środa, 27 listopada 2019

Tradycyjnie.


W ostatnich miesiącach miałem przyjemność pisać o splitach wydawanych przez Werewolf Promotion: w sierpniu był to Unruhe / Zawrat / Flame Of War a w październiku Gyötrelem / Haunted Sanity. Dziś na warsztat bierzemy kolejny split spod sztandaru wrocławskiej wytwórni, kolejny udany. Tym razem to połączenie sił norweskich projektów nie do końca płynących z prądem poprawności politycznej (co oczywiście jest niedopowiedzeniem, bo panowie idą w kompletnie przeciwnym kierunku).

Domyślam się, iż ideą przewodnią splitu Granraude / Likvann, jest sytuacja społeczna w Europie, z naciskiem na kryzys migracyjny i kolejne fale przybyszy zza Morza Śródziemnego. Mówi o tym otwierający wydawnictwo „Filth” w wykonaniu Granraude, a muzyczne popisy obu projektów rozdziela krótki utwór, zmontowany z fragmentów programów informacyjnych dotyczących imigrantów. Wydźwięk jest jasny i na pewno niezgodny z linią najpopularniejszych mediów i jaśnie nam panujących brukselskich magnatów. Ale cóż, nie wszystkim wszystko co modne i popularne, musi się podobać. Mnie też nie jest po drodze z polityką Unii Europejskiej w tej kwestii, więc problemu z przesłaniem tego materiału nie mam. Jeśli ktoś stoi w tych sprawach po drugiej stronie barykady, to niech sobie norweskie projekty odpuści. Choć tak naprawdę warto ich posłuchać, bo fajnie grają (tu oczywiście wchodzi temat słuchania black metalu dla samego słuchania, czego osobiście nie rozumiem, ale są i tacy). Likvann miałem okazję słyszeć wcześniej, wiedziałem więc czego się spodziewać, jednak Granraude był dla mnie kompletną nowością. Tajemniczy to twór, bo nadal (pomimo poszukiwań) nie jestem do końca pewny czy to projekt jednoosobowy (wszystko na to wskazuje, ale głowy sobie obciąć nie dam), nie wiem jak wygląda dotychczasowy dorobek twórczy zespołu (Metal Archives na ich temat milczy), wiem jedno – podoba mi się to co usłyszałem. Niewiele tego, bo trzy utwory, dające razem jakieś dwanaście minut muzyki, ale jest dobrze. Granraude to, najprościej rzecz ujmując, klasyczna norweska druga fala z melodyką o zacięciu „folkowym”. Skojarzenia z wczesnym Satyricon jak najbardziej na miejscu. W każdym razie brzmi to bardzo dobrze, jest ostrość, jest agresja, jest melodia i chwytliwość czyli wszystko to co sprawdziło się ponad dwadzieścia lat temu. Bo też nic nowego Granraude nie oferuje, bazuje na sprawdzonych patentach ale na tyle fajnie, że po prostu chcę tego słuchać bez uczucia odgrzewanych kotletów. Poza tym, ja najzwyczajniej w świecie kocham takie granie i tak jak schabowe mogę jeść codziennie, tak ono mi się nie znudzi. Podobne podejście do swego black metalu prezentuje Likvann, tyle że zamyka go w innej estetyce. Trzy utwory jednoosobowego projektu (tu jestem pewien!) z Hamar to dużo więcej surowości, piwnicy i brudu. Nadal jest to jednak pierwotny północny black metal, tylko taki z pierwszej demówki (bo Granraude - idąc tym tropem - to już lepsze studio i drugi pełniak). Powoduje to oczywiście, iż mniej tu przestrzeni, mniej melodii niesionych wiatrem, więcej przyziemnego ciężaru, ale nadal wszystko obraca się wokół klasycznych norweskich patentów. Kolejne piętnaście minut w historii gatunku, nie wnoszące kompletnie nic odkrywczego, nic nowatorskiego, za to w dobrym stylu podtrzymujące piękne północne tradycje. 

I chyba najlepszym podsumowaniem tego splitu będzie stwierdzenie, iż jest to od początku do końca, na wszystkich płaszczyznach i poziomach, hołd dla tradycji i tego co było (i działało dobrze!). Nie pytajcie tylko co przedstawia okładka, bo odpowiem, że to chyba trup w brokułach. 

Granraude / Likvann - „Granraude / Likvann”. Werewolf Promotion, sierpień 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz