niedziela, 29 grudnia 2019

Groby dwa.


Groby, groby, wszędzie groby. Teoretycznie grób boga powinien zawierać się w grobach, bo to zbiór dla niego nadrzędny, tu jednak występuje osobno a elementem wspólnym jest pochodzenie wszystkich tych mogił czyli Portugalia. Split Graves z Grave of God to kolejne wydawnictwo Putrid Cult z frontu portugalskiego, zatytułowany jest zresztą „Concilium” a tak przecież nazywa się projekt, którego debiut polska wytwórnia wypuściła również w listopadzie. Wszystko się ze sobą łączy, jedna wielka rodzina, w jednym przytulnym grobie.

piątek, 27 grudnia 2019

Zwycięstwo średniowiecza, czyli podsumowanie 2019 roku.


Kolejny muzyczny rok za nami. Kolejny bardzo bogaty, potwierdzający, że podziemie ma się świetnie. Poziom kilku wydawnictw jest tak wysoki, że albumy te wejdą bez wątpienia do mego prywatnego kanonu muzycznego. Z tego też powodu miałem spory problem z wyborem albumu roku. Ostatecznie zwyciężyli Francuzi z Véhémence, którzy oczarowali mnie już w lutym i magia wciąż działa. Gdyby jednak był to bieg sprinterski, to różnice na mecie liczone byłyby w ułamkach sekund, bo tegoroczna pierwsza piątka to naprawdę wyrównana stawka. Ze względu na spore obrodzenie splitami, postanowiłem wybrać ten najlepszy. Reszta się nie zmienia – każda pozycja to link do recenzji, zestawienie jest subiektywne.

środa, 25 grudnia 2019

Jak diabeł z pudełka.


Końcówka roku to okres podsumowań minionych dwunastu miesięcy, co nie dziwi (no chyba, że ktoś zabiera się za nie w listopadzie), stąd też i ja szykowałem się już do stworzenia listy moich ulubionych tegorocznych albumów – ba! – już praktycznie była ona gotowa, gdy po raz kolejny potwierdziło się stare ludowe powiedzenie: jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy (dlatego pamiętajcie – lepiej biegać niż chodzić). W tym przypadku na pewno się cieszył, bo wyskoczył jak z pudełka i wręczył mi debiut szwajcarów z Chimæra. Zrobił to w ostatniej chwili, no ale gol w dziewięćdziesiątej minucie jest tak samo ważny jak ten w dwudziestej. I tym sposobem panowie z Berna i ich „Of Occult Signs and War” wskoczyli na wspomnianą już listę i zostali debiutantami roku.

niedziela, 22 grudnia 2019

Otchłań ciszy.


„The Oblivion of Time in the Dim Light” portugalskiego Concilium kojarzy mi się ze zjawiskami atmosferycznymi oraz tajemniczymi zabytkami architektury. Te pierwsze to nisko wiszące, ciemne chmury, cisza niesiona wiatrem i spokój przed nadchodzącą nawałnicą, huraganem czającym się gdzieś na horyzoncie i nieuchronnym porwaniem w jego wir. Te drugie to portugalska Sintra i Studnia Wtajemniczenia, spojrzenie w którą jest jak obcowanie z debiutem tajemniczego projektu z Półwyspu Iberyjskiego.

czwartek, 19 grudnia 2019

Trzeci do medali.


Antiq Records to wytwórnia, która wysoko stoi w moim rankingu tegorocznych odkryć. Francuzi wydają rzeczy ciekawe, niebanalne i warte uwagi. Początek roku przyniósł niesamowity, drugi album Véhémence - "Par le sang versé", listopad atakuje debiutem Tan Kozh. „Lignages Oubliés” szybko wskoczył na moje osobiste, tegoroczne francuskie podium (jest tam jeszcze Neptrecus z „Ars Gallica”) bo jest to kolejny album, który potwierdza, że chyba nikt nie potrafi tak dobrze budować średniowiecznego klimatu w black metalu jak Francuzi. Ten krążek oferuje go najmniej spośród całej trójki, jest za to doskonałym przykładem, jak nagrać płytę przebojową, lecz nie żenująco plastikową.


wtorek, 17 grudnia 2019

Słowackie jodły.


Dziś pochylimy się nad kolejnym tegorocznym splitem. A jak split, to duże zachodzi prawdopodobieństwo, iż wydany przez Werewolf Promotion. I tak właśnie jest, nie liczę, który to już w tym roku, przyznaję jednak, iż wytwórnia w pełni zasługuje na swą nazwę, bo promowanie zespołów mniej znanych czy wręcz nieznanych, wychodzi jej świetnie. Tym razem dostajemy do ręki wydawnictwo przybliżające nam scenę słowacką, wciąż mocno ukrytą w mroku i poza kilkoma oczywistymi nazwami, szerzej nieznaną. „Ešte jedle rastú...” („Jodły wciąż rosną”) to split trzech zespołów, udowadniających, że warto rzucić okiem za naszą południową granicę.

niedziela, 15 grudnia 2019

Dawno temu w Radomiu.


W ostatnich latach popularne stały się wznowienia klasycznych, krajowych materiałów, które z różnych względów albo nie doczekały się należytej atencji, albo po prostu warto przypomnieć je młodszemu odbiorcy. Lata dziewięćdziesiąte powracają, bo siłą rzeczy to one są najmocniej eksplorowane w kontekście przywracania pamięci. Scena była wtedy prężna i bogata, jednak jej możliwości nie były takie jak dziś – stąd sporo wartych uwagi materiałów zniknęło w mroku czasu. Jeśli lata dziewięćdziesiąte to death metal, który nad Wisłą reprezentowany był w tamtym czasie dużo silniej niż ma to miejsce dziś. Za sprawą Godz Ov War Productions dostaliśmy niedawno kolejny zapomniany klejnot klasycznego śmierć grania, czyli „Hellish” radomskiego Ahret Dev.

piątek, 13 grudnia 2019

Kości zostały zmiażdżone.


Metalowy Płock kojarzy mi się przede wszystkim z Kingdom, który bardzo lubię i szanuję. Wiem oczywiście, że nie tylko liderzy dzisiejszej, krajowej sceny death metalowej pochodzą z tego mazowieckiego miasta, no ale siłą rzeczy myśląc Płock, mówię Kingdom. Warto jednak przyjrzeć się innym, choćby takiemu Erupted Evil, który właśnie wypuścił swój pełnowymiarowy debiut zatytułowany „Ghoul”.

środa, 11 grudnia 2019

Rodem ze starego horroru.


Okładka pełnowymiarowego debiutu międzynarodowego projektu Undead wygląda jak plakat horroru sprzed kilku dekad. Czyli zajebiście. Kupili mnie tym w moment, w ogóle cała oprawa graficzna płyty jest w takim właśnie klimacie (można tu jeszcze dodać skojarzenia komiksowe) i prezentuje się doskonale. Już za samą otoczkę zespół ma u mnie plus, bo zrobione jest to naprawdę doskonale – ze smakiem, wyczuciem i w klimacie. Mocne otwarcie. Jak jest z muzyką? Nie współgra ona z moimi upodobaniami tak dobrze jak grafika, ale pamiętajmy – Undead gra death metal.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Bułgarska wolność.


Pisząc tę recenzję, dogoniłem wreszcie Bułgara (bo projekt to jednoosobowy) z Hajduk. Gdy publikowałem tekst o debiucie „Кръв” („Krew” - tutaj), dostępna była już druga epka „Природа” („Natura” - tu). Pisałem o drugiej, była już bohaterka dzisiejszej recenzji. Tym razem jednak wiedziałem, że będę miał komfort, bo „Свобода” najprawdopodobniej zamyka muzyczną trylogię dotyczącą Bułgarii. Nie mogę mieć oczywiście stu procentowej pewności, jednak flaga tego kraju posiada tylko trzy kolory i wszystkie trzy już się pojawiły (szczegółowe wyjaśnienie całego zamysłu w tekście o „Naturze”). Dziś, cali na biało, podsumowujemy ten niezwykle ciekawy koncept.

niedziela, 8 grudnia 2019

Góra urosła.


Bez wyrywania paznokci przyznaję, iż pełnowymiarowy debiut Azel’s Mountain lekko przespałem, poświęciłem mu chyba ze dwa pobieżne odsłuchy i zapomniałem, że się ukazał. Nie pamiętam już czemu stało się tak a nie inaczej, nie ma to dzisiaj żadnego znaczenia. Jednak jako profesjonalista (mam dziś wybitny humor!), odświeżyłem sobie „Górę Milczenia”, na okoliczność recenzji drugiego albumu zespołu, który od tamtej pory zdążył znacząco zmienić skład oraz delikatnie samą nazwę. Zapomnijcie o apostrofie, powitajcie „Wieczny Sen”.

piątek, 6 grudnia 2019

Porzućcie nadzieję.


Jeśli ktoś spodziewał się, że Cadaveric Possession zamknie się w nowoczesnym studio na miesiąc (a może nawet i dwa!) i nagra krystalicznie brzmiący, komputerowo wzbogacony materiał, będzie srogo zawiedziony. Albo po prostu żyje w innym świecie, bo każdy kto choć raz słyszał krakowski duet wie, że prawdopodobieństwo takiego postępku jest mniej więcej takie jak uruchomienia metra w Radomiu (żeby nie było, nic do Radomia nie mam). Lepiej postawić na osła w gonitwie koni. 


środa, 4 grudnia 2019

Kakofonia z Chicago*.


Nasz niezastąpiony Greg (jezusie, dbaj o jego zdrowie) ma talent do dawania szansy ciekawym projektom zza oceanu, wydając ich debiuty, które wcale nie muszą być pełnowymiarowymi albumami. Pamiętacie Pyromancer? Jeśli nie, to lepiej sobie przypomnijcie. I choć jest to ryzykowna zabawa, on najczęściej trafia. Tegorocznej jesieni, sprowadził do nas z Wietrznego Miasta Beastlurker. Nie jest to może ta półka (choć jakiekolwiek porównania nie mają sensu) co wspomniany już Pyromancer, muzycznie też inna bajka, ale nie mogę uciec od skojarzeń. A i muzyka zespołu z Chicago daje nadzieje na przyszłość, warto więc rzucić na nich uchem i okiem. 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Bułgarska przyroda.


Bułgarski Hajduk wciąż mnie wyprzedza. Gdy pisałem o debiutanckiej epce „Кръв” („Krew” / tutaj), była już dostępna druga – ta, o której czytacie dziś - „Природа” („Natura”). Gdy pisałem o tej ostatniej, można już było posłuchać trzeciej, zatytułowanej „Свобода”(„Wolność”). Ale właśnie dzięki tej ostatniej zrozumiałem cały koncept stojący za bułgarskim projektem. Pisałem przy okazji debiutu, że podoba mi się wizerunek zespołu, koncepcyjne materiały, spójność artystyczna. Teraz wszystko stało się jasne a słowo klucz to po prostu Bułgaria.

niedziela, 1 grudnia 2019

Narodziny gigantów.


Dziś mili moi pochylimy się nad wydawnictwem będącym doskonałym przykładem, że co za dużo, to niezdrowo. W tym przypadku zasada ta przekłada się na odwieczną prawdę, zapomnianą co prawda w ostatnich latach, ale wciąż słuszną – nie ilość a jakość. „Under the White Flame” to w moim odczuciu coś więcej niż zwykły split, bo zjednoczenie pod jednym tytułem (dość wymownym) trzech z czterech elementów układanki w zupełności wystarcza by określić tę kooperację jako dzieło zamknięte i wyjątkowe jeśli idzie o rodzimą scenę. Niestety, pozostaje element czwarty, który negatywnie wpływa na końcowy odbiór i mi osobiście psuje przyjemność obcowania z tym materiałem.

piątek, 29 listopada 2019

Ukryta historia death metalu.


Wyczekiwałem drugiego krążka Blood Incantation jak Julek Paetz pogrzebu w katedrze. Jemu niestety się nie udało (mógł świecić niechlubnym przykładem a zamiast tego szybko o nim zapomną) , ja od kilku dni pieszczę swe zmysły albumem „Hidden History of the Human Race”. Wyczekiwanie dziwić nie może, biorąc pod uwagę jak bardzo pozamiatał mną pełnowymiarowy debiut Amerykanów (o nim tutaj). Pomimo mej oszczędnej i bardzo wybiórczej w ostatnich latach miłości do death metalu, był dla mnie „Starspawn” najlepszym zagranicznym krążkiem 2016 roku. Wniósł do gatunku nową jakość, przetarł i wytyczył nowe szlaki. Okazuje się jednak, że udanie podążać mogą nimi tylko prekursorzy. Drugi album potwierdził to doskonale.

środa, 27 listopada 2019

Tradycyjnie.


W ostatnich miesiącach miałem przyjemność pisać o splitach wydawanych przez Werewolf Promotion: w sierpniu był to Unruhe / Zawrat / Flame Of War a w październiku Gyötrelem / Haunted Sanity. Dziś na warsztat bierzemy kolejny split spod sztandaru wrocławskiej wytwórni, kolejny udany. Tym razem to połączenie sił norweskich projektów nie do końca płynących z prądem poprawności politycznej (co oczywiście jest niedopowiedzeniem, bo panowie idą w kompletnie przeciwnym kierunku).

poniedziałek, 25 listopada 2019

Ciemności pod Oulu.


I znowu ta przeklęta Finlandia! Oczywiście to komplement, bo jak już wszyscy wiecie jestem nieuleczalnie zakochany w tym kraju i jego black metalowym obliczu. Łatwiej znaleźć tam leśny i piwniczny black metal niż piekarnię, ale w końcu lasów tam tyle co u nas kościołów. Nie byłem nigdy w fińskiej piwnicy (w przeciwieństwie do lasu), ale słuchając kolejnych materiałów o tymże posmaku, wiem, że czułbym się jak w domu.

czwartek, 21 listopada 2019

Stare zło powraca.


Czterdzieści minut muzyki na przestrzeni dwudziestu siedmiu lat nie jest wynikiem powalającym, można wręcz zaryzykować twierdzenie, że bardzo kiepskim. W wielu przypadkach zespół taki pozostałby kompletnie niezauważony, siedząc sobie cicho w garażu, ale Baxaxaxa to inna bajka. Po pierwsze, demo „Hellfire”, wypuszczone w 1992 roku, osiągnęło status kultowego. Po drugie, muzyka zespołu jest na tyle interesująca, że i pięciominutowa taśma z domowego studio mogłaby przyciągnąć uwagę.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Dwa kroki w przód, jeden w tył.


Rzeszowscy piewcy starej szkoły spod znaku Hellhammer i Celtic Frost (w uproszczeniu, bo nie mam zamiaru przytaczać tu kilkunastu innych nazw) powrócili. Rok temu pokazali Światu swą ohydną twarz za sprawą dema „Nightmares from Beyond” i był to debiut udany, o którym pisałem (tu), że zdradza spory potencjał zespołu. Gdy dziś słucham „Haunted Cenotaph”, wiem, że się nie pomyliłem, zarazem jednak jestem pewien, że chłopaków stać na więcej. To dobry materiał, ale mam wrażenie, że panowie za bardzo rzucili się w pogoń za klasykami zapominając o większym wkładzie własnym.


piątek, 15 listopada 2019

Udany powrót.


Rzut okiem na skład Dold Vorde Ens Navn może spowodować przyspieszenie pulsu, ale nic to dziwnego, skoro zespół ten tworzą doświadczeni ludzie związani z takimi legendami jak Dodheimsgard, Ved Buens Ende czy Ulver. Ten ostatni akcent cieszy mnie szczególnie, bo przywraca do black metalowego życia Haavarda, gitarzystę, który maczał swe ręce w najlepszych wydawnictwach norweskich Wilków (użycie tej formy jako skojarzenia jest dość przewrotne, bo Haavard na co dzień gra pop-rock). Czy współpraca takich tuzów gwarantuje sukces? Historia dowodzi, że niekoniecznie, na szczęście Dold Vorde Ens Navn broni się bez wysiłku. Choć mogło być jeszcze lepiej.

środa, 13 listopada 2019

Pewnej nocy na cmentarzu.


Był późny listopadowy wieczór, za oknem szalała wichura zacinając deszczem. Nie zważając na nieprzyjazne dla większości śmiertelników warunki atmosferyczne, postanowiłem wybrać się na spacer. Postawiłem wysoko kołnierz płaszcza i wyszedłem na kiepsko oświetlone, puste ulice cichnącego już miasta. Wiatr rzucał liśćmi we wszystkie strony i wdzierał się pod okrycie niosąc wilgoć ale mnie to nie przeszkadzało. Na horyzoncie majaczyła już stara gotycka świątynia a jej wysoka wieża raz po raz rozbłyskała w nadchodzącej burzy. Mijając przylegający do kościoła cmentarz zwróciłem uwagę na otwartą bramę z zerwanym łańcuchem i kłódką, co w pierwszej chwili wziąłem za aktywność złodziejską ale potem dobiegły mnie te dziwne odgłosy, które słyszę do dziś…

poniedziałek, 11 listopada 2019

Włoska współpraca.


W słonecznej Italii diabeł żyje i ma się dobrze. Upalne lato przyniosło z Półwyspu Apenińskiego split dwóch wielce zasłużonych dla tamtejszej (i nie tylko) sceny zespołów. Oba startowały w połowie lat dziewięćdziesiątych i wciąż dumnie dzierżą w górze czarny sztandar. Abhor i Abysmal Grief, bo o nich mowa, to poza tym zespoły grające bardzo ciekawą muzykę i nie inaczej jest tym razem.

niedziela, 10 listopada 2019

Przecierając szlaki.


Martwa Aura to jedna z lepszych rodzimych hord black metalowych, ale jej muzycy nie skupiają się tylko i wyłącznie na niej. I dobrze, bo jak ktoś ma talent i umiejętności to głupio byłoby to marnować. Postanowili więc powołać do życia Annihilation Vortex, w którym plują na wszystko co święte za pomocą death metalu. Jak dobrze wiecie, nie jestem w ostatnim czasie wielkim fanem tego gatunku i naprawdę tylko nieliczne wydawnictwa przesłuchuję w całości, ale debiut poznaniaków jest bez wątpienia warty uwagi i poświęciłem mu dużo więcej czasu niż tylko jeden odsłuch.

piątek, 8 listopada 2019

Nasz świat.


Nie do końca rozumiem sens umieszczenia na końcu wkładki zdania „…nie jesteśmy częścią waszego świata...”, bo w końcu jeśli ktoś nabył pierwsze demo Vermisst to nie spodziewał się psalmów w wykonaniu chóru kościelnego czy popowych piosenek o zakochanych dziewczętach. Takie rzeczy ze względu na limit wydawniczy i zasięg „marketingowy” trafiają tylko i wyłącznie do ludzi świadomych. Informuję więc zespół iż niestety, bardzo mi przykro, ale tak się składa, że jesteście częścią mojego świata, bo gracie panowie piwniczny black metal z leśnym posmakiem. A to moje środowisko naturalne.

środa, 6 listopada 2019

Black metalowa sztuka.


Trzeci album Neptrecus to drugi w tym roku krążek, który z niesamowitą skutecznością przenosi mnie w czasy średniowiecza. Oba pochodzą z Francji, bo pierwszym był Vehemence (o nim tutaj). Nie wiem co jest z tymi Francuzami, że tak doskonale potrafią przemycać czy wręcz epatować duchem tamtej epoki ale muszę im oddać pierwszeństwo w tej sztuce. „Ars Gallica” to krążek wspaniały i aż wstyd mi się robi gdy pomyślę, że ja tego zespołu wcześniej nie znałem.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Prochy Rzymu.


Lubię pomęczyć was raz do roku krążkiem, który choć spoza metalowych obszarów, to wstrząsa mną mocno. Był już Manes, był Ulver, w tym roku sprawa idzie nawet dalej, bo przecież oba wspomniane zespoły trochę swego istnienia na chwałę czarciej sztuki przełożyły. Płyta, która w tym roku mocno mnie sponiewierała została skomponowana przez człowieka nie mającego w swym dossier doświadczenia na metalowym polu, pomimo tego jego projekt jest wśród metalowej publiczności całkiem dobrze znany. W tym roku wszystkie moje poza metalowe drogi prowadzą do Rzymu.


niedziela, 3 listopada 2019

Bułgarska krew.


Wasił Lewski to ważna postać w historii Bułgarii. Człowiek ten w dziewiętnastym wieku stworzył organizację podziemną walczącą o niepodległość kraju i choć sam jej odzyskania nie dożył, to jego praca i poświęcenie w dużym stopniu przyczyniły się do pozbycia tureckiego okupanta. Ma on w swej ojczyźnie sporo pomników, ulic, jest patronem różnych obiektów a teraz pochodzący z Sofii Hajduk poświęcił mu jeden utwór na swej debiutanckiej epce zatytułowanej „Кръв” (po naszemu po prostu „Krew”).

czwartek, 31 października 2019

Śmierć jak sabat.


Nie dane mi było przeczytać „Matki na sabacie” Aleistera Crowleya ale dzięki najnowszemu wydawnictwu Death Like Mass miałem okazję choć trochę poznać ten poemat. Muzyczne adaptacje dzieł literackich to nic nowego w metalu z drugiej jednak strony nic powszechnego. Bo nie jest to prosta sprawa i zrobienie tego bez pełnego zaangażowania i zrozumienia utworu pisanego skończyć się może katastrofą. W omawianym dziś przykładzie katastrofy stanowczo nie ma, choć przyznaję, że powstał jeden z bardziej pokręconych i dziwnych materiałów tego roku i jego zrozumienie czy po prostu przyswojenie nie jest rzeczą prostą i oczywistą.

wtorek, 29 października 2019

Wołoskie krypty.


„Lunar thirst of the undead wolf”, „Mournful horizon devours the scarlet sky” albo „The howling ghouls of Houska”. Cóż za urzekające tytuły! Serio, nie ma w tym ani krzty kpiny. Jako stary black metalowiec romantyk mam słabość do takich, wydawałoby się, kiczowatych tytułów czy też nawet całych tekstów i to właśnie dzięki tejże słabości zwróciłem uwagę na Crypts of Wallachia. Bo i tytuł ich debiutanckiego demo jest bardzo ładny i zasługuje na wyróżnienie. „Drifting in the Devil’s maze” to jednak nie tylko uroczo dobrane słowa, ale też kawał porządnego black metalu.

niedziela, 27 października 2019

Gloam i Glomor.


I znowu schodzimy do piwnicy. Tym razem za sprawą splitu dwóch zakopanych głęboko pod ziemią tworów – węgierskiego Gyötrelem i brytyjskiego Haunted Sanity. Materiał ukazał się pod szyldem Werewolf Promotion i to powinno utwierdzić was w przekonaniu, że słodkości tu nie znajdziecie. Szymon wypuszcza ostatnio sporo splitów i choć ten nie jest najlepszym z nich, to bez wątpienia warto mu się przyjrzeć. Zaznaczam jednak – rzecz to tylko dla wytrawnych koneserów klimatu zatęchłych piwnic.

czwartek, 24 października 2019

Finlandia po niemiecku.


Niemcy, choć metalowo prężne, kojarzą się raczej z thrash metalem i tymi wszystkimi „wackenami” a nie z mocnym black metalowym podziemiem. I choć ostatnio to ostatnie zmienia się na plus, tamtejsza scena nigdy nie dorobiła się swojego własnego charakterystycznego stylu. Weźmy choćby takie Totenwache. Pochodzą z Hamburga ale równie dobrze mogliby z Helsinek, Turku czy Kuopio. Niedawno wypuścili debiutancki album i jest to jeden z lepszych krążków z fińskim black metalem w ostatnich miesiącach. A już tak całkiem poważnie, to po prostu bardzo dobra black metalowa płyta.

poniedziałek, 21 października 2019

Blisko ziemi.


Kringa to taki fajny austriacki zespół, który istniał sobie do tej pory bardzo z boku, w ukryciu, bez parcia na szerszą publiczność. Dziesięć lat w cieniu, kilka materiałów na koncie aż wreszcie przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut. „Feast upon the Gleam” ukazał się pod sztandarem norweskiej Terratur Possessions, która działa prężnie, prawdopodobnie więc strefa cienia dla zespołu skurczy się i wypłynie on na szersze wody. To trochę dobrze, trochę nie bo jak wiadomo różnie z tym wypływaniem bywa, choć bez wątpienia pierwszy długograj zasługuje na atencję i wyrazy uznania bo krążek to przedni.


czwartek, 17 października 2019

Powrót weteranów.


Empheris to zespół z długą historią i bogatą dyskografią. Znam takich zapaleńców, którzy za punkt honoru postawili sobie skompletowanie wszystkich wydawnictw weteranów ze stolicy. Ci ostatni nie opierają swego wydawniczego dorobku o długograje, kiedy więc zdarzy im się takowego wypuścić jest to swego rodzaju wydarzenie. Od 2003 roku dopuścili się tego szaleństwa całe trzy razy, ostatnia taka chwila zapomnienia miała miejsce w kwietniu tego roku a dokładnie pierwszego kwietnia. Nie był to jednak primaaprilisowy żart, bo „The return of derelic Gods” to album z krwi i kości, namacalny i jak najbardziej dający się słuchać. 

wtorek, 15 października 2019

Bez głosu.


Gdy pierwszy raz wziąłem do ręki „Loneliness of My Life” moje myśli automatycznie poleciały ku Tolkienowi. Trudno by było inaczej, skoro zespół (a właściwie jednoosobowy projekt, choć już nie, no ale na tym albumie jeszcze tak) nazywa się Ethir Anduin. Zaraz potem przeraziłem się kolejnych łzawych opowieści o Nazgulach i Sauronie (nie żebym nie lubił opowieści o Nazgulach i Sauronie, niestety w metalu to nie zawsze się udaje) i nabrałem dystansu. Zupełnie niepotrzebnie, bo rosyjski projekt to rzecz ambitna, bogata i przede wszystkim instrumentalna.


niedziela, 13 października 2019

Alkahest drugi.


W czwartek pisałem o pierwszym a ponieważ niedziela jest po czwartku to dziś będzie o drugim. Chronologia to ważna rzecz, do tego ten faktycznie jest u mnie po tamtym, czyli po debiucie Szwajcarów z Kvelgeyst. Nie znaczy to wcale, że „Alkahest” holenderskiego Oculus Vacui znalazł się tutaj tylko i wyłącznie przez zbieżność tytułów. To po prostu płyta inna, z cyklu tych, które lubię ale nie łykam bez popitki, bo nie wszystko mi tu do końca odpowiada.

czwartek, 10 października 2019

Alkahest pierwszy.


Na przestrzeni trzech miesięcy wydane zostały dwa albumy o tym samym tytule. W czerwcu szwajcarski Kvelgeyst wypuścił krążek zatytułowany „Alkahest” a w sierpniu płytę o tym samym tytule zaprezentował światu holenderski Oculus Vacui. I choć podobieństw jest więcej, bo oba dzieła są debiutami wspomnianych zespołów i osadzone są w uniwersum black metalu, to zdecydowanie więcej je dzieli. Chronologia może być tu wskaźnikiem jakości, bo szwajcarski „Alkahest” jest zwyczajnie lepszy, ale to przecież nie zawody, więc najbezpieczniejszym stwierdzeniem będzie iż jest po prostu inny i w tej swej inności ciekawszy. I dziś właśnie o nim.

wtorek, 8 października 2019

Teraźniejszość przeszłości.


Idea wskrzeszania albumów, które z jakichś powodów w swoim czasie nie otrzymały należytej uwagi, to dobra idea. Szczególnie gdy są to dobre albumy, które nawet po latach się bronią. Wytwórnia Old Temple celuje w tej robocie i co pewien czas przypomina nam o perełkach z przeszłości. Jedną z nich jest „Gat Etemmi” łódzkiego Domain, znanego także jako Pandemonium. Zespół to dla mnie ważny bo „The Ancient Catatonia” to mój obiekt kultu i choć chwilowe przejście pod szyld Domain nie jest moim ulubionym okresem twórczości Paula, to wszystkie trzy krążki z lat 1995-2002 lubię i cenię.

niedziela, 6 października 2019

Na właściwym kursie.


Nie będę po raz kolejny pisał, że Grief nie próżnuje, bo pisałem o tym w styczniu przy okazji poprzedniego albumu Nyctophilii. Prawdą jednak jest iż chłop nie lubi bezczynności bo oto po roku dostajemy kolejny, piąty już album jego flagowego projektu. Niektórym zbyt duża częstotliwość wydawnicza nie służy, jednak nie jest to problemem Griefa, bo „Bezdeń” to najciekawszy i najlepszy album w dyskografii Nyctophilii.


czwartek, 3 października 2019

Kielich pełen czerni.


Czarna jesień trwa. Czarna polska jesień. Zbliża się kilka ciekawych premier i dziś przeczytacie o tej chyba najczarniejszej. I przez wielu najbardziej wyczekiwanej, bo przecież Hell’s Coronation to duet o ugruntowanej w podziemiu renomie, który nie zwykł zawodzić. W dodatku wydaje wreszcie pełnowymiarowy album, trudno więc by wszystkie diabły tego świata nie zacierały z radości rączek. Aniołki niech dalej nie czytają. 


wtorek, 1 października 2019

Proszę państwa, oto łoś.


Lew może sobie być królem dżungli, ale królem Finlandii jest łoś. A jak wiemy o dobry black metal łatwiej w tej drugiej krainie. W zasadzie bardzo łatwo, bo jest on tam tak popularny jak wspomniany już zwierz. Traficie tam na setki znaków ostrzegających przed przechodzącymi łosiami ale chyba nie ma znaków informujących o aktywności black metalowców. A szkoda, bo trasa śladami zespołów mogłaby być ciekawa, choć obfitująca w postoje. Z drugiej strony mogłoby to podchodzić pod ogród zoologiczny, więc może lepiej nie.

czwartek, 26 września 2019

Siła talentu.


Andrew Campbell znany też jako Krigeist postanowił chyba dokonać swoistego rekordu i założyć zespół z przedstawicielem każdej europejskiej nacji. Gra już z Brytyjczykami w Barshasketh, Węgrami w Dunkelheit i Belliciste i z Serbami w Svartgren. Najnowszy projekt Nowozelandczyka to współpraca z przedstawicielem tych ostatnich, i to przedstawicielem dość znanym, bo obecnym wokalistą Gorgoroth. I jest to kolejny materiał, który potwierdza talent i twórczą moc Andrzeja (to tak na wypadek gdyby zdecydował się na współpracę z Polakami).

wtorek, 24 września 2019

Wycieczka nad jeziora.


Kiedy z Werewolf Promotion do recenzji przyszła wydana w formacie A5 nowa płyta zespołu o nazwie, której do tej pory nie potrafię wymówić bez łamania języka pomyślałem – ki diabeł? No bo spróbujcie bez poplątania wymówić Piarevaracień. Nawet trening niewiele pomaga. Nazwa nic mi kompletnie nie mówiła, nie miałem żadnych oczekiwań, pomyślałem sobie, że to pewnie jakiś totalny leśny  ultra piwniczniak i Szymon wydał w ramach bratniej pomocy pomiędzy słowiańskimi narodami (wtedy już wiedziałem, że to Białorusini). Długo odkładałem krążek na bok aż wreszcie coś mnie podkusiło i postanowiłem odpalić. I nie żałuję.

niedziela, 22 września 2019

Kolejne otwarcie.


Czarna jesień nadchodzi. Czarna polska jesień. Zbliża się kilka ciekawych premier a ja na pierwszy ogień pozwoliłem sobie wybrać tę najbliższą memu sercu. Bo choć Sacrilegium nie świeci już tym blaskiem co w latach dziewięćdziesiątych, to dla mnie każda ich premiera oznacza przyspieszone bicie serca. I nie mam zamiaru kryć, że jest to zasługa jednego, ponadczasowego albumu, który z moją psychiką zrobił to co Amerykanie z Hiroszimą, nie zmienia to jednak niczego. Wiem, że taki album już się nie powtórzy, jestem też już trochę bardziej krytyczny wobec twórczości zespołu, zawsze jednak będę darzył go ogromnym szacunkiem.

czwartek, 19 września 2019

Bez wymówek.


Kilka razy zastanawiałem się co bym napisał o albumach takich jak „Exercises in Futility” czy „With Hearts Toward None”. Bo przecież nie można by ich pominąć. Na szczęście gdy one się ukazywały nie pisałem o muzyce, także te rozważania i dywagacje pozostaną tylko i wyłącznie rozważaniami. Ale oto mamy 2019 rok i przyszła kryska na matyska. Mgła wydaje „Age of Excuse”, ja na swoje nieszczęście piszę o muzyce i nie wykpię się rozważaniami (a tak bym chciał, bo naprawdę boję się pisać o tej płycie). Nawet przed samym sobą. Bo przecież tego albumu pominąć nie można. Ale co napisać o płycie, o której wszystko już napisano a każdy ją słyszał? Może lepiej poszukać wymówek, w końcu takie mamy czasy?

wtorek, 17 września 2019

Perfekcyjna setka.


Jak już zapewne zdążyliście się zorientować, jestem wielkim fanem black metalu wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Black metalu prostego, szczerego, piwnicznego i podziemnego. I choć uwielbiam słuchać klasyki gatunku to każde nowe wydawnictwo nawiązujące do tamtych lat, czy też po prostu tchnące szczerością, witam z otwartymi ramionami. Dlatego właśnie piszę dziś o holenderskim Vaal, bo w przypadku tego tworu trudno uciec od porównań, szczególnie z rodzimą sceną sprzed dwudziestu kilku lat.

niedziela, 15 września 2019

Kanada to nie tylko Quebec.


Dopiero co chwaliłem Quebec (recenzja Monarque) za ich black metal a tu nagle bez żadnych kompleksów wjeżdża debiut pochodzącego z Winnipeg Nocturnal Departure. I to jak wjeżdża! Z drzwiami, oknami i bez ograniczeń prędkości. „Cathartic Black Rituals” od kilku dni zamiata mi w głowie lepiej niż sprzątaczka z dwudziestoletnim stażem i czuję, że to jeszcze trochę potrwa.


czwartek, 12 września 2019

Quebec, czyli znak jakości.


Kanadyjczycy potrafią. I niczego nie zmienia fakt, że głównie ci z Quebecu, bo tamtejsza scena mogłaby obdzielić swym dobrem kilka innych krajów. Na uznanie zasługuje też fakt, że pomimo dużej liczby zespołów czy projektów jakość jest wciąż na wysokim poziomie. Kolejnym tego potwierdzeniem jest najnowszy materiał Monarque i choć to tylko epka to ma do zaoferowania sporo.

wtorek, 10 września 2019

Wcale nie taki bezużyteczny.


Useless nigdy do moich podziemnych faworytów nie należał pomimo tego posiadam ich pierwsze dwa albumy bo jest to zespół intrygujący i solidny. Nie na każdą okazję, nie na każdy nastrój, powiedziałbym wręcz, że raczej rzadziej niż częściej, ale daleko im do zespołu którego nie chciałbym znać lub sprawdzałbym jakość lotu ich krążków. Wiadomość o premierze trzeciego pełniaka przyjąłem ze spokojem i bez nadmiernej ekscytacji, jednak już sama okładka sprawiła, że poczułem lekki dreszczyk emocji.

niedziela, 8 września 2019

Krew tyrana.


O Ancient Flame pierwszy raz usłyszałem bodajże w marcu (albo raczej w kwietniu) tego roku kiedy to ktoś wrzucił link do bandcampa zespołu na naszą fejsbukową grupę. Nazwa, okładka oraz tytuł płyty zwróciły mą uwagę na tyle, by posłuchać. Spodobało mi się, więc „Tyrant Blood” powędrował do kolejki materiałów do recenzji a ponieważ była ona długa, to w międzyczasie pojawiła się informacja, że materiał zostanie wydany na CD przez naszą Morbid Chapel Records. Szybki kontakt z wytwórnią i po kilku dniach w moich rękach znalazło się fizyczne wydanie debiutu jednoosobowego projektu ze Stanów.

czwartek, 5 września 2019

Dobre czary.


Nie wiem jak bogate jest białoruskie podziemie, bo daleko mi do postrzegania siebie jako znawcy tamtejszej sceny. Do niedawna cały ten świat zamykał się dla mnie w postaci Ljosazabojstwa, który to zespół bardzo lubię i pamiętam jak dużym i pozytywnym zaskoczeniem było odkrycie jego twórczości. Dziś już nie są osamotnieni, bo właśnie usłyszałem Evil Sorcery. Debiut tego jednoosobowego projektu aż tak mnie nie urzekł, ale to wciąż bardzo solidny i ciekawy materiał, zdecydowanie warty uwagi i czasu.

wtorek, 3 września 2019

Relaksujące deszcze.


