niedziela, 29 grudnia 2019

Groby dwa.


Groby, groby, wszędzie groby. Teoretycznie grób boga powinien zawierać się w grobach, bo to zbiór dla niego nadrzędny, tu jednak występuje osobno a elementem wspólnym jest pochodzenie wszystkich tych mogił czyli Portugalia. Split Graves z Grave of God to kolejne wydawnictwo Putrid Cult z frontu portugalskiego, zatytułowany jest zresztą „Concilium” a tak przecież nazywa się projekt, którego debiut polska wytwórnia wypuściła również w listopadzie. Wszystko się ze sobą łączy, jedna wielka rodzina, w jednym przytulnym grobie.

piątek, 27 grudnia 2019

Zwycięstwo średniowiecza, czyli podsumowanie 2019 roku.


Kolejny muzyczny rok za nami. Kolejny bardzo bogaty, potwierdzający, że podziemie ma się świetnie. Poziom kilku wydawnictw jest tak wysoki, że albumy te wejdą bez wątpienia do mego prywatnego kanonu muzycznego. Z tego też powodu miałem spory problem z wyborem albumu roku. Ostatecznie zwyciężyli Francuzi z Véhémence, którzy oczarowali mnie już w lutym i magia wciąż działa. Gdyby jednak był to bieg sprinterski, to różnice na mecie liczone byłyby w ułamkach sekund, bo tegoroczna pierwsza piątka to naprawdę wyrównana stawka. Ze względu na spore obrodzenie splitami, postanowiłem wybrać ten najlepszy. Reszta się nie zmienia – każda pozycja to link do recenzji, zestawienie jest subiektywne.

środa, 25 grudnia 2019

Jak diabeł z pudełka.


Końcówka roku to okres podsumowań minionych dwunastu miesięcy, co nie dziwi (no chyba, że ktoś zabiera się za nie w listopadzie), stąd też i ja szykowałem się już do stworzenia listy moich ulubionych tegorocznych albumów – ba! – już praktycznie była ona gotowa, gdy po raz kolejny potwierdziło się stare ludowe powiedzenie: jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy (dlatego pamiętajcie – lepiej biegać niż chodzić). W tym przypadku na pewno się cieszył, bo wyskoczył jak z pudełka i wręczył mi debiut szwajcarów z Chimæra. Zrobił to w ostatniej chwili, no ale gol w dziewięćdziesiątej minucie jest tak samo ważny jak ten w dwudziestej. I tym sposobem panowie z Berna i ich „Of Occult Signs and War” wskoczyli na wspomnianą już listę i zostali debiutantami roku.

niedziela, 22 grudnia 2019

Otchłań ciszy.


„The Oblivion of Time in the Dim Light” portugalskiego Concilium kojarzy mi się ze zjawiskami atmosferycznymi oraz tajemniczymi zabytkami architektury. Te pierwsze to nisko wiszące, ciemne chmury, cisza niesiona wiatrem i spokój przed nadchodzącą nawałnicą, huraganem czającym się gdzieś na horyzoncie i nieuchronnym porwaniem w jego wir. Te drugie to portugalska Sintra i Studnia Wtajemniczenia, spojrzenie w którą jest jak obcowanie z debiutem tajemniczego projektu z Półwyspu Iberyjskiego.

czwartek, 19 grudnia 2019

Trzeci do medali.


Antiq Records to wytwórnia, która wysoko stoi w moim rankingu tegorocznych odkryć. Francuzi wydają rzeczy ciekawe, niebanalne i warte uwagi. Początek roku przyniósł niesamowity, drugi album Véhémence - "Par le sang versé", listopad atakuje debiutem Tan Kozh. „Lignages Oubliés” szybko wskoczył na moje osobiste, tegoroczne francuskie podium (jest tam jeszcze Neptrecus z „Ars Gallica”) bo jest to kolejny album, który potwierdza, że chyba nikt nie potrafi tak dobrze budować średniowiecznego klimatu w black metalu jak Francuzi. Ten krążek oferuje go najmniej spośród całej trójki, jest za to doskonałym przykładem, jak nagrać płytę przebojową, lecz nie żenująco plastikową.


wtorek, 17 grudnia 2019

Słowackie jodły.


Dziś pochylimy się nad kolejnym tegorocznym splitem. A jak split, to duże zachodzi prawdopodobieństwo, iż wydany przez Werewolf Promotion. I tak właśnie jest, nie liczę, który to już w tym roku, przyznaję jednak, iż wytwórnia w pełni zasługuje na swą nazwę, bo promowanie zespołów mniej znanych czy wręcz nieznanych, wychodzi jej świetnie. Tym razem dostajemy do ręki wydawnictwo przybliżające nam scenę słowacką, wciąż mocno ukrytą w mroku i poza kilkoma oczywistymi nazwami, szerzej nieznaną. „Ešte jedle rastú...” („Jodły wciąż rosną”) to split trzech zespołów, udowadniających, że warto rzucić okiem za naszą południową granicę.

niedziela, 15 grudnia 2019

Dawno temu w Radomiu.


W ostatnich latach popularne stały się wznowienia klasycznych, krajowych materiałów, które z różnych względów albo nie doczekały się należytej atencji, albo po prostu warto przypomnieć je młodszemu odbiorcy. Lata dziewięćdziesiąte powracają, bo siłą rzeczy to one są najmocniej eksplorowane w kontekście przywracania pamięci. Scena była wtedy prężna i bogata, jednak jej możliwości nie były takie jak dziś – stąd sporo wartych uwagi materiałów zniknęło w mroku czasu. Jeśli lata dziewięćdziesiąte to death metal, który nad Wisłą reprezentowany był w tamtym czasie dużo silniej niż ma to miejsce dziś. Za sprawą Godz Ov War Productions dostaliśmy niedawno kolejny zapomniany klejnot klasycznego śmierć grania, czyli „Hellish” radomskiego Ahret Dev.

piątek, 13 grudnia 2019

Kości zostały zmiażdżone.


Metalowy Płock kojarzy mi się przede wszystkim z Kingdom, który bardzo lubię i szanuję. Wiem oczywiście, że nie tylko liderzy dzisiejszej, krajowej sceny death metalowej pochodzą z tego mazowieckiego miasta, no ale siłą rzeczy myśląc Płock, mówię Kingdom. Warto jednak przyjrzeć się innym, choćby takiemu Erupted Evil, który właśnie wypuścił swój pełnowymiarowy debiut zatytułowany „Ghoul”.

środa, 11 grudnia 2019

Rodem ze starego horroru.


Okładka pełnowymiarowego debiutu międzynarodowego projektu Undead wygląda jak plakat horroru sprzed kilku dekad. Czyli zajebiście. Kupili mnie tym w moment, w ogóle cała oprawa graficzna płyty jest w takim właśnie klimacie (można tu jeszcze dodać skojarzenia komiksowe) i prezentuje się doskonale. Już za samą otoczkę zespół ma u mnie plus, bo zrobione jest to naprawdę doskonale – ze smakiem, wyczuciem i w klimacie. Mocne otwarcie. Jak jest z muzyką? Nie współgra ona z moimi upodobaniami tak dobrze jak grafika, ale pamiętajmy – Undead gra death metal.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Bułgarska wolność.


Pisząc tę recenzję, dogoniłem wreszcie Bułgara (bo projekt to jednoosobowy) z Hajduk. Gdy publikowałem tekst o debiucie „Кръв” („Krew” - tutaj), dostępna była już druga epka „Природа” („Natura” - tu). Pisałem o drugiej, była już bohaterka dzisiejszej recenzji. Tym razem jednak wiedziałem, że będę miał komfort, bo „Свобода” najprawdopodobniej zamyka muzyczną trylogię dotyczącą Bułgarii. Nie mogę mieć oczywiście stu procentowej pewności, jednak flaga tego kraju posiada tylko trzy kolory i wszystkie trzy już się pojawiły (szczegółowe wyjaśnienie całego zamysłu w tekście o „Naturze”). Dziś, cali na biało, podsumowujemy ten niezwykle ciekawy koncept.

niedziela, 8 grudnia 2019

Góra urosła.


Bez wyrywania paznokci przyznaję, iż pełnowymiarowy debiut Azel’s Mountain lekko przespałem, poświęciłem mu chyba ze dwa pobieżne odsłuchy i zapomniałem, że się ukazał. Nie pamiętam już czemu stało się tak a nie inaczej, nie ma to dzisiaj żadnego znaczenia. Jednak jako profesjonalista (mam dziś wybitny humor!), odświeżyłem sobie „Górę Milczenia”, na okoliczność recenzji drugiego albumu zespołu, który od tamtej pory zdążył znacząco zmienić skład oraz delikatnie samą nazwę. Zapomnijcie o apostrofie, powitajcie „Wieczny Sen”.

piątek, 6 grudnia 2019

Porzućcie nadzieję.


Jeśli ktoś spodziewał się, że Cadaveric Possession zamknie się w nowoczesnym studio na miesiąc (a może nawet i dwa!) i nagra krystalicznie brzmiący, komputerowo wzbogacony materiał, będzie srogo zawiedziony. Albo po prostu żyje w innym świecie, bo każdy kto choć raz słyszał krakowski duet wie, że prawdopodobieństwo takiego postępku jest mniej więcej takie jak uruchomienia metra w Radomiu (żeby nie było, nic do Radomia nie mam). Lepiej postawić na osła w gonitwie koni. 


środa, 4 grudnia 2019

Kakofonia z Chicago*.


Nasz niezastąpiony Greg (jezusie, dbaj o jego zdrowie) ma talent do dawania szansy ciekawym projektom zza oceanu, wydając ich debiuty, które wcale nie muszą być pełnowymiarowymi albumami. Pamiętacie Pyromancer? Jeśli nie, to lepiej sobie przypomnijcie. I choć jest to ryzykowna zabawa, on najczęściej trafia. Tegorocznej jesieni, sprowadził do nas z Wietrznego Miasta Beastlurker. Nie jest to może ta półka (choć jakiekolwiek porównania nie mają sensu) co wspomniany już Pyromancer, muzycznie też inna bajka, ale nie mogę uciec od skojarzeń. A i muzyka zespołu z Chicago daje nadzieje na przyszłość, warto więc rzucić na nich uchem i okiem. 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Bułgarska przyroda.


Bułgarski Hajduk wciąż mnie wyprzedza. Gdy pisałem o debiutanckiej epce „Кръв” („Krew” / tutaj), była już dostępna druga – ta, o której czytacie dziś - „Природа” („Natura”). Gdy pisałem o tej ostatniej, można już było posłuchać trzeciej, zatytułowanej „Свобода”(„Wolność”). Ale właśnie dzięki tej ostatniej zrozumiałem cały koncept stojący za bułgarskim projektem. Pisałem przy okazji debiutu, że podoba mi się wizerunek zespołu, koncepcyjne materiały, spójność artystyczna. Teraz wszystko stało się jasne a słowo klucz to po prostu Bułgaria.

niedziela, 1 grudnia 2019

Narodziny gigantów.


Dziś mili moi pochylimy się nad wydawnictwem będącym doskonałym przykładem, że co za dużo, to niezdrowo. W tym przypadku zasada ta przekłada się na odwieczną prawdę, zapomnianą co prawda w ostatnich latach, ale wciąż słuszną – nie ilość a jakość. „Under the White Flame” to w moim odczuciu coś więcej niż zwykły split, bo zjednoczenie pod jednym tytułem (dość wymownym) trzech z czterech elementów układanki w zupełności wystarcza by określić tę kooperację jako dzieło zamknięte i wyjątkowe jeśli idzie o rodzimą scenę. Niestety, pozostaje element czwarty, który negatywnie wpływa na końcowy odbiór i mi osobiście psuje przyjemność obcowania z tym materiałem.