds Of The Frozen Realms”, na którym znajdziemy dwie epki Voin Grim, wydane dotąd jedynie w formie cyfrowej.

środa, 13 maja 2020

Manifest dojrzałości.


Śląski dioboł, pod postacią Czorta, powraca z nowym rozdziałem nauczania. Tym razem czarną ewangelię przynosi „Apostoł”, nie dla wszystkich będzie to jednak przyjemny prezent. Padną gorzkie słowa i prawda zostanie wykrzyczana obłudnikom w twarz, ale to w przypadku Czorta żadna nowość. Nie bez przyczyny nawiązuję do debiutanckiego albumu, bo drugi pełniak to jego bardzo udane rozwinięcie. Zespół podąża swoją charakterystyczną drogą, nie wyrzekł się niczego, czemu hołdował na „Czarnej Ewangelii”, wiele natomiast poprawił i dopracował. A przy okazji trochę wypolerował, co w jakimś stopniu może być ukłonem ku bardziej wrażliwym słuchaczom. 

poniedziałek, 11 maja 2020

Północ w koronie.


Osiemnaście lat po premierze, dostajemy „Koronę” raz jeszcze. Po napisaniu tych słów, musiałem upewnić się dwa razy, czy nie zaszła pomyłka, ale nie – czas płynie szybko i nieubłaganie. Trzeci album North jest pełnoletni i nic tego nie zmieni. Dostajemy to wznowienie w ciekawym okresie, bo gotowy jest już najnowszy krążek torunian, który przerwie dziewięć lat ciszy. Warto więc przypomnieć sobie „Koronę”, szczególnie, że to – w moim odczuciu - album dla North przełomowy i jedyny w swoim rodzaju, jeśli idzie o dyskografię tego zasłużonego zespołu.

czwartek, 7 maja 2020

Zdunk, Kramer i stosy.


21 sierpnia 1811 roku, w Reszlu na Warmii (wtedy Prusy, dziś Polska), spalona została na stosie Barbara Zdunk. Oskarżona o podpalenie (oczywiście dorzucono jej czary, którymi miała tego czynu dokonać), którego nigdy do końca nie wyjaśniono. Przeszła długi proces, zamknięta w więzieniu pracowała dla swych oprawców jako prostytutka, rodziła za kratami dzieci. Wedle oficjalnych danych, był to ostatni europejski przypadek spalenia na stosie. Historię tę, jak i kilka innych, związanych z inkwizycją i stosami, przybliża nam na swym debiucie - „The Last Witch” - krakowski Igne Crematur, który czarownicom poświęcił tu wszystko, od swej nazwy i logo, przez teksty po oprawę graficzną.

wtorek, 5 maja 2020

Dunajec we mgle.


Za oknem coraz mocniej rozkwita wiosna, na horyzoncie czuć już wysokie temperatury lata. Wszystko to w okolicznościach niezwykłych, bo związanych z domową izolacją i ograniczoną aktywnością poza czterema ścianami. Ale wystarczy wziąć do ręki najnowszy album Old Leshy, by odbyć szybką podróż do krain chłodu, śniegu, górskich szczytów i izolacji innej, niż ta dzisiejsza. Zapowiada tę wyprawę oprawa graficzna albumu a muzyka potwierdza, że kierunek jest właściwy. „Pośród Monumentalnych Szczytów” to także podróż w przeszłość – tak muzyczną jak i światopoglądową.

niedziela, 3 maja 2020

Na dopingu.


Dziś przed Wami album, którego tytuł trudno wymówić, bez łamania języka. Właściwie jest to niemożliwe za pierwszym czy drugim razem. W każdym razie ja nie daję rady, końcówka morduje. Finowie mają zdolności do tworzenia takich słów. Ale mają też talent do black metalu i to powinna być dla nas najważniejsza informacja. Szczególnie, że Korgonthurus pochodzi właśnie stamtąd i niedawno wypuścił swój kolejny krążek. Słucha się go dużo lepiej, niż wymawia jego tytuł. „Kuolleestasyntynyt” to czysta przyjemność dla wielbicieli klasycznego black metalu na sterydach.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Magiczna podróż wyobraźni.


Nie mogę nazwać siebie wytrawnym znawcą czy fanem ambientu, bądź dugeon synth, choć przez lata trochę takiej muzyki zagościło w moim życiu. Były to jednak głównie, kompozycje uzupełniające black metalowe albumy, jak choćby mistrzowski „Tomhet” Burzum czy – z tych nowszych - „Silent Call of Moon’s Temples” Satanic Warmaster. Trudno mi było zazwyczaj przebrnąć przez cały taki krążek, choć i tu bywały wyjątki – znowu przywołać muszę stary Burzum. Nie były one jednak moją codziennością i nie wracałem do nich często. Podejrzewam, że gdybym zagłębił się w tę scenę dostatecznie mocno, znalazłbym sporo interesujących pozycji, ale najzwyczajniej nie mam na to czasu, dlatego jeśli już coś do mnie trafia, to przypadkiem. Tak jak nazwa Old Sorcery, z tą jednak różnicą, że ona została na dłużej, bo płyta „Strange And Eternal” oczarowała mnie.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Hrabia Drakula, nie Wład Palownik.


Milczenie Satanic Warmaster boli, ale na szczęście nie oznacza ono bierności samego Grafa Werwolfa. Marnotrawstwo takiego talentu byłoby grzechem a jak dobrze wiemy, grzech to zło. Fin stoi po stronie dobra i dlatego postanowił dać nam kolejny krążek projektu The True Werwolf. „Devil Crisis” mógłby wyjść pod szyldem Satanic Warmaster, bo jeśli pamiętacie „Fimbulwinter” z 2014 roku (jak ja kocham ten krążek, to jedno z najlepszych dzieł black metalu po 2000 roku) – a tym bardziej jeśli go lubicie – to jest to materiał dla Was. Mógłby być w dużym stopniu kontynuacją tamtego wspaniałego albumu, są jednak uzasadnione przesłanki ku temu, by na okładce widniało inne logo (będąc precyzyjnym, muszę zaznaczyć, że na okładce nie widnieje żadne logo; inna sprawa, że są dwie wersje okładki).

niedziela, 26 kwietnia 2020

Lilith wśród gwiazd.


Niewiele wiem o toruńskim Magu, wiem natomiast, że podczas pierwszego spotkania, zrobił na mnie spore wrażenie. Działo się to w listopadzie 2019 roku, w Toruniu, podczas drugiej edycji imprezy „De Revolutionibus Orbium Inferorum”. Mag otwierał to wydarzenie a ja miałem przyjemność obejrzeć cały koncert, gdyż zajmowałem taktyczne stanowisko na stoisku z merchem Misanthropic Rage. Przed samym koncertem był to jedyny stragan z pamiątkami i ludzie często dopytywali o tego, wtedy dla mnie tajemniczego, Maga. W pewnej chwili dostałem od samego zespołu pudełko z kasetami, by je sprzedać. Powiem tak – rozeszły się szybciej niż szynka w 1988 roku, rzucona do osiedlowego spożywczaka. To dało mi do myślenia. A potem panowie wyszli na scenę i zrozumiałem.

czwartek, 23 kwietnia 2020

Indonezyjskie piekło.


Indonezyjska scena black metalowa jest mi kompletnie obca. Tamtejsze rejony kojarzę raczej z death metalem. Okazuje się jednak, że i w azjatyckim kraju, będącym w przytłaczającej większości, krajem muzułmańskim, można sławić diabła. Jak pokazuje Veneration, można nawet wykazywać pewne tendencje do skręcania w prawo, co już – ze względu na pochodzenie projektu – pozostawię bez komentarza. Najważniejszym wnioskiem jest ten, że można tam grać black metal i to black metal solidny, klasyczny, śmierdzący piwnicą i starymi, dobrymi latami europejskiej sceny. Veneration udowadnia to na swym debiucie, epce zatytułowanej „Thy Infernal”.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Braterstwo.


Informacje o nadchodzącym splicie Whoredom Rife z Taake, wzbudziły sporo emocji. Nic dziwnego, dwie uznane, norweskie nazwy na jednym krążku muszą wzniecić zainteresowanie. Z wypowiedzi lidera Whoredom Rife, dowiedzieliśmy się, że wydawnictwo to powstało, by przypieczętować znajomość obu zespołów, wieloletnią przyjaźń i wzajemny szacunek. I chyba tylko ten powód broni dostatecznie splitu „Pakt”, bo po jego wysłuchaniu, ciężko znaleźć inną, sensowną przyczynę wydania tych dwudziestu czterech minut muzyki (tak, wiem, finansowy na pewno, wiadomo, że się wyprzeda – jednak na tyle jestem wciąż naiwny, że tego aspektu nie biorę pod uwagę).

niedziela, 19 kwietnia 2020

Marcelinie i Georgowi.


Kilka miesięcy temu, pisałem o debiutanckim demo Vermisst (tu) i zamieszczonej przez zespół informacji, iż „nie są częścią naszego świata”. Sprawa została jeszcze wtedy wyjaśniona, bo oczywiście, że są, grając taką a nie inną muzykę. Minęło trochę czasu, zespół w styczniu wypuścił kolejny materiał. Tym razem jest to epka, wydana już na srebrnym krążku. I choć nie znajdziemy tu informacji, z jakiego muzycy są świata, to nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal są z mojego, co zarazem oznacza, iż z tego mniej popularnego, właściwie nie popularnego za grosz. I mnie to nadal cieszy.

czwartek, 16 kwietnia 2020

Piwniczny przypływ.


Gdy całkiem niedawno pisałem o drugim demo Morbid Winds (tu), poświęciłem kilka słów jego oryginalnej okładce. Dziś przeczytacie o innym wydawnictwie, którego twarzą jest dzieło tego samego autora a co za tym idzie, jest to obraz wybitnie nietuzinkowy. Tym razem, wkładka zawiera informację o tożsamości artysty, nie zdradzę więc wielkiej tajemnicy, pisząc iż jest to Diabolizer, perkusista kilku uznanych zespołów. Tu jednak udziela się tylko graficznie, bo sfera dźwiękowa należy do Cadaveric Possession i Aggressive Mutilator. A sam obraz jest tak prymitywny, że aż uroczy.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Włócznie w żebrach Chrystusa*.


W ostatnim czasie – mam tu na myśli jakiś rok, może dwa – trafia w me ręce coraz więcej muzyki pochodzącej z Serbii. Nie wiem, może zawsze tak było, tylko nie zwracałem uwagi? Raczej nie, bo ja zawsze zwracam uwagę na kraj pochodzenia, tak jak w przypadku pomidorów czy jabłek. Może po prostu tamtejsza scena, została wreszcie lepiej dostrzeżona i dzięki temu na szersze, podziemne wody, wypływa więcej ciekawych projektów. Jedne lepsze, drugie przeciętne, ale nie trafiłem jeszcze na kompletny dramat. Nowy krążek Angelgoat tego nie zmieni, choć do ekstraklasy mu daleko.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Krew Piusa VII.


Departure Chandelier wypuścił właśnie nowe demo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak czy ono na pewno jest nowe? Jak informuje sam zespół, materiał pochodzi z 2010 roku i był do tej pory skrzętnie ukrywany w szufladzie napoleońskiego biurka. I chyba tylko jakiejś dyplomatycznej pomyłce, polegającej na otwarciu tejże szuflady, zawdzięczamy możliwość obcowania z „Dripping Papal Blood”. Ale czy na pewno? Przyjrzałem się chronologii wydawnictw duetu zza oceanu i szczerze mówiąc, podejrzanie to wygląda.

piątek, 10 kwietnia 2020

Mityczne wzgórza*.


Współpraca rodzimej Fallen Temple z Finami z Vonülfsrëich trwa w najlepsze. We wrześniu 2019 roku częstochowska wytwórnia wypuściła epkę „Ylfsreälm Inguz” (pisałem o niej tu), marzec 2020 roku przynosi wznowienie pierwszego długograja fińskiego zespołu, „Hyperborëan Hills”. Materiał pochodzi z 2017 roku i do tej pory ukazał się jedynie na winylu, za sprawą Darker than Black Records. Wznowienie na srebrnym krążku cieszy, bo to naprawdę solidny krążek. I wreszcie widać coś na okładce!

środa, 8 kwietnia 2020

Właściwy kierunek.


Proszę państwa, jak nam się ładnie ten Thurthul rozwinął! W styczniu 2019 roku pisałem o debiucie projektu (tutaj), założonego przez Griefa, dla którego podstawowym tworem była (i pewnie jest) Nyctophilia (jak ktoś nie zna – tu może poczytać). Epka „Heritage & Blood” była przyzwoitym startem, ale miała swoje braki, niedociągnięcia – jednym słowem, było nad czym pracować. Gdy dziś słucham „Fury of Ancient Race” wiem, że Filip nie przespał tego czasu. Pełnowymiarowy debiut to bardzo udany album. Prawdopodobnie najlepszy krążek spośród wszystkich, jakie stworzył Grief.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Druga śmierć.


Zaskakująco często przychodzi mi pisać o warszawskim Incinerator. Zaskakująco, bo jednak najczęściej pochylam się nad black metalem, ale kiedy dostaję ich materiał do recenzji, nie unikam, bo lubię ten obskurny death metal, który tworzą. Przeczytałem gdzieś niedawno, że podobno się rozpadli, ale skoro leży przede mną świeże wydawnictwo z ich logiem, warto o nim napisać. Poza tym, liczę, że to tylko plotka. Chłopaki często angażują się w splity i nie inaczej jest tym razem. „The Second Death” to materiał dzielony z argentyńskim Pure Massacre i nie powinien on zawieść żadnego fanatyka death metalu starej szkoły.

niedziela, 5 kwietnia 2020

The Fall, odsłona druga.


Gdy rozmawialiśmy ostatnim razem (tutaj), poruszane były sprawy kilku projektów muzycznych, które tworzy bądź współtworzy The Fall. To jednak był lipiec 2019 roku a dziś, w kwietniu 2020 jesteśmy świeżo po premierze drugiego krążka Medico Peste i dlatego większość poniższej rozmowy poświęcona jest temu zespołowi oraz albumowi „The Black Bile” (recenzja tutaj). Nie znaczy to jednak, iż nie poruszyliśmy także kilku innych kwestii. Zapraszam.


piątek, 3 kwietnia 2020

Wiatry przeszłości.


Nie wiem kto tworzy okładki dla Morbid Winds, ale bez wątpienia są to jedne z najoryginalniejszych obrazów w black metalu. Przed sobą mam ich najnowsze demo, „The Ruin of Forgotten Desolation”, z którego spogląda na mnie jakiś dziwny osobnik, z wielkimi oczami, narysowany w sposób dosadnie prosty, ale to jeszcze nic – sprawdźcie okładkę ich pierwszego demo! Ona w połączeniu z jego tytułem, mówiąc delikatnie zadziwia. Ale – nie o grafikach dziś będzie, zostawmy je na boku, bo Morbid Winds grają naprawdę dobrą muzykę i już na wstępie polecam ich drugie demo.

środa, 1 kwietnia 2020

Oczekiwania a rzeczywistość.


Mam mieszane uczucia. Dziwne, bo nie powinienem, ale tak to jest jak sobie człowiek coś ubzdura i twardo się tego trzyma, choć nie ma ku temu wielkich podstaw. Nie powinienem, bo „ב: The Black Bile” to bardzo dobry krążek. Problem w tym, że ja, w swej nieskończonej mądrości, spodziewałem się czegoś innego. Dlaczego? Choćby dlatego, że w rozmowie, jaką odbyliśmy w lipcu 2019 roku (tu do poczytania), The Fall stwierdził, iż będą szli drogą wyznaczoną przez „Herzogian Darkness”. No i niby idą, więc moje zdziwienie jest nie na miejscu, ale – czy tylko ja oczekiwałem bardziej szalonego, chaotycznego i pokręconego krążka, niż ten, który dostaliśmy?


poniedziałek, 30 marca 2020

Anno Domini 1675.


Krupina to niewielkie miasto w południowo-centralnej Słowacji, posiadające bogatą historię, która sięga dwunastego wieku a może nawet epoki brązu. Jest jednym z najstarszych miast na tego kraju, prawa miejskie otrzymała już w 1238 roku. Otoczona wzgórzami, z dalszej perspektywy, wygląda przyjaźnie i gościnnie. Nie dla wszystkich jednak taka była, szczególnie w wieku siedemnastym. W Europie płonęły wówczas stosy, które nie ominęły starej Krupiny. W mieście doszło do procesów o czary i spaleń domniemanych wiedźm. Tę historię, za pośrednictwem swego najnowszego albumu, opowiada nam niestrudzony piewca słowackich dziejów i folkloru, uroczy bajarz, Malokarpatan. Ognie w Krupinie znowu zapłonęły.

niedziela, 29 marca 2020

"Historia to wojna" - rozmowa z Ahto, wokalistą Loits.


Od dawna nosiłem się z zamiarem przeprowadzenia tego wywiadu, bo Loits to zespół, który bardzo szanuję i lubię. Z jego wokalistą, Ahto, rozmawiamy co pewien czas, ale raczej niezobowiązująco. Pisałem też dwa razy o ich muzyce (możecie te teksty przeczytać tutaj). Nigdy jednak nie poszedłem o krok dalej. Gdy więc ich powrót stał się faktem, postanowiłem wykorzystać okazję i wreszcie zadać temu sympatycznemu Estończykowi kilka pytań. Poniżej zapis tejże „konwersacji”, w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

czwartek, 26 marca 2020

W kierunku południowej Europy.


Debiutanckie demo Dead Dog’s Howl miało być – w zamyśle twórców – hołdem złożonym starej szkole black metalu, tej z początków lat dziewięćdziesiątych, ze szczególnym naciskiem na Grecję. Zadanie teoretycznie proste, ale tylko teoretycznie, bo wpaść można w kilka pułapek, szczególnie w tak specyficznej tematyce jak klasyczny black metal z Hellady. Była to (i nadal jest) tak charakterystyczna szkoła, tak inna i tak oryginalna, że mam prawie pewność - żeby tak grać, trzeba było się tam urodzić i wychować. Czy więc „Mausoleum of Confessed Thoughts” dorosło do planów i zamierzeń swych twórców? Odpowiedź nie jest prosta, bo i tak, i nie. W pewnych wymiarach udało się to jak najbardziej, jednak w podstawowym aspekcie, który dla mnie definiuje starą szkołę greckiego black metalu, nie wyszło.

wtorek, 24 marca 2020

Czerwony smok.


„Death Clan OD”. Zaintrygowała mnie końcówka tytułu najnowszego krążka Serpent Noir, postanowiłem więc dowiedzieć się o co chodzi. Nie było to trudne, gdyż sporo wyjaśniają informacje zawarte we wkładce. Otóż, moi mili, jest to skrót od Ordo Draconis (pełna nazwa to Dragon Rouge: Ordo Draconis et Atri Adamentis), organizacji zgłębiającej tajniki szeroko pojętego okultyzmu, założonej przez Thomasa Karlssona. Tego samego, który jest autorem większości tekstów Therion. Odpowiada on również za zawartość liryczną trzeciego albumu Serpent Noir, który tejże organizacji jest dedykowany i poświęcony.

niedziela, 22 marca 2020

Wszystkie kwiaty Holandii*.


Powszechnie wiadomo, że uprawa i hodowla kwiatów, to w Holandii rzecz doprowadzona do rangi sztuki. Wielu z Was na pewno widziało piękne kompozycje stworzone za pomocą tych roślin, niejednokrotnie zapierające dech w piersiach. Dość powiedzieć, że w Niderlandach kwiat znaczy więcej, niż w innych krajach. Pewnie właśnie dlatego, tylko kwestią czasu było, gdy jeden z symboli tego kraju trafi w obszar zainteresowania lokalnego black metalu. Wraz z premierą nowego krążka Fluisteraars, ten czas właśnie nastał. „Bloem”, czyli kwiat, rozkwitł w lutym tego roku i warto się nad nim pochylić.

piątek, 20 marca 2020

Czyste południowe zło.


Kiedy w moje ręce wpada materiał z Ameryki Południowej, automatycznie spodziewam się totalnego szaleństwa, brudu, piekła, siarki, diabła w stężeniu większym niż alkohol w spirytusie i bluźnierstwa rozmiaru XXL. Tamtejsze hordy słyną z bezkompromisowości i całkowitego oddania pierwotnym ideom ekstremalnego metalu. Gdy więc dotarła do mnie nowa płyta peruwiańskiego Putrid, nie spodziewałem się romantycznych ballad mogących umilić randkę. I choć takowych oczywiście nie dostałem, to jednak „Antichrist Above” trochę mnie zaskoczył.

środa, 18 marca 2020

Odcienie smutku i piękna.


Kto słyszał wydaną w 2017 roku debiutancką epkę Rotting Kingdom, ten wie, że królestwem Amerykanów są lata dziewięćdziesiąte i czasy świetności brytyjskich gigantów death/doom metalu Kto nie słyszał, ten trąba i jak najszybciej zalecam poprawę (tu o niej pisałem). Wydany niedawno pełnowymiarowy debiut, powinien usłyszeć każdy, komu bliskie są takie dźwięki, bez względu na to, czy zna wspomnianą już epkę. Stanowi ona co prawda dobry wstęp do „A Deeper Shade of Sorrow” (tak na marginesie – tytuł jak z podręcznika gatunku, perfekcyjny), ale tylko wstęp. Album to kolejny etap, naturalny krok rozwoju, dojrzałe rozwinięcie pięknej historii rozpoczętej w 2017 roku.

niedziela, 15 marca 2020

Bliżej ziemi.


Nécropole i Caverne. Dzieci jednego człowieka. Można zadać pytanie, czy utrzymywanie przy życiu dwóch projektów, egzystujących w ramach black metalu i rodzących się w tym samym umyśle, ma sens. Najlepszą odpowiedzią jest wydany w tym roku drugi album Caverne, „Omphalos”. Jej uzupełnieniem powinien być „Solarité”, ostatni krążek Nécropole (o nim tutaj), z końcówki 2018 roku. Choć na pozór podobne (największa w tym zasługa wokali), różnią się znacznie. Ale siła obu tkwi w tych samych obszarach, choć oczywiście najwięcej tu emocji. Bo taką właśnie muzykę komponuje Amertume. Ważne, że Caverne to nie Nécropole a Nécropole, to nie Caverne.

czwartek, 12 marca 2020

Oddział zamknięty.


Już na wstępie, znak ostrzegawczy: recenzowany dziś album to rzecz wyłącznie dla fanów Xarzebaal. Jeśli ktoś nie przebrnął przez trzy pełniaki duetu z Bydgoszczy, do debiutu Nurtu Ognia nie ma nawet co siadać. Szczerze, to nawet twardziele, którzy lubują się w piwnicznym prymitywizmie Xarzebaal, mogą mieć z tym materiałem problem. Bo tu nie wystarczy kochać piwnicę, brud i proste dźwięki. By rozsmakować się… co ja mówię - by dotrwać do końca tego krążka, trzeba mieć po prostu mocno pokręconą psychikę, albo ogromną siłę woli. Ja dotrwałem, tłumaczę to sobie tym drugim, oraz recenzenckim obowiązkiem i chyba jest to trafne tłumaczenie, bo raczej do tego materiału wracał nie będę.

wtorek, 10 marca 2020

Krzyk.


Jakież było moje zaskoczenie, gdy na dwie godziny przed koncertem, dowiedziałem się, że w Turii za mikrofonem stoi kobieta! Ich ostatniego albumu słucham od jakiegoś czasu, no ale po prostu nie sprawdziłem. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Dlaczego w ogóle od tego zaczynam? Bo wokale w tym zespole są niesamowite! Pani, z którą finalnie udało mi się zamienić kilka słów, robi doskonałą robotę. By szybko i celnie opisać jej wysiłki posłużę się fragmentem tekstu drugiego utworu z „Degen van Licht”: „...zdesperowane krzyki / wypełniają niesamowite wysokości / z echem udręki!” (tłumaczenie za pomocą google translatora, więc za jego dokładność nie ręczę). 

niedziela, 8 marca 2020

Góra emocji.


Kiedy w styczniu 2019 roku ukazała się epka „Empyrée”, na krótki moment uległem jej czarowi. Było to silne, acz krótkie doświadczenie. Najprawdopodobniej najsilniejszym bodźcem ku temu była niesamowita okładka. Francuzi z Cénotaphe wykorzystali przepiękny obraz Jacka Malczewskiego - „W tumanie”. Muzyka jednak dość szybko mi się osłuchała, nie potrafiła zatrzymać mnie na dłużej i głębiej zainteresować (ostatnio do niej wróciłem i sytuacja w naszej relacji się polepszyła). Mamy marzec 2020 roku i od miesiąca, dość regularnie słucham „Monte Verità”, pełnowymiarowego debiutu Francuzów. Bo tu jest odwrotnie. Pierwszy odsłuch mnie nie porwał, ale dałem szansę i już przy drugim i trzecim wiedziałem, że będzie ich dużo, dużo więcej.

czwartek, 5 marca 2020

Siła okładki.


Chodziła za mną ta okładka od dawna. Jej twórcą jest Robert A. von Ritter, którego prace bardzo lubię i cenię. Sugestywny rysunek, tchnący prostotą, w połączeniu ze złotymi logówkami zespołów, daje doskonałą okładkę. Zapada w pamięć a ja już tak mam, że jak mi się wryje w głowę jakiś obraz, to długo nie chce jej opuścić. Cóż z tego, skoro jakoś nie było okazji by pochylić się nad tym wydawnictwem. Okazało się jednak, że jest to premierowy materiał wydany na srebrnym krążku przez wytwórnię Piotra z Martwej Aury. Kiedy więc wysyłał mi ostatni numer R’lyeh Zine, dorzucił ten właśnie split Incinerator / Profanity Angel. I nie był to koniec niespodzianek.

wtorek, 3 marca 2020

Imperium klasyki.


Riff otwierający „Sacrificial Circle” uświadamia mi, z całą swą mocą, że granie death metalu starej szkoły, żywcem wyciągniętego z lat dziewięćdziesiątych wciąż ma sens. To drugi utwór na albumie, który dla wielu mógłby nie istnieć, bo nie wnosi kompletnie nic nowego do gatunku. Ci sami ludzie mogliby powiedzieć, że to wszystko już było, już sukcesy odnosiło, już zebrało dość laurów. I pewnie mieliby sporo racji. Tylko kogo to obchodzi? Skoro po chwili wjeżdża czwarty „Unholy Death Metal” i jest kompletnie pozamiatane, gęba się cieszy a wszyscy spece od eksperymentów mogą jedynie robić pod siebie.

niedziela, 1 marca 2020

Trylogia w jednym tomie.


Są takie dni, kiedy wszystko jest lepsze, wyraźniejsze, przyjemniejsze i aż chce się żyć. Takim dniem był bez wątpienia ten, w którym dowiedziałem się o powrocie Loits. Estoński zespół trwał od dłuższego czasu w uśpieniu, co – biorąc pod uwagę jego potencjał – było bardzo kiepskim stanem rzeczy. Dziś sytuacja jest dużo lepsza. Wrócili do koncertowania, wznawiane są stare wydawnictwa i ukazują się nowe. No, może nie całkiem nowe, bo materiał zawarty na „Furor Aesticus: Prelude to the Vere Kutse Kohustab” powstał jeszcze przed drugim pełniakiem zespołu. Ale po raz pierwszy dostajemy go na jednym krążku, w dodatku srebrnym.

niedziela, 23 lutego 2020

Skarby w lesie.


Fiński Norrhem darzę dużą sympatią. Mają swój wyraźny i jasno określony styl, nie nagrali niczego, co w moim odczuciu byłoby kiepskie. Umiejętnie balansują na granicy akceptowalnego wykorzystania klawiszy i melodii w black metalu, nie popadając w groteskowość ale też nie siląc się na pozycję najbardziej złego zespołu w dziejach. Właśnie wydali drugiego długograja i choć mój początkowy entuzjazm (porównywalny do ognia na okładce), lekko przygasł po pierwszym odsłuchu, bo „Koitos” klasy poprzedników nie osiąga, to będę się upierał, że to naprawdę dobry krążek.

niedziela, 16 lutego 2020

Ciężko.


„Aspects of Oblation” to split zespołów, które do mej codzienności muzycznej nie należą, jednak lubię i szanuję to, co do tej pory stworzyły. Dziś nie będzie black metalu, jeno death/doom w wykonaniu Druj i Loathfinder, choć szczerze mówiąc ci drudzy nie do końca mieszczą się w tej szufladzie. Oba zespoły gościły już na tej stronie, bo mają za sobą po jednym wydawnictwie dla Godz Ov War Productions i jeśli ktoś przegapił tamte materiały (pisałem o nich tu i tu), to już na wstępie polecam poznanie ich – są dobrą podbudową pod ten split.

czwartek, 13 lutego 2020

Oś świata.


Moja znajomość z Mavorim zaczęła się w 2018 roku, gdy zaintrygowany okładką, sięgnąłem po split zatytułowany „Verbrannte Erde”. Drugim bohaterem tego wydawnictwa było Totenwache i choć nie porwało mnie ono jakoś specjalnie, to pozwoliło obie nazwy zapamiętać. Jak wiemy, Totenwache w 2019 roku uraczyło nas doskonałym „Der schwarze Hort”, natomiast Mavorim – choć to projekt jednoosobowy – był jeszcze aktywniejszy. Grudzień 2018 roku przyniósł pełnowymiarowy debiut - „Silent Leges Inter Arma” - materiał dobry, momentami wręcz bardzo dobry, ale to jeszcze nie była pełnia szczęścia. Przyniósł ją dopiero początek tego roku, za sprawą „Axis Mundi”, który pokazał ogromne możliwości niemieckiego projektu. Drugi pełnowymiarowy album opętał mnie i nie potrafię się od niego uwolnić. Dobrze, że w 2018 roku trafiłem na ten split. Fortuna czuwała. Jestem jej wdzięczny za poznanie obu tych doskonałych tworów.

wtorek, 11 lutego 2020

Kolejne oblicze.


Jakiś czas temu pisałem o Donarhall, niemieckim jednoosobowym projekcie, wykonującym instrumentalny black metal. Dziś przed nami Necrochaos, niemiecki death metal, również będący projektem jednoosobowym. Oba łączy oczywiście osoba twórcy, człowieka, który zgłębił już chyba większość gatunków ciężkiego grania. Nie było mi dane poznać wszystkich jego muzycznych wcieleń, ale te, które słyszałem, nigdy poniżej solidnego poziomu nie zeszły. Jak wygląda to w przypadku debiutu Necrochaos? Całkiem dobrze, choć mogłoby być lepiej.

niedziela, 9 lutego 2020

Hamburgery w Wilnie.


Oprawa graficzna tej płyty to dramat i pewnie gdyby Marcin z Mythrone Promotion, nie napisał do mnie w sprawie recenzji, ominąłbym ją szerokim łukiem. Okładka aż krzyczy: „jesteśmy czwartoligowym zespołem death metalowym z kraju X, o którym nigdy nie słyszeliście, brzmimy jak z generatora a nasze płyty ubarwiają grafiki upośledzonego kolegi, któremu chcemy pomóc”. No tylko omijać. A byłby to błąd. Bo muzyka litewskiego (słyszałem o takim kraju!) Regressive to kawał konkretnego black’n’rolla, w niczym nie ustępującego tuzom takim jak choćby Midnight. A grafiki? Cóż, jeśli motto zespołu brzmi „stay fuckin regressive”, trudno oczekiwać Matejki.