czwartek, 27 czerwca 2019

Magia.


Duński Ærekær jest tak podziemny, że nie ma ich nawet na Metal Archives (albo inaczej – ja ich tam nie znalazłem, choć próbowałem na różne sposoby), na szczęście sieć jest długa i szeroka i kilka informacji na temat enigmatycznego duetu z Kopenhagi udało się znaleźć. Tę najważniejszą, czyli muzykę, ma dla nas bandcamp i jest to informacja bardzo pozytywna, bo muzyka Duńczyków to świat ambientu i dark dungeon synth’u pomieszanego z piwnicznym black metalem. Efekt jest doskonały.

Panowie na wydanym w maju tego roku „Avindskjold” czarują ambientem mogącym przywoływać niektóre dokonania Burzum, oszczędnym, ascetycznym momentami ale jednak urzekającym, magnetycznym wręcz. Pełni on tu dwie role – jest postacią pierwszoplanową, wprowadza nas w poszczególne kompozycje (album zawiera cztery długie utwory), by po chwili usunąć się w cień i ustąpić miejsca piwnicznemu, prostemu black metalowi, samemu pełniąc rolę tła. Taki zamysł twórczy i zabieg aranżacyjny powoduje, że jest to materiał jakby dwupłaszczyznowy i gdyby nie było tu black metalu, sprawdziłby się jako po prostu wydawnictwo ambientowe, czy szerzej mówiąc klawiszowe. Podobnie było na debiucie Ærekær, który nagrany został w 2017 roku jednak wydany w roku kolejnym. „MMXVII” składa się z dziewięciu utworów a jego dominującym światem jest część elektroniczna, jednak jest to bardziej dark dungeon synth aniżeli ambient. Ale też – jeśliby wyjąć z niego black metal (który jest tam dużo bardziej prymitywny) mógłby uchodzić za wydawnictwo klawiszowe. Duński duet najwyraźniej ceni sobie oba te gatunki, choć „Avindskjold” to jednak lekki krok i większy ukłon w stronę black metalu. Zyskał on tu trochę bardziej ludzką twarz, choć oczywiście fanów krystalicznego brzmienia przegoni na wszystkie strony Świata. Klimat jest tu bardzo piwniczny, choć atmosfera bywa naprawdę podniosła. Tak, jakby ktoś opowiadał o wielkich czynach ściszonym głosem w ciemnej krypcie, w obawie czy ktoś niepożądany nie usłyszy. O to ostatnie bym się bardzo nie martwił, bo nagrania Duńczyków nie biją rekordów jeśli idzie o nakłady, w dodatku można je dostać tylko na kasetach lub winylach (poza debiutem, ale możliwe, że przeoczyłem). Znajdziecie ich również w sieci, co w tym przypadku należy uznać za bardzo szczęśliwe. Warto zanurzyć się w ten nieco zapomniany, odległy i magiczny świat Ærekær, ich muzyka naprawdę urzeka i potrafi ponieść daleko tak umysł, jak i duszę. To jest ta siła podziemnego black metalu a „Avindskjold” to kolejny materiał który ją potwierdza. Liczę bardzo, że któregoś dnia dostanę ten materiał na CD a jeśli nie to pewnie się skuszę na co najmniej ściągnięcie wersji elektronicznej a jak poniesie mnie fantazja to i kasetę sobie zorganizuję (do czego to doszło bym takie rzeczy pisał!). Bo jest to jedna z piękniejszych płyt jakie słyszałem w tym roku i jestem pewien, że sprawdzi się podczas wędrówek po lesie. 

No i okładka proszę państwa, okładka! 


Ærekær - „Avindskjold”. Nattetale Records / Tour De Garde, maj 2019.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz