piątek, 5 kwietnia 2019

Deklaracja.


W maju 2018 roku, za pośrednictwem Putrid Cult, trzech poznaniaków złożyło deklarację. Była to deklaracja nieczysta, bo formularz lekko przybrudził pył z gruzowiska, zresztą wypełniany był w piwnicy przy zapewne kiepskim świetle. Deklaracja nie była długa, podzielona została na trzy części ale jej podstawowym przesłaniem było: „żadnych ścieżek, żadnych przewodników”. Po kilkukrotnym zapoznaniu się z jej treścią przyznaję, że choć panowie nie są w swych stwierdzeniach bardzo oryginalni ani porywający to potrafią przekonać.

Debiut Impure Declaration trwa siedemnaście minut i choć to trzy utwory, to szczerze mówiąc wciąż mam wrażenie, że tylko jeden. „No Paths, No Guide” to materiał bardzo jednorodny, zamknięty szczelnie w jasno określonych ramach. Nie ma tu miejsca na najmniejszy wyskok, wszystko zagrane zostało wedle dokładnie zdefiniowanego schematu i stąd te trzy utwory jawią się jako jeden z dwoma krótkimi przerwami. Nie mam zamiaru krytykować zespołu z tego powodu, bo doskonale rozumiem, że to im właśnie w duszy gra, poza tym uważam, że wypluwając z siebie tak walcowate, brudne i piwniczne hymny, efekciarstwo i cyrkowe sztuczki należy odłożyć na bok. Obracamy się tutaj w piwnicy zalanej smołą, każdy nasz ruch spowalnia jej obecność, brakuje powietrza i niesamowita duchota doskwiera boleśnie. Z sufitu sypie się co jakiś czas świeża dawka gruzu, tak byśmy nie zapomnieli, że to podziemia. Wszystko dzieje się jak w zwolnionym filmie, stąd tempa na „No Paths, No Guide” są bardzo zachowawcze, bo też nie o szybkość w takim graniu chodzi. Tu dominować ma ciężar, otchłań, siarka i gruz. I dominuje, co należy zapisać po stronie plusów. Minusem jest zbyt daleko posunięta jednostajność, choć oczywiście rozumiem konwencję, to jednak czasami fajnie byłoby coś nowego do tej zalanej smołą piwnicy wrzucić. Choćby granat, może na kilka sekund ożywiłby atmosferę. Ale, powtarzam, to nie cyrk ani przedstawienie, tu scenografia jak i oprawa muzyczna są ubogie, proste i dobrane ściśle pod tematykę. I w tej klasycznej death/doomowej konwencji panowie się odnajdują, skutecznie zabarwiając swoją muzykę smrodem zgnilizny i zatęchłym lochem. Nie jest to na pewno pozycja dla wrażliwych melomanów oczekujących pięknych melodii i wirtuozerii dążącej do doskonałości, ale jak podejrzewam nigdy do nich nie miał ten materiał trafić. Jeśli jednak lubicie rzetelną podziemną robotę, tchnącą piekłem, diabłem siarką i piwnicą a do tego nie oczekujecie zawrotnych temp tylko miażdżącego kości smolistego walca, to debiut Impure Declaration jest jak najbardziej dla was. 


Impure Declaration - „No Paths, No Guide”. Putrid Cult, maj 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz