niedziela, 16 lutego 2020

Ciężko.


„Aspects of Oblation” to split zespołów, które do mej codzienności muzycznej nie należą, jednak lubię i szanuję to, co do tej pory stworzyły. Dziś nie będzie black metalu, jeno death/doom w wykonaniu Druj i Loathfinder, choć szczerze mówiąc ci drudzy nie do końca mieszczą się w tej szufladzie. Oba zespoły gościły już na tej stronie, bo mają za sobą po jednym wydawnictwie dla Godz Ov War Productions i jeśli ktoś przegapił tamte materiały (pisałem o nich tu i tu), to już na wstępie polecam poznanie ich – są dobrą podbudową pod ten split.

czwartek, 13 lutego 2020

Oś świata.


Moja znajomość z Mavorim zaczęła się w 2018 roku, gdy zaintrygowany okładką, sięgnąłem po split zatytułowany „Verbrannte Erde”. Drugim bohaterem tego wydawnictwa było Totenwache i choć nie porwało mnie ono jakoś specjalnie, to pozwoliło obie nazwy zapamiętać. Jak wiemy, Totenwache w 2019 roku uraczyło nas doskonałym „Der schwarze Hort”, natomiast Mavorim – choć to projekt jednoosobowy – był jeszcze aktywniejszy. Grudzień 2018 roku przyniósł pełnowymiarowy debiut - „Silent Leges Inter Arma” - materiał dobry, momentami wręcz bardzo dobry, ale to jeszcze nie była pełnia szczęścia. Przyniósł ją dopiero początek tego roku, za sprawą „Axis Mundi”, który pokazał ogromne możliwości niemieckiego projektu. Drugi pełnowymiarowy album opętał mnie i nie potrafię się od niego uwolnić. Dobrze, że w 2018 roku trafiłem na ten split. Fortuna czuwała. Jestem jej wdzięczny za poznanie obu tych doskonałych tworów.

wtorek, 11 lutego 2020

Kolejne oblicze.


Jakiś czas temu pisałem o Donarhall, niemieckim jednoosobowym projekcie, wykonującym instrumentalny black metal. Dziś przed nami Necrochaos, niemiecki death metal, również będący projektem jednoosobowym. Oba łączy oczywiście osoba twórcy, człowieka, który zgłębił już chyba większość gatunków ciężkiego grania. Nie było mi dane poznać wszystkich jego muzycznych wcieleń, ale te, które słyszałem, nigdy poniżej solidnego poziomu nie zeszły. Jak wygląda to w przypadku debiutu Necrochaos? Całkiem dobrze, choć mogłoby być lepiej.

niedziela, 9 lutego 2020

Hamburgery w Wilnie.


Oprawa graficzna tej płyty to dramat i pewnie gdyby Marcin z Mythrone Promotion, nie napisał do mnie w sprawie recenzji, ominąłbym ją szerokim łukiem. Okładka aż krzyczy: „jesteśmy czwartoligowym zespołem death metalowym z kraju X, o którym nigdy nie słyszeliście, brzmimy jak z generatora a nasze płyty ubarwiają grafiki upośledzonego kolegi, któremu chcemy pomóc”. No tylko omijać. A byłby to błąd. Bo muzyka litewskiego (słyszałem o takim kraju!) Regressive to kawał konkretnego black’n’rolla, w niczym nie ustępującego tuzom takim jak choćby Midnight. A grafiki? Cóż, jeśli motto zespołu brzmi „stay fuckin regressive”, trudno oczekiwać Matejki.

piątek, 7 lutego 2020

Hamburgery w Cleveland.


Pisanie recenzji takich albumów uważam za kompletny nonsens. Precyzując – takich albumów w szczególności, bo generalnie uważam recenzje, w dzisiejszych czasach, za nikomu do niczego nie potrzebne. Dlaczego piszę o tym akurat przy okazji nowego krążka Midnight? Bo, po pierwsze, wszyscy już ten album słyszeli, a to – i tu po drugie – taki samograj, tak dobry w swojej bajce, że nie trzeba nikomu recenzji, by się o tym przekonać. Wystarczy go odpalić i już pierwszy numer mówi wszystko.

środa, 5 lutego 2020

Zatrzymani w czasie.


Kuba była kiedyś rajem. Warunki klimatyczne i pogodowe czyniły z niej idealny cel wakacyjnych podróży. Bliskość gospodarczego giganta w postaci Stanów Zjednoczonych, zapewniała nieprzerwany dopływ turystów. Rozwijało się hotelarstwo, usługi, handel i wszystko co związane z rozrywką. Potem kilku smutnych panów postanowiło wcielić w życie wspaniałe idee socjalizmu i uszczęśliwić tubylców dobrodziejstwem tej wielkiej myśli gospodarczej. Kuba przestała być rajem, zatrzymała się w czasie. I choć taki obrót spraw nie wprawił jej mieszkańców w szampański nastrój, to takowy proces nie zawsze musi być negatywny.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Nawiązania, odniesienia i chaos.


Nie ukrywam, że moje oczekiwania związane z Wilczycą, były spore. Liczyłem na coś… w zasadzie sam nie wiem na co liczyłem, trudno to określić, bo po prostu w jakimś stopniu liczyłem na wszystko. Że będzie to coś trochę nowatorskiego a trochę nie, że wniesie do polskiej piwnicy ożywczy chłód a z drugiej strony utrzyma najlepsze standardy zatęchłych lochów. Co otrzymałem? Płytę na miarę moich oczekiwań. Trochę tego, trochę tamtego, niestety konkretów najmniej. Z drugiej strony zadając głupie pytanie, nie oczekuj mądrej odpowiedzi. Często o tym zapominam.

niedziela, 2 lutego 2020

Zaćmienie nad Grecją.


Grecki Empire Of The Moon na polu wydawniczym nie należy do przodowników pracy. Trudno wypinać pierś do orderów, gdy wydaje się trzy materiały w ciągu dwudziestu trzech lat. Ale kiedy już coś wydają, można oczekiwać wysokiej jakości. Oraz konsekwencji, w każdym razie w kwestii pełnych albumów (demo to inna epoka, po nim było siedemnaście lat przerwy). Jak przystało na zespół nazywający się Imperium Księżyca, panowie raczą nas jego fazami, bądź po prostu zjawiskami z nim związanymi. Sześć lat temu dostaliśmy pełnię, dziś możemy wsłuchiwać się w „Έκλειψις”, czyli zaćmienie.

piątek, 31 stycznia 2020

Chwała Słońcu!


Nim zagłębimy się w to wydawnictwo, ustalmy sobie jedno. Helios, choć wielu kojarzy się z kinem, był (a może wciąż jest) greckim bogiem Słońca oraz jego uosobieniem (w grece Helios to po prostu Słońce). Sprawa jest poważna, bo gość był jednym z tytanów, każdego dnia przemierzał niebo swym rydwanem, dawał Światu życie i światło. Radość. Trzymał w ryzach czas, wyznaczając dzień. Nie jestem więc pewien, czy zatytułowanie zbioru dźwięków, kojarzących się z ciemną otchłanią, jego imieniem, jest dobrym pomysłem. Takich wątpliwości nie mieli Portugalczycy z Summon, no ale u nich słońca nie brakuje, Helios obdarza ich szczodrze, pewnie więc wiedzą lepiej.

środa, 29 stycznia 2020

Tańce w lesie.


Byłem już praktycznie pewien, że tym razem udało się podsumować rok, bez pominięcia jakichś naprawdę wartościowych pozycji i tym samym powtórzenia sytuacji z roku ubiegłego. Cóż, cwaniaka grałem przed samym sobą do momentu odkrycia projektu, który ciekawy jest z co najmniej kilku powodów. Oczywiście to jego muzyka dałaby mu miejsce w podsumowaniu 2019 roku, ale już sama nazwa zwraca uwagę na tyle, by się zainteresować. No bo kto nazywa black metalowy projekt Wagner Ödegård?