wtorek, 20 sierpnia 2019

Piwnica podniosła.


Sporo ciekawych rzeczy zrodziło się w tym roku w piwnicach, dlatego staram się trzymać rękę na pulsie i regularnie monitorować podziemną działalność zwolenników surowizny muzycznej. Efektem takiej a nie innej aktywności jest ogromna ilość przesłuchanych materiałów, z których wiele jest naprawdę dobrych, jeszcze więcej po prostu przeciętnych ale trafiają się też takie, które zostaną ze mną na dłużej. Jednym z nich jest pełnowymiarowy debiut duńskiego Vaabnet, który już na wstępie gorąco polecam.

„Det Hellige Mod” to czwarte wydawnictwo zespołu z Kopenhagi, przed nim pojawiły się trzy demówki – co ciekawe, wszystkie w 2017 roku. Nie znam ich, bo po prostu nie miałem jeszcze czasu na poznanie ale po tym co usłyszałem na pełnowymiarowym debiucie jestem pewien, że warto. Po pierwszym przesłuchaniu „Det Hellige Mod” miałem wrażenie, że to materiał jakich setki. Ot, piwniczne granie pełne surowej agresji, niewielka domieszka punkowej estetyki (co wydaje się być ostatnio modne), generalnie nic co mogłoby zwrócić uwagę i jakoś ten krążek wyróżnić. Ale to było po pierwszym, niezbyt uważnym odsłuchu. Po drugim już wiedziałem, że jest coś co ten zespół wyróżnia. Można wejść do piwnicy, nagrać pół godziny wściekłej muzyki i wyjść z tej piwnicy zadowolonym. Można też wejść do piwnicy, nagrać trzydzieści minut wściekłej muzyki z głową i kompozycyjnym pomysłem i wyjść z niej zadowolonym bardziej. I to zrobili Duńczycy. To co ich wyróżnia to budowa numerów, tworzenie swego rodzaju napięcia i dramaturgii poszczególnych kompozycji. Pierwsze dwie minuty otwierającego album „I” brzmią jak początek któregoś z epickich krążków Bathory, by chwilę później zmienić się w piekielną jazdę bliższą debiutowi Quorthona. Swoją drogą motyw akustyczny rozpoczynający „Det Hellige Mod” robi niesamowitą robotę, on zresztą też album zamyka spinając go piękną klamrą. Drugi i trzeci numer także zaczynają się dość nieoczekiwanie, by podczas swego trwania przeobrazić się w kipiące wściekłością bestie. Vaabnet powraca do gitary akustycznej dość często, wplata ją bardzo umiejętnie pomiędzy wściekłe riffy czy dostojne zwolnienia. Pomimo całego brudu i lekkiego punkowego sznytu jest tu sporo epickiej podniosłości, co dla takich albumów oczywiste nie jest. I właśnie te ucieczki w bardziej podniosłe dźwięki nadają debiutowi Vaabnet końcowego charakteru, powodują iż jest to album w pewnym stopniu niebanalny i po prostu bardzo ciekawy. Przyjemność obcowania z nim zwiększa także spora ilość pięknych melodii ani trochę nie kolidujących z piwnicznym brudem i agresją, której pomimo całej złożoności tej muzyki jest tu naprawdę bardzo dużo. Vaabnet nie ucieka od dzikości i szału, czasami po prostu daje sobie samemu odetchnąć. A najfajniejsze jest to, że trzeba naprawdę sporo czasu by wszystkie smaczki „Det Hellige Mod” odkryć, więc bez zbędnego przynudzania – odpalajcie i pozwólcie Duńczykom dokonać inwazji na swoje zmysły. Warto. 

Teoretycznie materiał sygnuje wytwórnia Mastermind Records ale nigdzie nie doszukałem się jakiegoś fizycznego wydania. Są na bandcampie gdzie możecie darmowo pobrać „Det Hellige Mod”. 


Vaabnet - „Det Hellige Mod”. Mastermind Records, maj 2019.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz