czwartek, 21 stycznia 2021

Throneum 2016 – 2018.

 

Old Temple lubi wznawiać. I bardzo dobrze, bo często są to pozycje klasyczne czy wręcz kultowe, którym warto przywrócić dawny blask. Dziś słów kilka o dwóch wznowieniach. Pozycje te nie są co prawda klasykami, dobrze jednak, że gliwicka wytwórnia pokusiła się o ich ponowne wydanie, bo bez wątpienia nie powinny te krążki przepaść w odmętach czasu. Przenosimy się więc do lat 2016 – 2018 i przyglądamy bliżej temu, co wtedy rodziło się pod nazwą Throneum. 



wtorek, 19 stycznia 2021

Mężczyzna i kobieta.

 

W listopadzie 2020 roku, Werewolf Promotion zafundował nam split dwóch jednoosobowych projektów, zatytułowany „Void of Primitive Howls”. Projekty te to Zawrat i Fleam. O ile ten pierwszy znam, drugi jest dla mnie nowością a z pewnych względów, okazuje się być bardzo ciekawy. Tytuł samego wydawnictwa wiele mówi. Jest to pozycja przede wszystkim dla zatwardziałych miłośników podziemia, bo progresywnych czarów tu nie znajdziecie.

niedziela, 17 stycznia 2021

Ponure miasto.

 

Debiutanckie demo Odium Humani Generis („Zmora”), wydane w 2018 roku, kompletnie mnie nie ruszyło. Powiem więcej, po prostu nie podobało mi się, nie znalazłem tam nic, co mogłoby mnie choć napawać nadzieją, że w przyszłości panowie nagrają coś ciekawego. A jednak, nagrali. Minęły dwa lata i debiutancki pełniak to już zupełnie inna bajka. Dobra, nie powiem, że to jakiś genialny krążek, ale bez wątpienia zespół zrobił niesamowity postęp. „Przeddzień” to materiał, którego słucham z przyjemnością, który mi się po prostu podoba, choć nie jest pozbawiony wad.

wtorek, 12 stycznia 2021

Trzy razy tak.

 

Finlandia nie daje o sobie zapomnieć. Ten kraj to prawdziwy fenomen, bo nie dość, że co wioska to co najmniej dwa zespoły black metalowe, to jeszcze większość z nich prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Czekam akurat na książkę poświęconą historii fińskiego black metalu, może ona wyjaśni mi to nadzwyczajne zjawisko. Czekając, można słuchać a ja właśnie słucham nowej epki Sielunvihollinen. „Veren äänet” ukazała się co prawda w maju poprzedniego roku, mam więc lekkie opóźnienie, ale co tam – takie detale nie mają znaczenia, gdy obcujemy z dobrą muzyką.

niedziela, 10 stycznia 2021

Wojna trwa.

 

Totenwache to bardzo ciekawy zespół. Biorąc pod uwagę jakość ich muzyki, fakt, iż wciąż wydają sami siebie, zaskakuje mocno. Właśnie wypuścili epkę „Kriegswesen”, oczywiście własnymi siłami, co po tak dobrym albumie, jakim był „Der Schwarze Hort” (o nim tutaj), może szokować. Niejedna wytwórnia chciałaby ich pewnie mieć w swoim portfolio. Najwyraźniej Niemcy tak po prostu chcą i szczerze mówiąc – należy im się za to wielki szacunek. Ideały podziemia stały się ciałem. A najnowszy materiał? Cóż, to po prostu kontynuacja poprzedniego wydawnictwa, czyli jest bardzo dobrze. 


sobota, 9 stycznia 2021

Fińscy królowie, norweskie wilki i magiczny Toruń, czyli podsumowanie 2020 roku.

 

Pod wieloma względami nie był to rok lekki, łatwy i przyjemny, na szczęście mamy muzykę. A ta odporna jest na wszelkiego rodzaju kataklizmy, czego artyści dowiedli, nawet w tak pokręconym roku, jaki dopiero co pożegnaliśmy. Poniżej znajdziecie zestawienie moich ulubionych materiałów (mieszają się na tych listach demówki, albumy i epki), z tradycyjnym rozgraniczeniem na Polskę i Świat. Listę najlepszych dziesięciu wydawnictw zdominowały krążki zagraniczne, nie znaczy to jednak, że i u nas nie ukazało się sporo dobrej muzyki (Mag to zaskoczenie wręcz ogromne). Każda pozycja to link do recenzji, poza trzema, o których jeszcze nie zdążyłem napisać.

środa, 6 stycznia 2021

Zimowe lasy Finlandii.

 

Bardzo śmieszą mnie wszelkie podsumowania roku, czynione w listopadzie, czy nawet grudniu. To trochę tak, jakby w meczu nie liczyć już bramek strzelonych po osiemdziesiątej minucie. A przecież listopad i grudzień potrafią przynieść bardzo dobre albumy. Tak było choćby w dopiero co pożegnanym 2020 roku. Finowie z Ymir i Valravn, Niemcy z Totenwache czy Norwegowie z Varde, dostarczyli naprawdę świetne krążki, przy których należy zatrzymać się na dłużej. Co najmniej dwa z nich znajdą się w moim podsumowaniu roku. Dziś zajmiemy się powrotem Ymir, bo to zespół, który milczał czternaście lat, by wreszcie wypuścić album zatytułowany po prostu „Ymir”. 


poniedziałek, 4 stycznia 2021

Siła melodii.

 

Ukraina ponownie w natarciu, ponownie za sprawą Werewolf Promotion. Jakiś czas temu pisałem o Colotyphus (tu), dziś zajmiemy się Totenrune, nową nazwą na mapie ukraińskiego podziemia. Ptaszki ćwierkają, że zespół tworzą weterani tamtejszej sceny, niestety nie udało mi się znaleźć konkretów w tym temacie. Mogę jednak przyjąć, iż tak jest, bo to co słyszę na „Towards the Universe”, brzmi naprawdę dobrze. Tak czy siak, jest to ich debiut i rozpatrując go w tych kategoriach, należy uznać, że bardzo udany to start. 

niedziela, 3 stycznia 2021

Prima sort.

 

Muzyczna Estonia to dla mnie głównie Loits. Uwielbiam ten zespół i to dzięki niemu zacząłem trochę głębiej eksplorować tamtejszą scenę. Trafiłem wtedy na Sorts, który polecił mi też sam wokalista Loits, Ahto. Wiedział co robi, bo enigmatyczny estoński duet z bardzo ciekawym wizerunkiem (te stroje i maski!), to naprawdę dobra rzecz. Nie wydali co prawda zbyt wiele a to co wydali, nie jest łatwo dostępne, trafiają się jednak w życiu prezenty nawet tym mniej grzecznym chłopcom. Takim bez wątpienia było wydanie przez Werewolf Promotion albumu „Schwarze Estnische Schweinerei”. 

piątek, 1 stycznia 2021

Grecja w Brazylii.

 

Nie jestem fanem koncertówek. Krótko mówiąc – uważam, że na koncerty się chodzi a nie słucha ich w domu. Oczywiście, bywają naprawdę dobre, których lubię czasami posłuchać, szczególnie gdy potrafią odtworzyć emocje, których sam na koncertach doznałem. Tak jednak dzieje się w przypadku albumów koncertowych zespołów, na których gigach byłem. Greckiego Varathron nigdy na żywo nie widziałem, pomimo tego postanowiłem nabyć „Glorification Under The Latin Moon”. Bo Varathron uwielbiam. Nie żałuję.