piątek, 6 grudnia 2019

Porzućcie nadzieję.


Jeśli ktoś spodziewał się, że Cadaveric Possession zamknie się w nowoczesnym studio na miesiąc (a może nawet i dwa!) i nagra krystalicznie brzmiący, komputerowo wzbogacony materiał, będzie srogo zawiedziony. Albo po prostu żyje w innym świecie, bo każdy kto choć raz słyszał krakowski duet wie, że prawdopodobieństwo takiego postępku jest mniej więcej takie jak uruchomienia metra w Radomiu (żeby nie było, nic do Radomia nie mam). Lepiej postawić na osła w gonitwie koni. 


Jeśli był jakiś śmiałek, liczący na to, że na swym nowym materiale, Cadaveric Possession zmieni styl i zacznie grać rocka progresywnego z milionem zakręconych solówek, dziesięciominutowymi przejściami na garach i czystymi wokalami zahaczającymi o damskie rejestry, niech się zgłosi, przyzna do swych fantazji a potem skoczy z mostu, bo jego mokre sny nie zostaną spełnione. 

Jeśli ktokolwiek miał nadzieję, że dzięki nowemu krążkowi krakowskiego projektu, będzie mógł zakopać się w fotelu podczas długich, jesiennych i zimowych wieczorów i z książeczką w ręku kontemplować poetycki kunszt jego zawartości lirycznej, co pewien czas sięgając po sojowe latte i kanapkę z hummusem, ten jak najprędzej powinien wyrzucić fotel za okno. Nie przyda się. Jeśli chcecie by żona nie odeszła to nie cytujcie tychże bluźnierstw jej matce, chcąc zaimponować teściowej znajomością angielskiego. Bo kto wie, może ona też go zna? 

Ujmując rzecz krótko i zwięźle – jeśli w jakimkolwiek aspekcie twórczości, spodziewaliście się czegokolwiek nowego po Cadaveric Possession, zapomnijcie o tym. Dane mi było pisać o wszystkich ich poprzednich materiałach (pod tym linkiem) i gdybym naprawdę chciał iść na łatwiznę, poleciłbym przeczytanie poprzednich recenzji. I w jakimś stopniu, po cichu, to Wam zalecam, bo a propos „Sephirothic Desiccation” dodać mogę tylko tyle, że to chyba najlepszy materiał krakowian. Chyba, bo jednak pełniak też był naprawdę dobry, tu jednak jest jakby trochę więcej muzycznego zróżnicowania. Oczywiście wszystko w ramach wytyczonych na pierwszym demo. Nie dajmy się zwariować, szaleć to sobie mogą koledzy od post hummusowych sojowych kawusi ze Starbucksa. Cadaveric Possession nadal siedzi w swej zatęchłej i brudnej piwnicy a kawę pije z kilogramem fusów. Ale, pomimo tego – i jakkolwiek zabawnie to nie zabrzmi – mam nieodparte wrażenie, że zespół ten rozwija się, pozornie stojąc w miejscu. Nie objawia się to oczywiście wielkimi zmianami stylistycznymi, raczej prawie niezauważalnymi detalami. Tu coś poprawią, tam coś ulepszą i niby wszystko jest jak było a jednak efekt końcowy ciekawszy. I dlatego jest to prawdopodobnie najlepszy dotychczasowy materiał duetu ze stolicy Małopolski. Prawdopodobnie, bo poziom jest tak wyrównany, że musiałbym chyba użyć systemu VAR by stwierdzić to z całkowitą pewnością. Inna sprawa, że taka klasyfikacja nie ma żadnego sensu, bo znając życie Cadaveric Possession na kolejnej płycie zaprezentuje poezję śpiewaną, przebijając tym samym całą swoją dotychczasową twórczość. 

Tak, na pewno. 


Na którego osła najlepiej postawić?


Cadaveric Possession - „Sephirothic Desiccation”. Putrid Cult, listopad 2019.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza