niedziela, 30 czerwca 2019

Rzeki uporządkowane.


Czekałem na ten album. Czekałem, bo Rivers Like Veins to jeden z ciekawszych podziemnych tworów, który do tej pory – w moim odczuciu – lekko zmagał się ze swoją tożsamością, szukał drogi, był taki trochę „pół na pół” mocno mieszając elektronikę z black metalem. Recenzując ich split ze Stworz liczyłem, że pełnowymiarowy debiut powie nam wreszcie czym naprawdę jest krakowski duet. I nie zawiodłem się, powiedział. „Z Iskier Srebrnych Orszaków” to deklaracja jasna i klarowna. Deklaracja, której słucham z nieskrywaną przyjemnością.

czwartek, 27 czerwca 2019

Magia.


Duński Ærekær jest tak podziemny, że nie ma ich nawet na Metal Archives (albo inaczej – ja ich tam nie znalazłem, choć próbowałem na różne sposoby), na szczęście sieć jest długa i szeroka i kilka informacji na temat enigmatycznego duetu z Kopenhagi udało się znaleźć. Tę najważniejszą, czyli muzykę, ma dla nas bandcamp i jest to informacja bardzo pozytywna, bo muzyka Duńczyków to świat ambientu i dark dungeon synth’u pomieszanego z piwnicznym black metalem. Efekt jest doskonały.

wtorek, 25 czerwca 2019

Dążenie.


Pięknie się ta płyta zaczyna. Pierwsze dźwięki podbijają mnie jak Rzesza Związek Radziecki w pierwszych miesiącach Operacji Barbarossa. I ta euforia trwa przez dłuższy czas, jednak w pewnym momencie traci impet, trafia na ten cholerny Stalingrad i już do końca nie potrafię odnaleźć tego stanu uniesienia z pierwszych minut „Strävan”. Szkoda, bo mógł to być album naprawdę doskonały a jest „tylko” bardzo, bardzo dobry, co oczywiście ujmą nie jest, tym bardziej, że wynosi on Murg na poziom do tej pory dla nich nieosiągalny.

niedziela, 23 czerwca 2019

Ku chwale Islandii.


Za sprawą Misþyrming 22 maja tego roku stał się dniem wartym odnotowania w moim kalendarzu. Oto bowiem ukazała się płyta, o której śmiało mogę powiedzieć, że jest pierwszą pochodzącą z Islandii i wydaną po 2000 roku, która naprawdę mi się podoba. Ba, ona mnie w pierwszym momencie rozłożyła. I choć teraz już nie jestem tak niesamowicie entuzjastycznie nastawiony to wciąż uważam, że to doskonały album. Może trochę zbyt taneczny, może trochę zbyt powierzchowny i pozorny, ale nadal bardzo, bardzo dobry.

czwartek, 20 czerwca 2019

Padlina w koronie.


Jakiś czas temu rozmawiałem z wydawcą Grzegorzem i stwierdził on, że „Rotting Carcass Arise upon the Burial Mound” to najlepszy materiał Kingdom w dyskografii zespołu (bo cóż innego mógłby powiedzieć? - a poważnie to akurat on uczciwie ocenia swoje wydawnictwa). Nie mogłem się zgodzić, bo dla mnie za takowy uchodzi „Sepulchral Psalms from the Abyss of Torment”, obaj jednak zakończyliśmy konkluzją, że najnowsze dzieło Kingdom jest rzeczą bardzo dobrą. Jestem o kilka odsłuchów mądrzejszy i coraz bliższy przyznania racji panu wydawcy, jednak nawet gdybym miał tego nie zrobić, to muszę uczciwie stwierdzić, że płocczanie wypuścili swój najbardziej dojrzały i intrygujący album.

środa, 19 czerwca 2019

Sztylet w głowie.


Przyciągnęła mnie okładka, zatrzymała muzyka. Wielokrotnie powtarzałem i będę powtarzał, że prostota czy wręcz pewna dawka prymitywizmu, sprzyjają black metalowi. W przypadku debiutu Nimbifer tak warstwa graficzna jak i sama muzyka prostotę mają za najlepszego kompana i wychodzi im to jak najbardziej na dobre. Tu nawet tytuł jest najprostszy z możliwych, bo materiał nazywa się po prostu „Demo I”.

środa, 12 czerwca 2019

Mrokk.


Pisałem już o Sacrificulus, pisałem o Goathrone, nie pisałem natomiast o najbardziej znanym projekcie człowieka orkiestry Lorda K., czyli o Nekkrofukk. Nie wiem czemu, bo w gruncie rzeczy lubię. W majtki nie sikam, ale kilka wydawnictw podeszło mi całkiem dobrze, między innymi ostatni materiał studyjny, który podesłał Morgul z Putrid Cult. Trochę to trwało, ale dotarłem wreszcie do „Bestial Desekkration of Holy Whore & Morbid Abominations” (bardzo, bardzo uroczy tytuł) i krótko mówiąc jest to spotkanie z diabłem. Takim ohydnym, przerażającym i odpychającym. W cztery oczy.

niedziela, 9 czerwca 2019

Morderca.


2019 to rok, który jak dotąd stoi dla mnie praktycznie całkowicie pod znakiem black metalu. Nie ma co ukrywać, że zasadniczo jest to mój ukochany gatunek grania z pazurem, ale przecież bywały już takie lata gdy to death metal dominował w moich głośnikach. Może to po prostu kwestia tegorocznych wydawnictw, wśród których za ciekawsze uznaję te oblane smołą, trafiają się jednak i perełki wśród śmierć metalowego zniszczenia. Jedną z nich jest „Sacrament”, czyli najnowsza epka Lvcifyre.

piątek, 7 czerwca 2019

Obecność obowiązkowa.


Albumom takim jak „Achatius” nie powinno robić się świństw, bo powstały po to by cieszyć swych twórców oraz nas, odbiorców. A ponieważ ten krążek ze swego zadania wywiązuje się znakomicie, tym bardziej mi głupio. Wyszedł w lutym a ja dopiero niedawno zacząłem go zgłębiać. Moment premiery odnotowałem, posłuchałem bodajże jednego utworu i zostawiłem na później. Tak bywa kiedy coraz mniej czasu na słuchanie muzyki czysto rekreacyjne i dla własnej przyjemności. I choć piszę o ostatnim krążku Funereal Presence, to od kilkunastu dni słucham go wyłącznie dla przyjemności a nie z kronikarskiego (czy jak kto woli recenzenckiego) obowiązku.

środa, 5 czerwca 2019

Dekada w pigułce.


Załóżmy, że poznajecie kogoś, kto chciałby wejść w świat black metalu, niestety wcześniej się z nim nie zetknął – powiedzmy, że co najwyżej liznął i to komercyjne parodie (obiła mu się o uszy wydmuszka ewentualnie dimmu borgir i zdecydował się na niesamowicie odważny krok wejścia w podziemie - teraz pewnie takich fanatyków wielu). Dorobek gatunku jest ogromny, zadanie zatem będzie wymagało czasu i cierpliwości. Ale można je sobie trochę ułatwić, bo właśnie wyszła płyta, która w swoich pięćdziesięciu minutach zawiera wszystko to co było najlepsze, a na pewno najbardziej charakterystyczne, w black metalu lat dziewięćdziesiątych a więc w najważniejszej dla gatunku dekadzie.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Diabelska góra.


Tak sobie słucham tego Trupa i okazuje się, że jak na nieboszczyka jest bardzo energiczny. A przy okazji ma sporo do powiedzenia. Głośno i wyraźnie. Pierwszym i najważniejszym oznajmionym nam komunikatem jest: stara szkoła bluźnierstwa muzycznego żyje i nawet dziś, nawet zza grobu potrafi odpowiednio zmasakrować dziewicę (zawsze mnie to bawi), jej synka i wszystkich jego popleczników. Drugim, także ważnym przesłaniem jest to, że można grać w duchu dekad minionych i robić to w sposób w jakimś stopniu świeży.