wtorek, 29 grudnia 2020

Lampa rozbłysła pełnią mocy.

 

Okazuje się, że potrafię sam siebie zaskoczyć. Skuteczniej niż Vietcong Marines podczas Ofensywy Tết. Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze ani jednego tekstu nie poświęciłem Lamp Of Murmuur. A przecież to tak zacny projekt. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tudzież napalmem. Trzeba to po prostu naprawić. A okazja w tym roku wyborna, bo właśnie ukazał się pierwszy pełniak tego tajemniczego tworu. I bez owijania w bawełnę, stwierdzam, że jest doskonały.


czwartek, 24 grudnia 2020

Młodzi starym.

 

Niemiecka Ewiges Eis Records, to wytwórnia dość mocno zakopana pod ziemią, stąd trochę musiałem nabiegać się za pełnowymiarowym debiutem Wartödd. Jasne, „Pagan Pride” można było dostać w pewnym momencie w kilku polskich distrach, ale mistrz Bartek przegapił. Nawet zespół nie mógł pomóc, bo swoje kopie już dawno wyprzedał. W końcu jednak udało się, więc choć z opóźnieniem, to mam zamiar napisać o tym wydawnictwie kilka słów, gdyż na to zasługuje.


poniedziałek, 21 grudnia 2020

Siła klawiszy.

 

Werewolf Promotion nie ustaje w propagowaniu zespołów ze wschodniej Europy. W październiku tego roku, wypuścili trzy ciekawe pozycje. Dwie z Ukrainy, jedną z Białorusi. Colotyphus, Totenrune i Zaklon. Dziś skupimy się na tych pierwszych, którzy dla mnie są sporym odkryciem i pozytywnym zaskoczeniem. Ich najnowsza epka „Before the Sunrise”, często gości w odtwarzaczu i choć to tylko osiemnaście minut, to naprawdę mocno przypadła mi do gustu.

piątek, 18 grudnia 2020

Wieczny mróz powraca.

 

Większość wznowień obliczona jest na zysk, ewentualnie poprawienie brzmienia (czyli ten cholerny remastering), bo artyście po latach się odmieniło i stwierdził, że werbel w piątej minucie, drugiego utworu, brzmi źle. Ale nawet wtedy zysk jest wkalkulowany. A co w przypadku wydawnictw podziemnych kapel black metalowych, gdzie – jak wszyscy wiemy – zysk nie wchodzi w grę? Tu na szczęście intencje tak artystów jak i wydawców, są raczej szczere i powodowane dobrym poziomem starego, dawno wyprzedanego, bądź nigdy nie wydanego na popularniejszym nośniku, materiału. I tak zapewne jest w przypadku wznowionego w tym roku demo „Frost Eternal”, pilskiego Szron.

środa, 16 grudnia 2020

Zaproszenie dla diabła.

 

Fajnie jest mieć utalentowanych kolegów. To miłe, gdy mogę o ich twórczości napisać coś dobrego i może dzięki temu, zainteresować ich muzyką szersze grono ludzi. W przypadku Radka, z którym znamy się od wielu lat, robię to od dawna, bo pisałem już o Odour of Death (tu), czy Havocum (tu). Tym razem, pan Nobody (bo pod takim pseudonimem tu występuje), uraczył nas czymś całkowicie nowym i całkowicie swoim, bo Grimcult to jednoosobowy projekt. Powiem krótko – z miejsca mnie nim kupił, bo kocham stary, klasyczny, podziemny, polski black metal a do takiego nawiązuje muzyka zawarta na „Revelations of Sinister Flame”.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Liturgia horroru.

 

Dziś kolejny międzynarodowy projekt, choć nie tak zróżnicowany narodowościowo jak The Committee, o którym było ostatnio (tu). The Rite to zespół, który tworzy trzech Włochów i Duńczyk. Ten ostatni, choć osamotniony, ma chyba największy wpływ na odbiór muzyki The Rite, bo jest wokalistą także w Denial of God (jak ktoś nie zna, powinien nadrobić - poczytać o ich ostatnim krążku można tu). A wszyscy wiemy, że to głos charakterystyczny. Włosi znani są z takich zespołów jak Black Oath czy Necro (ja akurat twórczości tych kapel nie znam). Panowie wydali w tym roku pełnowymiarowy debiut i to nad nim dziś się pochylimy. 


piątek, 11 grudnia 2020

Opium dla mas.

 

Chodzi o to, by ludzie uwierzyli. Nie ważne, czy mijamy się z prawdą, czy nie. Czy nasze idee i to co chcemy wpoić innym do głowy, jest dobre, słuszne i przyniesie cokolwiek pozytywnego. Możemy to nawet wymyślić, stworzyć w zaciszu gabinetów, czy gwarze sal konferencyjnych. Ważne, by posłuchali, ważne, by nasze słowa do nich trafiły, by wzięli je za pewnik. I nie chodzi tylko o wioskowych głupków, którzy uwierzą we wszystko i jeszcze dadzą się za to posiekać. Nie, my chcemy dotrzeć do wszystkich umysłów, tych bardziej światłych też. To jest nasz cel. I zrobimy wszystko, by go osiągnąć. Bo to nasza prawda musi być jedyną prawdą. Bo to jest władza a tylko ona nas usatysfakcjonuje. 

środa, 9 grudnia 2020

Kawał bluźnierstwa.

 

W sierpniu 2019 roku, wytwórnia Hells Headbangers, wypuściła drugiego pełniaka chilijskiego Slaughtbbath. Rodzima Old Temple wznowiła „Alchemical Warfare” w czerwcu tego roku. Co ciekawe, to samo w listopadzie zrobiła chilijska Death Division Rituals. Jak widać, jest to krążek rozchwytywany, to jednak nie dziwi, bo Chilijczycy nagrali kawał solidnego bluźnierstwa. Ja dysponuję wydaniem Old Temple, które jak zwykle, w przypadku tej wytwórni, prezentuje się bardzo dobrze.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Bestia mówi po polsku.

 

Bardzo nie lubię, gdy zespoły dla mnie ważne, wydają materiały pod koniec roku, bo pozostaje niewiele czasu, by się z owymi wydawnictwami zapoznać a przecież „ryzyko”, iż wskoczą do podsumowania rocznego, jest duże. Gdy więc gruchnęła wieść, iż Deus Mortem, bardzo przeze mnie poważany, wypuści nową epkę ósmego grudnia, radość mieszała się ze złością. Na szczęście panowie po raz kolejny pokazali klasę i w zasadzie po jednym odsłuchu wiedziałem do czego tańczę i jak to jeść. 

piątek, 4 grudnia 2020

Czarny metal z Dolnej Saksonii.

 

W styczniu 2018 roku, niemiecki Meuchelmord, wypuścił swój czwarty pełniak, zatytułowany „Niedersachsen Schwarzmetall”. Ukazał się on na kasecie, oraz CD, wydanym przez sam zespół. Oznaczało to raczej niewielki nakład, oraz kiepską dostępność. W 2020 roku, Purity Through Fire, niemiecka wytwórnia mająca bardzo udany ostatni okres, o czym już wielokrotnie wspominałem, postanowiła wypuścić ten krążek na srebrnym nośniku, raz jeszcze. Tak oto otrzymaliśmy „Schwarzmetall aus Niedersachsen”. 

środa, 2 grudnia 2020

Finlandia doskonała.

 

Premiera trzeciego pełniaka Havukruunu miała miejsce w połowie sierpnia. Nie potrafię zliczyć, ile razy go od tamtej pory przesłuchałem. Już po kilku pierwszych odsłuchach, wiedziałem, że to krążek wyjątkowy, album roku. Ale chciałem się upewnić, dałem mu więc czas. Zrobiłem sobie przerwę, poleżał spokojnie na półce. Wreszcie do niego wróciłem. Mamy grudzień a on niszczy mnie dokładnie tak samo. Każdy utwór, każda minuta. Tak, to zdecydowanie album roku. 

poniedziałek, 30 listopada 2020

Noc ciemna, noc straszna.

 

Niemcy z Häxenzijrkell nie rozpieszczają nas wydawnictwami. Demo, dwie epki i dwa splity na przestrzeni czterech lat, to niewiele. Z drugiej strony, w ich przypadku, trudno mówić o jakimkolwiek muzycznym pieszczeniu, bo znani są raczej z tworzenia mrocznych rytuałów, głęboko wrzynających się w psychikę. Nie inaczej jest tym razem. Wreszcie wydali pełnowymiarowy krążek i znajdziecie na nim wszystko to, co w twórczości duetu z Nadrenii Północnej – Westfalii, najlepsze.

piątek, 27 listopada 2020

Szwedzi wiedzą jak wracać.

 

Trwający wciąż rok przyniósł nam sporo wrażeń poza muzycznych, zauważyć jednak wypada, że poza nimi dostaliśmy ciekawe szwedzkie powroty (między innymi oczywiście). Po szesnastu latach powrócił Armagedda a po piętnastu Mörk Gryning. Obie nazwy są znaczące, nie są to więc powroty, których byśmy nie zauważyli. Na temat Armageddy już się uzewnętrzniłem (tutaj), dziś więc przyszedł czas na szósty studyjny album Mörk Gryning, zatytułowany „Hinsides vrede”.

środa, 25 listopada 2020

Jeśli lżyć, to właśnie tak.

 

Wydany w 2017 roku „Black Vortex” (o nim tutaj), był albumem bardzo dobrym. Momentami wręcz wyśmienitym. Niestety, wielce niedocenionym zarazem. Dla mnie wciąż jest jednym z lepszych, polskich krążków ostatnich lat i często do niego wracam. Miałem świadomość, że na kolejny materiał UR przyjdzie nam poczekać, bo Grzegorz to człowiek muzycznie (i nie tylko) zapracowany, nie sądziłem jednak, że aż tak długo. Ale wreszcie jest następca. Co prawda nie pełniak a epka, pomimo tego jednak, „Obelga” wynagrodziła mi czekanie w stu procentach.


poniedziałek, 23 listopada 2020

Konsekwencja.

 

Muszę przyznać, iż podziwiam upór Upiora, jeśli idzie o kolejne wydawnictwa Nurtu Ognia. Musi go to mocno kręcić, bo wątpię, by grono odbiorców było duże. Nie jest to muzyka prosta, lekka i przyjemna. W marcu pisałem o pierwszym wydawnictwie pod tym szyldem (tu), dziś już o czwartym. Należy pogratulować wytrwałości, systematyczności i samozaparcia. Czy od marca wiele się zmieniło? Nie, na upartego mógłbym skopiować tamtą recenzję, z niewielką korektą – jest jakby trochę bardziej przystępnie.

piątek, 20 listopada 2020

Wilcza ewolucja.

 

Gdy pierwszy raz ujrzałem gdzieś reklamę książki traktującej o historii Ulver, momentalnie zapragnąłem ją zdobyć. Jak kobietę. Zaraz potem dotarło do mnie, że zapewne będzie dla mnie tak dostępna, jak Monica Bellucci – bo pewnie będzie limitowana edycja, wyprzeda się w preorderze, żadne nasze distro mieć jej nie będzie itd. Jakaż więc była moja radość, gdy „Wolves Evolve. The Ulver Story”, wypatrzyłem w nieocenionym Fallen Temple. Cena nie grała roli, książka momentalnie wylądowała w koszyku a kilka dni później, u mnie w domu. 

środa, 18 listopada 2020

Piwniczne widziadła.

 

Współpraca Rites of Daath z WS Artworks trwa w najlepsze i nie ogranicza się jedynie do pięknych okładek. Słucham właśnie pierwszego demo Throat, zespołu będącego duetem, który tworzy perkusista krakowskiego gruzowiska, oraz Igor, znany choćby z Dagorath, Xarzebaal i właśnie WS Artworks. Piwnica leje się z głośników tak głęboka, że choć mieszkam na wysokim parterze, to widzę przed sobą słoiki z ogórkami sąsiada i kompoty sąsiadki. Jest dobrze.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Kwiaty zła.

 

Przyszedł czas na płytę roku spoza metalu, czyli coś co od dwóch lat pojawia się u mnie na blogu. Formalnie, bo nieformalnie od trzech, gdy w dziesiątce najlepszych albumów 2017 roku, znalazł się Ulver ze swym „The Assassination of Julius Caesar” (o nim tutaj). Nie przez przypadek o tym wspominam, bo tegoroczny zwycięzca to następca wspomnianego albumu. Spodziewałem się mocnej konkurencji ze strony Rome, ale niestety Pan Rzym trochę mnie zawiódł i to „Flowers of Evil” zgarniają u mnie całą pulę. 

piątek, 13 listopada 2020

Beznadzieja bytu.

 

Pamiętacie warszawski Cultum Interitum? W kwietniu i maju 2019 roku, pisałem odpowiednio o ich demie i epce (tu znajdziecie te teksty). W tym roku, po długim okresie pętania się po głębokim podziemiu, trafili pod skrzydła Godz Ov War Productions. Zaowocowało to pierwszym pełniakiem o uroczym tytule „Poison of Being”. Udowadnia on, iż zespół zasługiwał, by wreszcie zostać zauważonym przez którąś z tych większych, krajowych wytwórni. Osobiście bardzo cieszy mnie, że trafili do Grega, bo to wytwórnia skrojona pod nich. Nie boi się wypuszczać materiałów trudnych, często nieoczywistych. A taki jest pierwszy długograj Cultum Interitum.


środa, 11 listopada 2020

Północne czary z Warszawy.

 

Zacząć muszę od tego, iż nigdy nie byłem zwolennikiem kultu wikingów na naszych ziemiach. W końcu Polacy nie gęsi, język swój mają. No ale cóż, kiedy w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych wystrzeliła moda na noszenie młotów Thora, tak dziś przybiera ona jeszcze mocniejsze formy i sprawa jest raczej przegrana. Z drugiej strony, lepszy Mjollnir od krzyża. Poza tym, zdaję sobie sprawę, że wobec dostępności źródeł oraz wszechobecnych w popkulturze ludzi północy, nawet w takim dajmy na to, Cieszynie, łatwiej być Ivarem Rudobrodym, niż Mieszkiem. Jestem nawet w stanie to wszystko zaakceptować, o ile rodzą się z tego owoce takie jak Krzywdy (teoretycznie z małej powinno być, ale ja się do takich nowomodnych zabiegów nie umiem przekonać, więc uparcie będę pisał z dużej).

poniedziałek, 9 listopada 2020

Śpiewać każdy może.

 

Właśnie. Każdy. Trochę lepiej, lub trochę gorzej. Ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Właśnie, nie o to. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. A tego byśmy nie chcieli, prawda? Szczególnie w przypadku wokalisty Lekamen Illusionen Kallet, bo to gość, który potrafi nagrać dobry krążek i fajnie jest od czasu do czasu posłuchać jak fałszuje. Lubię piosenki, różne inne dźwięki. Graav też musi je lubić, bo oto zaserwował nam siedem nowych piosenek właśnie, o lekko niechlujnym, garażowym wydźwięku, ale z dużą dawką uroku. Zebrane zostały one pod zbiorczym tytułem „Avgrundspoetens flamma”, który w jakimś stopniu dobrze oddaje zawartość piątego albumu LIK. 


wtorek, 20 października 2020

Z północy.

 

Do baru wchodzi Kanadyjczyk, Fin i dwóch Estończyków. Barman przygląda im się uważnie po czym pyta: - Panowie skąd? - Z północy, odpowiada jeden z Estończyków. Wiem, wybitny dowcip to nie będzie, właściwie żaden dowcip, ale wiemy już przynajmniej, że skład zespołu o którym dziś będzie mowa, jest międzynarodowy. Znamy też już jego nazwę, bo Põhjast po estońsku to „z północy” (tak w każdym razie informuje tłumacz google). Panowie wypuścili w tym roku swój trzeci album, zatytułowany „Downfall” i jest to krążek, nad którym stanowczo polecam się pochylić.

czwartek, 15 października 2020

Ponad kontynentami.

 

Po raz kolejny wracamy do polskich, black metalowych, lat dziewięćdziesiątych. Bardzo to miłe powroty są ostatnio, za sprawą choćby Morbid Winds, Teufelsberg czy Urwerk. Dziś jednak nie będą wracali tylko Polacy, bo Blood Stronghold to w połowie projekt australijski. Drugim jego członkiem jest legenda polskiej sceny, człowiek, którego lista projektów i zespołów jest dłuższa od książki telefonicznej, czyli Wened. W marcu wypuścili swój trzeci album, zatytułowany „Spectres of Bloodshed” i to o nim znajdziecie poniżej kilka słów. 

wtorek, 13 października 2020

Upiór po raz czwarty.

 

Są muzycy, którym nie wystarcza realizowanie swoich artystycznych wizji, poprzez jeden zespół. Do takowych należy bez wątpienia Upiór, którego znacie z Dagorath, Xarzebaal czy Nurtu Ognia. Wszystkie trzy projekty są dość aktywne wydawniczo, szczególnie ten ostatni (a w nim przecież wszystko jest autorstwa wspomnianego pana), jednak musiało to być wciąż za mało, bo pojawił się kolejny. Również w całości solowy. Deathevn. Debiutanckie demo ukazało się w czerwcu (w lipcu na CD) i mam wrażenie, że przeszło bez większego echa. A szkoda, bo to bardzo solidny materiał.

czwartek, 8 października 2020

Herosi.


Macabre Omen nie jest jednym z tych zespołów, które trafiły do mego serca natychmiastowo. Potrzeba było ewolucji ich stylu i nagrania giganta w postaci „Gods of War – At War”, bym bezwarunkowo kupił całą ich twórczość. To było ostateczne przełamanie lodów, ale trudno się dziwić – to jest album potężny, w mojej ocenie jeden z najlepszych, jakie ukazały się po 2010 roku. Pozwolił mi w pełni docenić i pojąć ścieżkę, jaką kroczy zespół, cały koncept i ideę. Zachwyciłem się nim, ale i całym pomysłem. Bo to przecież wspaniałe, by w taki sposób opowiadać o swoich przodkach, historii i mitach. A kto jak kto, ale Grecy mają o czym opowiadać.

poniedziałek, 5 października 2020

Celnie jak Simo.

 

Kryptamok to dla mnie nowa nazwa, ale nie oszukujmy się – to fiński projekt – a tam jest ich tyle, że pomimo dość dobrej znajomości tamtejszej sceny, znam tylko wierzchołek góry lodowej. Nie doskwiera mi to, bo rzeczy dobre mogą trwać długo a taką jest bez wątpienia odkrywanie coraz to nowych, ciekawych, fińskich tworów black metalowych. Kryptamok to kolejny podopieczny Purity Through Fire, która jak już wspominałem kilka razy, ma bardzo mocny rok. „Verisaarna” jest na to kolejnym dowodem. 

piątek, 2 października 2020

Demo z przeszłości, choć dzisiejsze.

 

Gdyby Great Executor poszedł za ciosem i chciał się trochę pobawić z nami konwencją, ten materiał byłby pewnie zatytułowany „Solium”. Tak się jednak nie stało i debiut Urwerk nosi tytuł „Dämonstranz”. A czemu „Solium”? Bo „Urwerk” to tytuł ostatniego wydawnictwa Solium (o nim tutaj), innego projektu lidera Throneum. Małe zamieszanie? Wszystko wynika z faktu, że pan ten jest ostatnio bardzo aktywny i wydawnictw się namnożyło. Urwerk to kolejny projekt black metalowy, tym razem jednak wspomagają Executora dwaj inni, doświadczeni muzycy, którzy również nie próżnują. Diabolizer to wręcz tytan pracy, ale i Bloodwhip do bumelantów nie należy.

środa, 30 września 2020

Głos Grecji.


Stefan Necroabyssious legendą jest i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i charyzmatycznych wokalistów, z akcentem i barwą głosu nie do podrobienia. Na scenie obecny od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, związany przede wszystkim z Varathron, w którym śpiewa do dziś. W ostatnich latach postanowił poszerzyć spektrum swoich zespołów, dzięki czemu możemy go usłyszeć w doskonałym Funeral Storm czy Katavasii. I to właśnie ta ostatnia nazwa jest w tym tekście najważniejsza (poza Stefanem oczywiście). Właśnie ukazał się ich drugi krążek - „Magnus Venator” - i jest doprawdy wyśmienity.

poniedziałek, 28 września 2020

Wielkopolskie zaskoczenie.

Szczerze mówiąc, gdyby nie fakt, że ten album ukazał się pod skrzydłami Godz Ov War Productions a co za tym idzie przysłaniem mi go przez nieocenionego Grega, prawdopodobnie nie zwróciłbym większej uwagi na „Let the Earth Tremble”. Lata mej fascynacji death metalem dawno minęły, tak dawno, że niektórych z Was nie było jeszcze na Świecie. Teraz traktuję ten gatunek bardzo wybiórczo. Słucham jednak pełnowymiarowego debiutu Cancerfaust i naprawdę cieszę się, że ta płyta wpadła w moje ręce.

środa, 23 września 2020

Mniej mrozu, więcej wolności.


Prawie trzy lata przyszło nam czekać na kolejne wydawnictwo Over the Voids… Trudno jednak mieć do kogokolwiek pretensje, w końcu The Fall to zapracowany muzycznie człowiek (jakby jakimś cudem ktoś nie wiedział, to poza OtV udziela się jeszcze w Medico Peste, Owls Woods Graves i Mgle) a ten projekt to dziecko jego i wyłącznie jego. „Hadal” jest już jednak z nami i szczerze należy powiedzieć, że to dobra nowina. Warto było czekać. Jest to jednak album zupełnie inny od debiutu i nie mogę się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że to naturalna kontynuacja tamtego materiału. Czy to dobrze? Nie ma to znaczenia, bo oba krążki są przecież bardzo dobre.

poniedziałek, 14 września 2020

Niemiecka solidność.


Ten rok zdecydowanie należy do Purity Through Fire. Był Mavorim (tu), Noidva (tu), Thy Dying Light (tu), czas na Slagmark. A to przecież nie koniec dobrych strzałów wypuszczonych w tym roku przez niemiecką wytwórnię. To także dobry rok dla niemieckiego black metalu, właściwie to już dłuższy okres kiedy ich podziemie wypluwa dużo ciekawych rzeczy. Przy okazji Slagmark nie sposób nie wspomnieć o Totenwache, który przecież w 2019 roku wydał doskonały album (o nim tutaj). Oba zespoły wiążą ze sobą ludzie, ale nie tylko.

wtorek, 1 września 2020

Łabędzie.


Wraz z ukazaniem się splitu Sivyj Yar (Сивый Яр) / Stworz, konkurs na okładkę roku został rozstrzygnięty. Wkładka tego wydawnictwa wam tego nie powie, ale jest to dzieło Jarosława Kirilenki, polskiego malarza urodzonego w 1913 roku. W oryginale był to czarno-biały linoryt, tu ktoś gustownie dodał kolorów. Dzieło zatytułowane jest „Łabędzie”, to informacja dla tych, którzy myśleli o gęsiach, bo i takie komentarze się pojawiły. Split „Wiecznica / Неизбежность” przyciąga uwagę okładką i oprawą graficzną, bo generalnie wydany jest pięknie, ale nie jest to jedyny powód by się nim zainteresować. Muzyka jest tym najważniejszym.

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Niech żyje nam górniczy stan!


Doskonale wiadomo, że jeśli szukać diabła, to najlepiej pod ziemią. To tam przecież jest piekło, jego dom i miejsce, które większość z nas odwiedzi po wydaniu ostatniego oddechu. A kto spędza pod ziemią dużo czasu? Górnicy oczywiście. Nie wiem czy członkowie Dauþuz kiedyś nimi byli, lub nawet nadal są, poświęcili jednak warstwę liryczną swej twórczości, górnictwu właśnie. Dokładnie tradycyjnemu górnictwu europejskiemu z wieków wcześniejszych. Ciekawy to zabieg, który stał się przyczyną niniejszego tekstu, bo muzycznie ich najnowszy materiał „Grubenfall 1727”, nie jest dziełem wielkim, choć bez wątpienia bardzo solidnym.

czwartek, 20 sierpnia 2020

Kumbryjski black metal.


Wyspy Brytyjskie nigdy nie były – i pewnie już nie zostaną – black metalową potęgą. Cóż, najwidoczniej wyspiarzom trochę inaczej w duszy gra. Nie oznacza to jednak, że nie znajdziemy tam nazw, którym warto poświęcić uwagę, bo w ostatnich latach sytuacja na tamtejszej scenie wydaje się polepszać (gwoli ścisłości – projektów i zespołów tam sporo, ale jednak tylko niewielka grupka prezentuje się na tyle dobrze, by zwracać na nią uwagę). Jednym z tworów, które definitywnie zasługują na szerszą publiczność, jest Thy Dying Light. W lutym tego roku wypuścili swego pierwszego długograja i jest to krążek, który swą energią i mocą potrafi zaczarować.


poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Potwór.


Gdy w październiku 2017 roku pisałem o debiucie Rites of Daath, określiłem krakowian jako nadzieję polskiego gruzu. Charakterystycznego, gęstego i dusznego stylu grania death metalu, który w ostatnich latach mocno się rozpanoszył, u nas jednak, przed „Hexing Graves”, nikt nie bardzo wiedział jak zrobić to na światowym poziomie i tak naprawdę nikt nie bardzo próbował. Dziś mam w rękach „Doom Spirit Emanation” i wiem, że tamte słowa nie były na wyrost. Rites of Daath udowodnił, że nad Wisłą nie ma sobie równych w zasypywaniu nas ciężarem i truciu powietrza, które nas otacza.


poniedziałek, 13 lipca 2020

Po raz drugi.


W natłoku nowości, trudno znaleźć czas by pochylić się nad wznowieniami, nie mówiąc już o napisaniu czegokolwiek, co byłoby dłuższe niż „wyszło dobrze, fajnie, że to wznowili”. Są jednak wznowienia, którym warto poświęcić uwagę. Jednym z nich jest wydany niedawno – powtórnie przez Werewolf Promotion - drugi album ukraińskiego projektu Морок - „In the Dungeons of Mind”. To bardzo dobry materiał, który pierwotnie ukazał się w 2016 roku, trudno więc uganiać się teraz za pierwszym tłoczeniem, bo nie jest dostępne od ręki. Jeśli więc ktoś nie ma tego krążka w swojej kolekcji, jest okazja by ten brak uzupełnić.


czwartek, 9 lipca 2020

Anihilacja.


Nie każdemu udaje się wybranie dla swego zespołu odpowiedniej nazwy. Teoretycznie to nic trudnego, bo w gruncie rzeczy, chodzi o to by mieściła się w pewnych przyjętych przez gatunek normach, poza tym, kiedy już brzmi dobrze, mało kto zastanawia się, czy oddaje ducha zespołu. I tu właśnie poprzeczka podnosi się, nie wszyscy mogą powiedzieć, że ich muzyka jest zarazem nazwą zespołu. Portugalski Barbaric Horde może. Bez fałszywej skromności, bez naciągania, bez wielkich słów i podciągania na siłę wątpliwych argumentów, by uzasadnić swoje zdanie. Barbarzyńska Horda jest naprawdę barbarzyńska. I nie mówi tego zwolennik muzyki łagodnej.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Tak jak być powinno.


Teufelsberg pojawił się znikąd i nadal niewiele o nim wiadomo, poza tym, że to twór polski. Przy okazji premiery swego debiutu – „Ancient Darkness Triumphant” – zespół przekazał nam, iż pragnie przywrócić black metal na należną mu drogę, bo jak sami twierdzą – dziś już chyba nikt nie wie, czym był i powinien być ten gatunek. Drogowskazem ma być polskie podziemie lat dziewięćdziesiątych. I biorąc pod uwagę sposób, w jaki znalazłem się w posiadaniu ich pierwszej kasety, coś w tym jest.

piątek, 3 lipca 2020

Duch gór.


Nie było dane widzieć mi szczytu Śnieżki o brzasku, wyobrażam sobie jednak, że może być to piękny, lekko surrealistyczny i niesamowity widok. Ta charakterystyczna góra, najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów, z budynkiem obserwatorium na swym szczycie, przywodzącym na myśl stację kosmiczną, od wielu lat robi na wędrowcach wrażenie. Nie sposób pomylić jej z innym szczytem, dlatego też okładka debiutanckiego demo, enigmatycznego zespołu Brzask, także zapada w pamięć. Sam zespół mocno podkreśla swój związek z Sudetami, nie dziwi więc, że obraz zdobiący debiut przedstawia szczyt tejże właśnie góry.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Black metal w mundurze.


Holenderski Standvast, choć nie gra od wczoraj, jest dla mnie nową nazwą. Jest jednak pewien łącznik ze znaną mi częścią tamtejszej sceny, pod postacią Nortfalke, muzyka grającego również w Uuntar (pisałem ostatnio o tym zespole przy okazji splitu z Evilfeast). Standvast to jednak zupełnie inna bajka, kompletnie odmienne oblicze holenderskiego multiinstrumentalisty. O ile Uuntar to atmosfera, mrok i romantyzm, o tyle Standvast jest jak buty maszerujących zwycięzców, niemiłosiernie depczące każdy sprzeciw i opór. A w tle powiewają sztandary i płoną pochodnie.

czwartek, 25 czerwca 2020

Czar prysł.


Doceniam konsekwencję Białorusinów w kwestii oprawy graficznej swoich wydawnictw. Człowiek bierze do ręki ich płytę i od razu jasnym jest, że to Ljosazabojstwa. I tak jak nie lubię digipaków, trochę żałuję, że ich pełnowymiarowy debiut - „Głoryja śmierci” - nie ukazał się w takim formacie. Pięknie wyglądałby obok dwóch poprzednich materiałów. Nie można mieć wszystkiego, poza tym, jewel case to jewel case, no i krążek wydany jest doskonale, więc kompletnie nie ma powodów do narzekań. Ot, taka fanaberia. Miłym zaskoczeniem było pojawienie się, wraz z albumem, koszulki, która, z tego co wiem, sprzedaje się świetnie. To nie dziwi, pokazuje jedynie, że Ljosazabojstwa to zespół ceniony w podziemiu. I to również nie może dziwić.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Kamień z serca.


Szesnaście lat. Szmat czasu. Tyle przyszło nam czekać na czwartego długograja Armagedda. Tylko czy aby na pewno ktokolwiek jeszcze czekał? Prawdopodobnie większość postawiła już krzyżyk przy szwedzkim duecie, pochlipując cicho przy „Ond Spiritism: Djæfvvlens Skalder Anno Serpenti MMIV” i godząc się z myślą, że kolejnego tak dobrego albumu Armagedda nie usłyszą. Sam byłem wśród tych, którzy stracili nadzieję, wiem więc o czym mówię. A tu jak nie gruchnie wieść! Będzie kolejny! Radość mieszała się z niepewnością co do zawartości, była to jednak obawa kompletnie niepotrzebna. „Svindeldjup ättestup” to godny następca swego dużo młodszego poprzednika. I w dużej mierze jego kontynuacja.

czwartek, 18 czerwca 2020

Na piwie z Czortem.


Z wokalistą Czorta znamy się od lat. Kiedy więc ukazał się „Apostoł”, drugi album zespołu (o nim tutaj), obiecaliśmy sobie wywiad. Nie od razu udało się zgrać terminy, bo obaj jesteśmy ludźmi zajętymi pracą i rozrywką, wreszcie jednak spotkaliśmy się w naszym rodzinnym mieście i zasiedliśmy przy kuflu. A co może wyniknąć ze spotkania dwóch starych kolegów, mających zrobić profesjonalny wywiad? Na pewno nie to ostatnie. Raczej luźna rozmowa. Zapis takowej znajdziecie poniżej. Ukłony dla tych, którzy dobrną do końca.

wtorek, 16 czerwca 2020

W nienawiści zachowaj mnie.


Żadne dotychczasowe wydawnictwo, w którym w znaczący sposób maczał palce Klimorh, nie potrafiło do mnie trafić na tyle mocno, bym mógł powiedzieć, że naprawdę lubię. Non Opus Dei był dla mnie za każdym razem zbyt mechaniczny, Narrenwind nie potrafię przełknąć ze względu na jego wokale. Teoretycznie więc nie powinienem był nawet do Yfel 1710 podchodzić, bo to także granie odczłowieczone, mechaniczne i zimne, no i wokale – w dodatku bardzo wyraziste i ekspresyjne – są Tomka. A jednak – i tu wznoszę szklanicę – kupił mnie ten krążek od pierwszych sekund.

niedziela, 14 czerwca 2020

Uważajcie na duszę!


Kiedy wydawca – na dwa tygodnie przed premierą – pyta cię z jakimi zespołami kojarzysz muzykę projektu, którego debiut ma wydać, nie lekceważ tego pytania, bo przecież już dawno powinien to wiedzieć. Zadaj sobie kolejne, bo na tamto i tak nie potrafiłeś odpowiedzieć. Dlaczego on to robi? Co jest grane? Na to odpowiesz, bo słuchałeś już tego materiału i wcale nie dziwisz mu się, że szuka pomocy a każdy, kogo zapyta, udziela innej odpowiedzi. Bo Weresoul to kocioł, diabelska mieszanka, muzyczna mikstura, której nie da się jednoznacznie określić, zważyć i odnieść. Każdy znajdzie tu co innego – jedni radość, inni łzy. Strach lub odwagę, zwycięstwo albo śmierć – jak ta pani, rozpaczliwie przed kimś, lub czymś, uciekająca. Od jej przerażonego oddechu wszystko się zaczyna…

czwartek, 11 czerwca 2020

Teatr jednego aktora.


Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, jednak w przypadku pełnowymiarowego debiutu Bezwering, spotkaliśmy się na tej samej ścieżce. Holendrzy rozpoczęli wydawniczą drogę w zeszłym roku, za sprawą demo „Voortekenen”, nie dane było mi go jednak poznać. Nie jest to wielki problem, bo obie kompozycje na nim zawarte, znajdziemy też na tegorocznym „Aan de wormen overgeleverd”. Plus oczywiście kilka nowych a wszystkie razem dają album naprawdę udany i ciekawy, z jednym elementem bardzo oryginalnym i w jakimś stopniu ten krążek definiującym.

wtorek, 9 czerwca 2020

Drzewa w złocie.


Na horyzoncie widać już coraz wyraźniej nowy album Throneum, nim jednak pojawi się fizycznie w naszych domach, warto poznać nowy materiał Solium, projektu personalnie mocno związanego ze wspomnianymi weteranami sceny. Stoją za nim dwaj doświadczeni muzycy – lider Throneum, tu znany jako Motor Immobilis, oraz – uwaga! - Diabolizer, człowiek, który za jakiś czas będzie pewnie musiał podwoić liczbę rąk i nóg, by podołać wszystkim swoim muzycznym wyzwaniom (tu także odpowiada za teksty). Nowe dzieło nosi tytuł „Urwerk”, trwa dziewiętnaście minut i możemy trzymać je w rękach dzięki Old Temple.


niedziela, 7 czerwca 2020

Rosyjski rodzynek.


Sporo ostatnio zaskoczeń. Najpierw Perunwit, który rozwinął się niesamowicie ciekawie, potem Chilijczycy grający jak Szwedzi a dziś Jassa, czyli rosyjski death metal, który dzięki okładce mógłby ze stuprocentową pewnością siebie, uchodzić za pogański black metal (nie lubię tego określenia, ale się przyjęło, więc stosuję dla jasności). Znajdziemy tu sylwetkę posągu wzorowanego na tym, który stoi w Muzeum Archeologicznym w Krakowie i określany jest jako Światowid ze Zbrucza. Dużo się wokół niego dzieje i warto chwilę temu obrazowi poświęcić, bo jest po prostu ładny. Zarazem jednak kompletnie mylący jeśli idzie o muzyczną zawartość „Incarnation of the Higher Gnosis” a może po prostu mam już tak spaczony mózg, że z automatu przypisuję pewne rzeczy określonym gatunkom. Bo kto powiedział, że death metal nie może mieć pogańskiego przesłania?

czwartek, 4 czerwca 2020

Europejskie Chile.


Mam już swoje lata i niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć (poza zadyszką na trzecim piętrze, gdy winda nie działa – kiedyś sapałem dopiero na piątym i wciąż nie mogę się przyzwyczaić), bywają jednak takie momenty, w których jestem szczerze zdziwiony. Tak było, gdy w trakcie pierwszego odsłuchu „Vortex Towards Death”, postanowiłem zaczerpnąć informacji o jego autorach, Gates of Tyrant. Dałbym sobie rękę uciąć, że to jakiś europejski zespół, stawiałbym na Szwecję. No i nie miałbym ręki, bo panowie są z Chile. A Chile jak wiadomo leży w Ameryce Południowej. A ta, jak wiadomo, słynie z bestialskich produkcji, wiejących siarką i smołą na tysiące kilometrów.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Niespodzianka.


Perunwit w mym muzycznym świecie obecny jest od bardzo dawna. Jako młody zapaleniec łykałem z ideologicznym zapałem materiały „Perkunu Yra Dang”, choć nie oszukujmy się, były dość prymitywne. Ale nie o wyrafinowanie wtedy chodziło. Dużą zmianę przyniósł album „Wszystkie odcienie szarości”, najbardziej metalowy i rozwinięty pod względem instrumentarium. Był zarazem ostatnim, któremu poświęciłem uwagę i czas. Od tamtej pory zdążyli wydać dwa krążki, ale ich kompletnie nie znam. Teraz trzymam w ręku split z Krainą Ziemi, który zadziwił mnie niezwykle pozytywnie. Dla mnie Perunwit powrócił.

czwartek, 28 maja 2020

Robaki w starej szkole.


Gdy w przesyłce poza płytą, znajdujesz garść zasuszonych robaków, wiedz, że coś się dzieje. I nie jest to wina poczty – bo paczka przeleżała w wilgotnym magazynie kilka miesięcy, ani kuriera, który ma syf na pace dostawczaka. Nie moi drodzy, te robaki znalazły się tam celowo. Zostały wrzucone z premedytacją, by towarzyszyć debiutowi Old Skull w drodze pod strzechy. I wysypują się z grzechotem, choć to nic, w porównaniu z dźwiękami wydobywającymi się z „Death Rattle”.

poniedziałek, 25 maja 2020

Z wizytą w Laponii.


Purity Through Fire, prężnie działająca niemiecka wytwórnia, potrafi w ostatnim czasie wypuścić naprawdę mocne krążki. Wystarczy wspomnieć ostatnie albumy Neptrecus („Ars Gallica” - tutaj) czy Mavorim (o „Axis Mundi” tu) i skala poziomu staje się jasna. Może nie wszystko sygnowane tym logiem jest wybitne, jednak poniżej bardzo solidnego poziomu wydawnictwa nie schodzą. Warto śledzić premiery, które są częste, zapewniam, że znajdziecie sporo wartych uwagi produkcji. Choćby debiut Finów zrzeszonych pod nazwą Nôidva. „Windseller” ukazał się w marcu i jestem mocno zdziwiony, że nie odbił się w podziemiu szerszym echem, gdyż jest to materiał porywający!


czwartek, 21 maja 2020

Ostatnie strony szkolnych zeszytów.


Jeśli przyjmiemy, że recenzja powinna oddać w jakimś stopniu ducha płyty, by czytający wiedział co go czeka, gdy już postanowi zanurzyć się w sferę dźwięków, to musiałbym dziś zamiast słów, wrzucić tu kilka ikonicznych okładek, wytartą skórę ponabijaną ćwiekami, kilka pasów z amunicją i co najmniej trzy zionięcia ogniem. Do tego morze alkoholu, stos odwróconych krzyży i akt urodzenia pochodzący z lat osiemdziesiątych. Wczesnych lat osiemdziesiątych, gdy black metal nie był jeszcze takim, jakim go dzisiaj wszyscy znamy. Gdy nie był nawet do końca zdefiniowany i jedynym wspólnym mianownikiem był diabeł i bluźnierstwo. I wszystko robiło się w jego imię.