W tym roku bardzo pozytywnie zaskakują mnie norwescy weterani. I to tacy, którzy dla mnie nigdy nie byli pierwszą ligą. Tak było w przypadku Kampfar (o ich ostatnim albumie tutaj), tak jest w przypadku Helheim. Podobieństw sporo, bo ci ostatni również są mi znani dużo lepiej z lat dziewięćdziesiątych, doskonale pamiętam charakterystyczne logo i kasetową wersję debiutu „Jormundgand”, wreszcie – tak jak w przypadku Kampfar – straciłem ich z radaru na długie lata.

niedziela, 1 września 2019

Terror, rozwód i matka w piekle.


Czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że Damage Case istnieje? Czemu odkrywam ich dopiero za sprawą trzeciego albumu? Choć może to i lepiej, bo gdybym został fanem wraz z ich debiutem w 2013 roku (nie liczę demówek) to dziś by żyć musiałbym wypijać butelkę Jacka dziennie a to mogłoby nie skończyć się dobrze. Bo Damage Case to taki Motorhead na sterydach a ponieważ uwielbiam twórczość nieodżałowanego Lemmego trzeci krążek tczewian kupił mnie szybko.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Trzy razy tak.


Werewolf Promotion uraczył nas splitem trzech podziemnych hord i choć żaden z materiałów nie powstał z myślą o tym wydawnictwie to w żadnym stopniu nie umniejsza mu to znaczenia. Jest wręcz odwrotnie, gdyż wszystkie te trzy wydawnictwa zamknięte na jednym krążku pod zbiorczym tytułem „Meditations Upon the Cold Mountains” są dostępne w bardzo limitowanych liczbach lub już praktycznie niedostępne, bo należy zaznaczyć, że nie wszystko jest tu nowe. Ale po kolei.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Zadowolona zakonnica.


Co można napisać o wydawnictwie trwającym osiemnaście minut, zespołu, który większość z was doskonale zna, który kroczy swoją utartą drogą od lat i nie próbuje eksperymentować, silić się na coś co wykracza poza jego DNA? Zespołu, który nie maluje muzycznych pejzaży, które można by odnosić do chwil kontemplacji piękna przyrody, tylko wali po mordzie bez zastanowienia i jest do bólu bezpośredni? Pewnie niewiele, szczególnie gdy ten materiał jest naprawdę dobry, nie przynosi obniżki formy i nie zwiastuje nagłego zwrotu akcji w twórczości zespołu. No, ale jednak płyta przyszła więc spróbujmy.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Manifest wokalny.


Kampfar, który znam najlepiej to ten z lat dziewięćdziesiątych. Do dziś mam przed oczami wygląd kasety z pełnowymiarowym debiutem „Mellom Skogkledde Aaser”. Nie wiem czemu akurat ona tak utkwiła mi w pamięci, bo nie był to dla mnie nawet jeden z najlepszych materiałów tamtych czasów. Pewnie dlatego, że okładka jest dość charakterystyczna. No ale zostawmy już średniowiecze, w kolejnej dekadzie miałem świadomość, że nagrywają i wydają płyty ale jakoś nigdy bliżej się z nimi nie zapoznałem. I tak sobie myślę, słuchając wydanego niedawno „Ofidians Manifest”, że to pewnie był błąd. A wręcz na pewno. 


czwartek, 22 sierpnia 2019

Polska - Ekwador 1:0.


I oto trzymam w rękach kolejny split o wartości edukacyjnej i poznawczej. Lubię dostawać takie materiały do recenzji, bo jest to prawdopodobnie jedyna droga bym poznał zespoły typu Death’s Cold Wind. W tym konkretnym przypadku jest też spora wartość rozrywkowa bo sąsiadami Ekwadorczyków są dobrze nam wszystkim znani hultaje z Moloch Letalis, trudno więc narzekać na możliwość poznania tego wydawnictwa.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Piwnica podniosła.


Sporo ciekawych rzeczy zrodziło się w tym roku w piwnicach, dlatego staram się trzymać rękę na pulsie i regularnie monitorować podziemną działalność zwolenników surowizny muzycznej. Efektem takiej a nie innej aktywności jest ogromna ilość przesłuchanych materiałów, z których wiele jest naprawdę dobrych, jeszcze więcej po prostu przeciętnych ale trafiają się też takie, które zostaną ze mną na dłużej. Jednym z nich jest pełnowymiarowy debiut duńskiego Vaabnet, który już na wstępie gorąco polecam.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Pieśń o mym kraju.


Każdy kolejny album Stworz to dla mnie w jakimś stopniu wyzwanie i spora niewiadoma. Zawsze zadaję sobie pytanie, czy tym razem panowie przekroczą tę cienką granicę na której od lat balansują, czy uda im się pozostać poważnym i wiarygodnym w tym co robią i chcą przekazać czy może pójdą za daleko i staną po stronie odpustowego kiczu i niebezpiecznie zbliżą się do tych wszystkich żałosnych folkowych kapelek wyjących o topielicach. Stworz tworzą ludzie ideowi, mający silne przekonanie o słuszności swych prawd a od takiej postawy blisko do zapomnienia i porzucenia rozsądku, trzeba się więc miarkować i pilnować by nadal uchodzić za ludową mądrość a nie wiejskiego głupka. I to się po raz kolejny udało, powiem więcej – olsztynianie wypuścili jeden ze swych najlepszych albumów.