czwartek, 29 grudnia 2016

Księżyc krzyczy, czyli podsumowanie 2016 roku.


Uff, cóż to był za rok! Takiego bogactwa świetnych materiałów nie pamiętam dawno. Jasne, każdego roku ukazuje się ich dużo, ale ten rok brylował pod względem jakości. Szczególnie na krajowej scenie, która jest w tej chwili niesamowicie mocna. Oczywiście i za naszymi granicami nie próżnowali co w efekcie dało dwanaście pełnych ogromnych emocji miesięcy. Wspaniałe debiuty, udane powroty i sporo zaskoczeń. Długo zastanawiałem się jak ma finalnie wyglądać lista najlepszych, moim zdaniem, wydawnictw 2016 roku. Koniec końców postanowiłem umieścić na niej dwadzieścia wydawnictw, dziesięć polskich i dziesięć zagranicznych. Wydawnictw, bo znajdziecie tu nie tylko pełnowymiarowe albumy ale także EPki. Ten rok pokazał dobitnie, że dwudziestominutowy materiał może bez kompleksów konkurować z godzinną płytą. Zamieściłem tylko i wyłącznie materiały, które udało mi się dobrze poznać i posiadam je na CD. Są to też, siłą rzeczy, wydawnictwa o których pisałem. Każda pozycja to link do tekstu, więc jeśli chcecie sobie odświeżyć moje spojrzenie na te płyty, nic prostszego. Miejcie też pełną świadomość, że lista jest jak najbardziej subiektywna :) Łatwo nie było :)

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Haka death metalu, czyli Ulcerate.


Mam przyjaciela, który postanowił sobie, że kiedyś zamieszka w Nowej Zelandii. Dawniej było to tylko odległe marzenie, teraz ma już nawet dalekosiężny plan mający pomóc w jego realizacji. To piękny kraj – wiem, choć nie byłem. Wystarczyło oglądać Władcę Pierścieni by się przekonać. Do tego dobrze grają tam w rugby a to przecież wspaniały sport. Przed meczem można obejrzeć niesamowitą hakę. Teoretycznie same plusy, więc się przyjacielowi nie dziwię. Jeśli kiedykolwiek dopnie swego, poproszę go by w moim imieniu przybił piątkę z panami z Ulcerate. Należy im się. 

Nowa Zelandia nie kojarzy się mocno z metalem. Ba, ani trochę się tak nie kojarzy. A jednak, jest tam kilka dobrych zespołów. Najlepszym wg mnie jest Ulcerate, przedstawiciele death metalu. Jakiś czas temu wydali piąty studyjny album - „Shrines of Paralysis”. I jest to cios.

czwartek, 22 grudnia 2016

Kolejny spacer fińskim lasem.


Znowu jestem w Finlandii. Znowu wybieram się na długi spacer. Gdy byłem tu ostatni raz, w październiku, była piękna, przyjazna jesień i ścieżka mej wędrówki wiodła przez tereny dobrze znane i przyjazne. Dziś jest grudzień. Jest ponuro i mroźno, ale śnieg jeszcze nie pokrył obficie ziemi. W lesie zaległa mgła i nie do końca znam drogę, która przede mną. Pod skórą czuję, że gdzieś tu, w tych lasach czai się zło. Nie wiem co to, nie wiem kto to, ale odczuwam niepokój, momentami strach. Mgła otacza mnie szczelnie, czasami się potykam. Jest mokro i wilgoć wdziera się pod ubranie. Ale idę, bo każda wizyta w Kraju Tysiąca Jezior, musi zakończyć się spacerem. Mija kilkanaście minut i zaczynam czuć się pewniej. Jakbym poznawał okolicę, jakby mgła była rzadsza. Widzę przed sobą przyjazną ścieżkę i przestaję odczuwać ten irracjonalny strach. Uśmiecham się i do końca spaceru czuję się jak w październiku. Ależ ta Finlandia jest piękna!

środa, 21 grudnia 2016

W poszukiwaniu galaktyk i doskonałego death metalu.


Roboty, planety i statki międzygwiezdne. N-maszyny, dyktatorzy i genetyczne eksperymenty. Neutrony, maszyny i gwiazdy. Człowiek, władza i strach. Posiadanie i centralne sterowanie. Konflikty i dyktatorzy. Nimfy, komputery i pranie mózgu. Cyberpułapki, stwórcy i Neony. Planety, Ziemia i nekrosfera. Astronauci, Nebule, androidy i ElektroDragon. Architekci Wszechświata i Lem. 

Stanisław Lem i death metal. Mission impossible? Nie, to „Mission One”.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Sto.


Strzeliła setka. Były prezydent robi ją w sekundę, Usain Bolt w dziewięć, mi zajęło to w przybliżeniu dziewięć miesięcy (pierwszy wpis pochodzi z 12 marca).Sprinterem nie jestem, prezydentem raczej nie zostanę, mam natomiast zamiar pisać nadal. Lubię to i kropka. Kiedy w lipcu świętowałem pięćdziesiąty tekst, pisałem, że blog sprawia mi masę frajdy, że zmienił moje życie. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. Żyję tym blogowym rytmem od marca i poruszam się w nim już całkiem nieźle. Inną sprawą jest obfitość wydawnicza tego roku, szczególnie na krajowej scenie. To ona nie pozwala robić dłuższych przerw, bo co chwilę wychodzi świetny album. Niesamowicie cieszy mnie tak duża aktywność i idąca z nią w parze jakość na krajowym podwórku. Dobrze obrazuje to sytuacja wśród tagów.

piątek, 16 grudnia 2016

Wędrówka w świetle księżyca.


Grudniowa noc. Mroźna i kłująca. Za oknem piękny, jasny księżyc wędruje po rozgwieżdżonym niebie. Rozświetla mrok jakby chciał się od niego uwolnić, choć jest jego nieodrodną częścią. Wskazuje drogę. A ja słucham najnowszej płyty Arkony i wiem już, że to kolejna tegoroczna muzyczna wędrówka, której szlak przemierzę nie raz. 

środa, 14 grudnia 2016

Wrota black metalu szeroko otwarte.


Wrota już nie zamknięte. Wrota black metalu już dawno zostały otwarte i wpuszczają do hermetycznego niegdyś gatunku, coraz więcej obcych mu wpływów. Kolejne zespoły eksperymentują, wymyślają, kręcą i udziwniają. Został nawet ukuty termin „post black metal”, którego swoją drogą nie znoszę. Jedni potrafią to robić, inni mniej a jeszcze innych zaprowadziło to do granic absurdu i ośmieszenia. Do tej pierwszej kategorii zdecydowanie zalicza się duet z Mińska Mazowieckiego, Misanthropic Rage.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wieczorne medytacje na suchym oceanie.


„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, 
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, 
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, 
Omijam koralowe ostrowy burzanu. 
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu; 
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi; 
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.” *

piątek, 9 grudnia 2016

Porzućcie wszelką nadzieję...


Nie jest to płyta pierwszego kontaktu. Gdy po czterdziestu minutach wybrzmiał ostatni dźwięk i nastała cisza, zastanawiałem się czy posłuchać czegoś innego (kilka nowości czeka) czy może obejrzeć magazyn informacyjny. Szczerze mówiąc to byłem gotów nawet na dwa pod rząd (w telewizji prywatnej i publicznej) byle tylko nie wracać do tej płyty. Ostatecznie jednak coś mnie podkusiło i raz jeszcze nacisnąłem play. 

środa, 7 grudnia 2016

1914, czyli błoto, okopy, maski gazowe i metal.


Wczoraj byłem na wojnie. W brudnym hełmie i wytartym, starym płaszczu siedziałem w zatęchłym okopie, nie myśląc o niczym. Dookoła tylko beznadzieja i nawet ten podły papieros co chwilę gasł. Byłem pod Verdun, gdzie toczyliśmy najbardziej krwawe boje w historii mego kraju o dwa kilometry kwadratowe. Wypad, odwrót, wypad, odwrót i tak w kółko, miesiącami, latami. Ta ziemia już nigdy nie będzie czyjaś, jej już tak naprawdę nie ma, więc po co o nią walczyć? Kuliłem się w okopie licząc, że moja maska gazowa ocali przed śmiercionośnymi oparami, które nadleciały z niemieckiej strony. Ci, którzy nie zdążyli jej założyć, lub po prostu nie mieli, konali obok w konwulsjach. Byłem Australijczykiem rzuconym na drugi koniec Świata, by zdobywał nieznane mu ziemie, o których nigdy nie słyszał. Półwysep Gallipoli stał się moim grobem. Byłem jednym z tych, którzy w wigilię 1914 roku, odłożyli na chwilę broń i wznieśli się na wyżyny człowieczeństwa w tym nieludzkim otoczeniu. Skonałem w Karpatach, będąc żołnierzem Austro-Węgier w walce z Rosjanami. Broniłem swej rodzinnej ziemi, choć w obcym mundurze. Jutro znowu wskoczę do okopu, chwycę wysłużony karabin i będę się modlił o kolejny dzień. Choć może lepiej o szybką śmierć?

wtorek, 6 grudnia 2016

Powrót w wielkim stylu.


Lata dziewięćdziesiąte. Jesteś gówniarzem, który łyka każdą kasetę z pentagramem i odwróconym krzyżem. Wśród nich są trzy albumy Christ Agony. Trzy wspaniałe albumy. Takie, które powinny ten zespól wywindować na poziom światowy. Ale to się nie stało. Z jakiegoś powodu a pewnie nawet kilku Christ Agony Świata nie zawojował. 

piątek, 2 grudnia 2016

Metalowy cios aż do kości.


Kiedy wydajesz płytę o jasno brzmiącym tytule „Metal to the Bone”, nie możesz oczekiwać, że ci którzy ją kupią zrobią to, bo będę liczyć na piosenki o miłości, rzewne melodie i frazesy „życie jest piękne”. Nie spodziewasz się, że para zakochanych będzie jej słuchała podczas romantycznej kolacji bo teksty mówią o uczuciu aż po grób. Wiesz dobrze, że nie kupi jej nastolatka siusiająca w majtki na widok zniewieściałego idola bo pomyliły jej się tytuły.