czwartek, 4 lipca 2019

Hymn do dawnej Grecji.


Co można napisać o albumie żywcem wyciągniętym z wczesnych lat dziewięćdziesiątych z Grecji, skoro właśnie napisałem o nim wszystko co potrzebne byście po niego sięgnęli? Że jest zajebisty? Banał, jasne, że jest. Że słuchanie go to jak wycieczka w chwalebną przeszłość tego kraju? Kolejny banał, jasne, że to cudowny wehikuł czasu. No więc co? Przecież tu wszystko jest jasne, wszystko przemawia na korzyść debiutu Funeral Storm i nic, kompletnie nic złego nie da się o „Arcane Mysteries” powiedzieć.

Fanów Varathron skusi fakt, że za mikrofonem stoi tu Stefan Necroabyssious, wokalista greckiej legendy. I nie robi tu niczego czego byśmy nie znali, czyli wszystko jest jak być powinno i każdy, kto choć raz słyszał Varathron pozna go od razu. Ten akcent jest nie do podrobienia. Fanów Necromantii powinny skusić klawisze, doskonałe, użyte z głową, co nie znaczy, że nie znajdziemy tu rozmachu rodem z teatru grozy charakterystycznego dla muzyki zespołu Magusa Wampyra Daolotha. Fanów Rotting Christ (nie tych nowych) skusi fakt, że „Arcane Mysteries” można by wrzucić pomiędzy „Thy Mighty Contract” a „Non Serviam” i nikt by się nie zorientował. Poza tym, Rotting Christ od wielu lat nie grał tak dobrze jak Funeral Storm, jeśli więc cenicie sobie ich klasyczne albumy to ten jest dla was. Jeśli jednak wolicie plastikowy okres twórczości Gnijącego, to po ten album nie sięgajcie, bo po prostu smaku dawnej Grecji nie rozumiecie. Grecji, której już nie ma (choć ostatni album wspomnianego Varathron to kawał fajnego grania) a którą przywraca pełnowymiarowy debiut tria z Aten na którego czele stoi niejaki Wampyrion, będący założycielem zespołu i przez długi czas jedynym członkiem. I pewnie dlatego Funeral Storm wydawał wcześniej jedynie splity. Dołączenie Stefana oraz Arcanii pozwoliło na pełnowymiarowy debiut. I bardzo dobrze moi drodzy. Bardzo, bardzo dobrze. Bo to jest album piękny. Sam w sobie, w odniesieniu do klasyków rodzimej sceny nie jest może wybitny, choć co najmniej ze dwa albumy tamtego mitycznego okresu nakrywa czapką. Ale w odniesieniu do tego co dzisiaj jest grane w kraju Homera, wybitny jest jak najbardziej. Nie bez znaczenia jest tu fakt sentymentalnych skojarzeń, bo jako gość poniekąd wychowany na klasykach greckiej sceny nie potrafię powstrzymać łez wzruszenia przy takim „Necromancer” czy „Funeral Storm”, ale to nie tylko to. Jest tu po prostu wszystko co być powinno i nie ma niczego zbędnego. Są tu cudowne melodie, doskonałe klawisze, charakterystyczne brzmienie, odpowiedni akcent wokalisty no i ten niepowtarzalny klimat, który może pochodzić tylko i wyłącznie z Hellady. „Arcane Mysteries” to czterdzieści minut muzycznej uczty bez ani sekundy nudy. I choć jest to album na wskroś przesiąknięty klasycznymi dźwiękami powinien przekonać także tych, którzy z tamtym graniem nie mieli większej styczności, lub wręcz nie mieli jej wcale. Bo to po prostu świetny black metal i jestem pewien, że gdyby to właśnie on był pierwszym nagranym w takim stylu, stałby się początkiem tej legendarnej sceny i wielkim klasykiem. Bo ma wszystko co potrzebne, po prostu został skomponowany prawie trzydzieści lat później. Bez wątpienia ścisła czołówka tego roku. Wracam do słuchania, bo każdy facet lubi czasem wrócić do młodzieńczych miłości. A taką jest dla mnie stara Grecja. 

Funeral Storm - „Arcane Mysteries”. Hells Headbangers Records, maj 2019.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz