niedziela, 30 grudnia 2018

"Chcę żywić Piekło" - rozmowa z Hekte Zaren, wokalistką Adaestuo.


Najnowszy, wydany w grudniu album Adaestuo, poruszył mnie mocno. Pisałem o nim, że to bardziej rytuał niż muzyka sensu stricto. Za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada wokalistka zespołu, Hekte Zaren. Jej niesamowity głos oraz wokalne szaleństwa potrafią przyprawić o gęsią skórkę. Postanowiłem więc dowiedzieć się czegoś więcej o niej samej, zespole i ich ostatnim dziele. Przed Wami zapis tej próby.


Hekte Zaren


PP: Dzień dobry Hekte! Jesteśmy krótko po premierze pełnowymiarowego debiutu Adaestuo - „Krew Za Krew”. Muzyka nagrana, płyta wydana, emocje trochę opadły. Czy z perspektywy czasu zmieniłabyś cokolwiek na tym krążku, czy nie zaprząta Ci to głowy, bo to zamknięty rozdział i teraz liczą się tylko następne? 

HZ: Cześć. Z perspektywy wokalistki zawsze po nagraniu wiem, co mogłabym zrobić lepiej, ale jeśli reszta zespołu nie zgadza się bym ulepszała coś w nieskończoność (nigdy nie jestem w 100% zadowolona z własnych partii), to zostawiam i nie myślę o tym więcej - raczej skupiam się na tym, co i jak zrobiłabym następnym razem. Biorąc pod uwagę, że od dawna mamy materiał na kolejne pełniaki i dalej nagrywamy - raczej śpię spokojnie. 

„Krew Za Krew” to w moim odczuciu album doskonały, ale Ty na pewno poznałaś więcej opinii. Jak jest odbierany, biorąc pod uwagę, że to płyta dość specyficzna, wyjątkowa, momentami bardziej rytuał niż czysta muzyka? 

Album jest właściwie odbierany: można go albo lubić i do niego wracać, albo wręcz odwrotnie i nie ma tu wiele po środku, czyli zgodnie z moją wizją. Album nie jest łatwy do odbioru, nie powstawał też ani w łatwych, ani w typowych warunkach. Nie chcę by był lubiany przez wszystkich. Wiadomości jakie ja otrzymuję zawierają jak do tej pory tylko dobre opinie, ale może to dlatego, że ludzie nie mają w zwyczaju pisać do zespołu tylko po to, by zamanifestować swoją niechęć do jakiejś płyty (śmiech). 

Partie wokalne zawarte na płycie to absolutny majstersztyk. Jak to jest z tym Twoim śpiewaniem – to rzecz naturalna czy wyszkolona i wyuczona? Czy na aranżacje partii wokalnych ma jakikolwiek wpływ muzyka czy po prostu śpiewasz tak jak czujesz, nie bacząc na to co grają panowie, bo chcesz jak najlepiej oddać własne emocje i teksty? 

Do majstersztyku trochę im brakuje, ale dzięki ;) 
Uczyłam się od natury. Poważnie. Wychowywana byłam przez babcię [wróżbitkę, praktykującą stare odmiany tzw. magii, ziołolecznictwo itp] spędzając większość czasu na łąkach, w lasach. Jako dziecko rozmawiałam z naturą, śpiewałam jej. Taka wymiana energetyczna, której wtedy nawet nie byłam świadoma. Potem na początku lat dziewięćdziesiątych, zainspirowana tematem przekładania dźwięków na kolory, kształtów na dźwięki, zaginaniem czasoprzestrzeni, ukierunkowanym podróżowaniem poza stany świadomości [rytuały kończone transem/utratą świadomości] itp. - wpadłam na pomysł by uczyć się od żywiołów. Tą samą linijkę możesz zaśpiewać "wodą","powietrzem","ogniem","ziemią". Dźwięk się unosi, opada, wije się, tnie, rani, lub koi, usypia, by zdominować własnym żywiołem i zostawić w ciszy... zapłonąć, w popiół zamienić... takie tam. Oczywiście ze względu na astmę, muszę zwracać uwagę na to, jak oddycham itp., ale to by było wszystko. I tak zapominam. Nie mam problemu by stać się jednym sonicznym organizmem z resztą zespołu. Mamy te same cele i inspirujemy, motywujemy się nawzajem. Uwielbiam ich twórczość. Jeśli mogę aranżować partie wokalne do ich muzyki, robię to z przyjemnością. Nie muszę się jednak dopasowywać, nie muszę o nikim specjalnie myśleć, ale też nie jestem tam jedynie dla siebie - jesteśmy całością w naturalny sposób. To nie jest miejsce na eksponowanie ego - to jest miejsce, gdzie można zmieszać naturalne tendencje i umiejętności w jedną złowieszczą masę , by ją potem ożywić i niech wpełza, gdzie chce. 

Ciągnąc wątek współpracy w zespole. Adaestuo to twór międzynarodowy, jak sobie z tym radzicie? W jaki sposób pracujecie nad muzyką, komponujecie i nagrywacie? Czy za proces tworzenia odpowiada jedna osoba czy cały zespół? 

Wiesz... pewne rzeczy wymagają prawdziwych poświęceń. Wszyscy musimy podróżować. Rezygnować z czegoś na rzecz zespołu. Mamy próby w Finlandii , w Belgii, w Polsce... nagrywaliśmy w lapońskich ostępach, opuszczonych budynkach w Belgii i Polsce, czasem osobno nagrywamy partie i wysyłamy sobie pliki, potem pracujemy nad tym zdalnie. Różnie. Czasem coś powstaje od razu- gdy jesteśmy w salce, gramy coś na rozgrzewkę, "rozgrzewka" trwa i trwa, zaczynam coś śpiewać, coś pisać, milkniemy... bo mamy nowy szkielet. Każdy z nas wkłada w zespół, co może, potem wspólnie weryfikujemy co zostaje, a co ląduje w poczekalni. 
Zdecydowanie jest jakaś nić, która łączy nasze umysły w jeden, w pewnym sensie. Kiedyś nagrywaliśmy i jakoś nie mogłam się odblokować. Zamknęli mnie w pustym ciemnym pokoju z jedną czerwoną świeczką i mikrofonem, sami nagrywali za ścianą [haha] - podziałało. 

Jako wokalistka masz zapewne sporo do powiedzenia w kwestii tekstów. Ale chyba nie jesteś autorką wszystkich, prawda? Jak czujesz się śpiewając słowa kogoś innego? Zawsze stałem na stanowisku, że najszczerzej artykułuje się własne emocje. Masz z tym jakiś kłopot, czy nie jest to żadnym problemem? 

Jak do tej pory wszystkie teksty opublikowanych ścieżek są moje, oprócz "Shadow Pilgrimage", który jest napisany przez Perttu. Na pewno nie śpiewałabym tekstu, który byłby mi znaczeniowo/ideologicznie obcy, więc nie ma problemu. 

Twoje liryki są bardzo osobiste i bazują na Twoich doświadczeniach, wizjach. Czy znajdziemy w nich jakieś uniwersalne wartości czy przesłanie, z którym identyfikować może się szersze grono? Czy w ogóle zależy Ci, by ktokolwiek coś z nich wyciągnął, czy kompletnie nie to jest ich celem? 

Nie. A może i tak, jeśli spojrzysz na to w nieco trudniejszy sposób: ból jest błogosławieństwem, nadaje głębi, wychudza spektrum emocjonalne, wyostrza reakcje. Śmierć jest błogosławieństwem, najwspanialszą z bram, świadomość Śmierci [nie wiedza o istnieniu] sprawia, że widzimy świat inaczej, ta perspektywa nie ma sobie równych. Jest tam cała masa drapieżnych rzeczy, ale i kilka spokojnych. Lubię się tym dzielić, ale jeszcze bardziej lubię nimi infekować. 

Jesteście wg mnie jednym z najbardziej szczerych zespołów, tworzących swoją sztukę bez kalkulacji i naturalnie, przy okazji nie bardzo dbając o promocję czy rozgłos. To oczywiście postawa godna szacunku, ale czy czasami nie masz poczucia, że fajnie byłoby gdyby szersze grono ludzi przekonało się do Waszej twórczości? 

Nie. Ja jestem z tych, co czują satysfakcję widząc, jak ludzie tracą poczucie komfortu w zderzeniu [w tym przypadku] z naszym światem. Nie zależy mi na szerszym gronie słuchaczy - niech Diabeł sam bierze, co jego ;) 
Sława żywi ego. Ja chcę żywić Piekło. 

Czym dla Ciebie, jako osoby tworzącej, zaangażowanej w muzykę, jest black metal jako taki? Czy to coś więcej, coś co wyznacza ścieżkę życiową czy tylko dodatek? 

Black Metal [od strony muzycznej] jest jak tunel prowadzący prosto do Piekieł. Inny Black Metal nie istnieje. Reszta to zespoły inspirowane Black Metalem, ale nie Black Metal. Internetowe łatki to iluzja, którą się karmią ofiary, nie sprzymierzeńcy. Dla mnie Black Metal to sposób w jaki żyjesz, w jaki dokonujesz wyborów, jak weryfikują się Twoje priorytety. To ekstremalna podróż. To zdecydowanie nie tylko muzyka. Najcięższa ze wszystkich ścieżek, jakie znam. Łatwo się złamać, kiedy Twoje życie, czyjeś życie jest zagrożone mniej [lub bardziej]. Łatwo zmienić wcześniejszy priorytet na wygodniejszy, gdy widać przepaść na końcu drogi. Byleby nie musieć skakać, nie musieć spojrzeć w Nią. Łatwo odpuścić i po latach powiedzieć "wiesz, ja też byłem black metalowcem...". Nie, to tak nie działa. Lepiej nie mieć łatki, niż mieć fałszywą. 

Idąc tym tropem – jak zapatrujesz się na dość niepokojący trend „cywilizowania” tego gatunku? Trend, w którym ładnie ostrzyżeni chłopcy zastępują wymalowanych oprychów z pochodniami a na okładkach nie ma już przysłowiowych „kozłów gwałcących zakonnice” tylko silące się na artyzm obrazy? No i teksty, w których więcej usilnego słowotwórstwa niż pierwotnego bluźnierstwa? 

Albo coś jest Black Metalem, albo nie jest. Jestem zdecydowanie przeciwko ugłaskiwaniu ideologii/muzyki po to, by tylko udowodnić, że "nie taki Diabeł straszny." To tylko dowód na to, że się Diabła nie zna. Uważam, że takie zespoły "prawie-black-metalowe" myślące, że są Black Metalowe, spełniają całkiem użyteczną społecznie rolę "spychania" tych prawdziwych gatunkowo zespołów z powrotem w coraz bardziej tętniące podziemie. 

Metal to nie tylko płyty, to także koncerty. Czy w najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć Adaestuo na żywo? 

Tak, są plany. Najbliższy będzie w Brukseli (6-9 marca 2019, obok takich nazw jak Mgła, Urfaust, Possession i kilkunastu innych – przyp. red.). 

Dziękuję Hekte za poświęcony czas. Ostatnie słowa należą do Ciebie. 



9 komentarzy:

  1. Kiedyś już z tą dziewczyną czytałem wywiad i zarówno wówczas jak i dzisiaj odniosłem wrażenie że bardziej jej zależy na zrobieniu dobrego wrażenia na czytelniku, niż powiedzenia co właściwie jej po głowie chodzi. Takie wywiady sprawdzały się na początku lat 90, dzisiaj mogą imponować tylko nastolatkom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tyle, na ile ja znam, wiem, że wrażenie jakie robi na czytelniku ma głęboko. To, że ktos ma takie a nie inne podejście, różniące sie od np Twojego, nie znaczy, że chce imponować nastolatkom. Nie wszystko musimy rozumieć, ale nie musimy od razu zakładać, że coś tu jest pod publiczkę. Prawda jest taka, że takie podejście, jakie ona prezentuje, nie jest dziś popularne, bo właśnie od razu zaczyna się ględzenie, że to poza dla dzieciaków, nie sądzę więc by chciała celowo stosować taką retorykę. Tak czuje, tak uważa i dlatego kiedyś tak mówiła i teraz tak mówi. Ja ją doskonale rozumiem, bo sam mam podobne poglądy.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba lepszego dowodu, na to że im bardziej ktoś gada o nie karmieniu swojego ego, tym bardziej właśnie na swoim ego się skupia, niż ten komentarz powyżej, próżno będzie szukać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Usunęłam komentarze, gdyż znalazłam to, czego potrzebujesz najbardziej. Proszę, o to numer 75 735 42 92. Tam możesz skutecznie leczyć swoje hemoroidy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Inspirujący wywiad, ciekawie się czyta rozmowy z twórcami głęboko zagrzebanymi w klimacie. Kiedyś myślałem, że jestem blackmetalowcem, bo słucham black metalu. Z czasem stwierdziłem, że nie chcę się utożsamiać z tą grupą, bo większości (z mojego doświadczenia) są to osoby aroganckie i strasznie zadufane w sobie, ot takie dupki.
    "Łatwo zmienić wcześniejszy priorytet na wygodniejszy, gdy widać przepaść na końcu drogi" - wydaje się logiczne, że rozumny człowiek w trosce o swoje dobro unika zagrożeń, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o zakup chleba w niebezpiecznej dzielnicy-można wybrać inną.Jednak jeśli np. uważasz się za poganina ale społeczeństwo tego nie akceptuje i sprawia Ci problemy pod tym kątem,więc Ty np. wtedy nagle stajesz się katolikiem by było łatwiej-to absolutnie nie.Mówię o życiowych wyborach, nie wyborze płyty do słuchania.Może jestem szalona, ale wolę sczeznąć i nie zdradzać siebie, niż klęknąć dla błahych korzyści.Wszyscy umrzemy.Można wszystko stracić,ale stracić siebie i swoje "ideały" w imię wygody-to zdrada.Kompromisy kompromisami, ale są granice...a ta przepaść na końcu drogi czasem staje się najwspanialszą drogą, jaką się obrało.Nie wszystko, co trudne, jest niemożliwe.Skąd wiesz,czy Twoje "dobro" zawsze jest tam, gdzie jest bezpiecznie?Czasem trzeba przekraczać granice, by zmienić perspektywę i poznać, nawet tą przepaść.To moje zdanie, oczywiście.Ktoś się zgodzi, ktoś się nie zgodzi.Jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. new Hekte Zaren tape out soon

    https://www.clovenhoof.org/single-post/out-at-BX-hell-Hekte-Zaren-Cornigr

    OdpowiedzUsuń