czwartek, 5 września 2019

Dobre czary.


Nie wiem jak bogate jest białoruskie podziemie, bo daleko mi do postrzegania siebie jako znawcy tamtejszej sceny. Do niedawna cały ten świat zamykał się dla mnie w postaci Ljosazabojstwa, który to zespół bardzo lubię i pamiętam jak dużym i pozytywnym zaskoczeniem było odkrycie jego twórczości. Dziś już nie są osamotnieni, bo właśnie usłyszałem Evil Sorcery. Debiut tego jednoosobowego projektu aż tak mnie nie urzekł, ale to wciąż bardzo solidny i ciekawy materiał, zdecydowanie warty uwagi i czasu.

Narodowość to nie jedyny czynnik łączący Evil Sorcery z Ljosabojstwa. „Death Meditation” to obszary bliskie muzycznie tego co znajdziemy na „Sychodzannie” czy „Starazytnaje licha”. Jak wiecie nie jestem zwolennikiem porównań, ale tutaj nasuwają się one automatycznie, musiałem więc o tym wspomnieć. Ale żeby nie brnąć za bardzo w ten nielubiany przeze mnie sposób opisywania muzyki, powiem tylko tyle – o ile Ljosazabojstwa to horror ludowy, momentami przaśny a zawsze prosty i przerażający jak zbrodnia z użyciem siekiery, tak Evil Sorcery to mrok zatęchłych klasztornych korytarzy, ciemnych piwnic w których odbywają się tajemnicze rytuały. Już samo intro wprowadza nas w średniowieczny świat mrocznej religijności, prostego podziału na diabła i boga, na zło i dobro. Nie idzie za tym jednak ludowa prostota, tylko prostota ówczesnych „uczonych”, dużo gorsza bo pretendująca do czegoś czym nie jest. Evil Sorcery wyprowadza nas z lasu i wciąga w podziemne kręgi miast, tajemne spotkania i nieznane rytuały. I nic już po samym intro proste do końca nie jest, bo muzyka, którą oferuje jeden długi (ponad dwadzieścia minut) utwór to mieszanka black/death/doom metalu z elementami psychodelicznymi. Świetną robotę robią klawisze, które zaskoczą niejednego ekstremistę, bo chwilami jakbym słyszał Pink Floyd z wcześniejszych okresów twórczości. Sporo tu grobowych dołów, zwolnień, niepokojących dźwięków w tle i połamanych kompozycyjnie fragmentów wprowadzających atmosferę chaosu i szaleństwa. Nie brakuje oczywiście agresji ale na pewno nie jest ona celem samym w sobie, nie pełni też roli przewodniej. „Death Meditation” to materiał którego naturę doskonale oddaje tytuł. Wokalnie wykonano tu kawał świetnej roboty i właśnie te partie, potężne, agresywne, głębokie, doskonale wspomagają czy wręcz budują atmosferę krążka. Równie dobry efekt daje brzmienie. Jest moc, jest grób i jest dół, ale jest i horror, groza, diabeł rogaty i niewypowiedziane zło. Słyszymy doskonale wszystko, co powinniśmy słyszeć mając jednak zarazem stuprocentową pewność, że to wydawnictwo podziemne. Jest to kolejny czynnik łączący Evil Sorcery z Ljosazabojstwa bo tam też miałem bardzo podobne wrażenie i siła oraz sugestywność brzmienia powalały. Kiedy już wszystkie te elementy połączymy w całość, dostajemy materiał bardzo dobry, nietuzinkowy, momentami wręcz zaskakujący a niektórych mogący szokować – tu mam na myśli samą końcówkę, w której hmm… przenosimy się do lat siedemdziesiątych. Ale mi się to podoba, ja lubię takie drobne wariactwa, szczególnie gdy pasują do całości i dodają smaku. A tak jest w tym przypadku. To dobry czas dla białoruskiego podziemia. Niedługo nowy materiał Ljosazabojstwa, teraz Evil Sorcery. Może i są tam jeszcze jakieś perełki ale mi w tej chwili te dwie w zupełności wystarczą. 

Evil Sorcery - „Death Meditation”. Putrid Cult, czerwiec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz