wtorek, 17 września 2019

Perfekcyjna setka.


Jak już zapewne zdążyliście się zorientować, jestem wielkim fanem black metalu wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Black metalu prostego, szczerego, piwnicznego i podziemnego. I choć uwielbiam słuchać klasyki gatunku to każde nowe wydawnictwo nawiązujące do tamtych lat, czy też po prostu tchnące szczerością, witam z otwartymi ramionami. Dlatego właśnie piszę dziś o holenderskim Vaal, bo w przypadku tego tworu trudno uciec od porównań, szczególnie z rodzimą sceną sprzed dwudziestu kilku lat.

Trudno w tej chwili stwierdzić, czy jest to projekt jednoosobowy czy już pełnoprawny zespół, gdyż wydawnictwo o którym mowa jest wyjątkowe w dyskografii Vaal. Pierwszy raz w nagraniu brało udział kilku ludzi, bo wcześniej za wszystko odpowiadał człowiek o pseudonimie Vaal. Jak jednak informuje wkładka kasety „Ondood Rehearsal” (sam tytuł też wiele mówi) został nagrany na tak zwaną setkę a o to trudno w przypadku jednego muzyka. Podane są też pseudonimy pozostałych uczestników sesji nagraniowej, pozostaje więc wierzyć na słowo. Poświęcam temu sporo miejsca jednak nie bez powodu. Otóż, moi drodzy, dawno nie słyszałem tak dobrze nagranego na żywca materiału podziemnej black metalowej hordy. I to nie jest tak, że ja nie chcę wierzyć, czy tak rzeczywiście było, bo chcę. Nie mam zamiaru niczego podważać, po prostu jeśli to prawda to ktoś powinien ten materiał puszczać wszystkim piwniczniakom by brali przykład. Brzmi to pięknie, dokładnie tak jak brzmieć powinno. Biorąc pod uwagę, że mamy tu także klawisze, co zwiększa instrumentarium, poziom głośności poszczególnych składników udało się uzyskać także bardzo dobry. Słychać wszystko jak należy, perkusja brzmi uroczo, gitary są tam gdzie być powinny a basu nie ma, czyli dosłownie wszystko jest jak z podręcznika. Słucham tego materiału od dawna i właściwie mogłem o nim napisać już ze dwa miesiące temu, ale nie dawało mi spokoju to brzmienie i próbowałem rozgryźć czy to faktycznie setka czy nie. Wreszcie jednak się poddałem, ale o swoich wątpliwościach napisałem, bo inaczej nie byłbym z Wami szczery. Ale, pal już to licho, bo „Ondood Rehearsal” to przede wszystkim kawał bardzo dobrej muzyki. Pięknie wpisuje się w spektrum moich upodobań. Jest tu garaż, jest piwnica, są mroczne krajobrazy klawiszy, atmosfera rodem z czeluści opuszczonych katakumb, lekko histeryczne wokale, chwytliwe tempa no i to charakterystyczne brzmienie tak mocno kojarzące mi się z naszymi tuzami gatunku z czasów ich świetności. Siedem utworów, dwadzieścia sześć minut i cała masa frajdy. Tak, to jest black metal, którego ja mogę słuchać bez końca. Odciąć się od rzeczywistości, dać mu się ponieść, choćby i do samych wrót piekieł, byle tylko grał i się nie zmieniał. Black metal grany w ten sposób to potęga, to szczerość i prawda, to ścieżka na której zawsze powinien się znajdować i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Nie wszystko co jest obecnie nazywane black metalem, jest nim w rzeczywistości. Niektórzy tylko bardzo chcą by było. Ale chcieć to nie zawsze móc. A Vaal i chce i może, bo po prostu gra black metal. 

Przy okazji poznałem poprzednie materiały tego tajemniczego projektu i je również gorąco polecam. A jeśli ten kilkuosobowy skład zwiastuje w przyszłości koncerty, to ja naprawdę chciałbym w jednym z nich wziąć udział. 


Vaal - „Ondood Rehearsal”. Zwartkunst Smederij, marzec 2019 (tylko kaseta).





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz