piątek, 13 maja 2022

Obiecujący start.

 

Jak już człowiek zrobi większy krok w głąb fińskiego podziemia, to nie ma odwrotu. Magia, urok i bogactwo tamtejszej sceny wciągają jak ruchome piaski, by nie powiedzieć bagno. Można próbować ucieczki, ale skazana jest na porażkę, a im bardziej człowiek walczy, tym bardziej jest bez szans, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy Internet uczy się naszych upodobań i w pewnym momencie sam zaczyna podsuwać kolejne rzeczy. Tak właśnie było z pierwszym demo zespołu Aarnihauta, na które trafiłem całkowicie przez przypadek, w każdym razie tak myślałem, ale dobrze wiemy, że to kolejny etap spisku i szerszego planu, mającego na celu całkowite uzależnienie mojej osoby od fińskiego grania. Nie żałuję jednak, nie mam pretensji, bo choć nie jest to żaden epokowy materiał, to bez wątpienia należy zaliczyć go do bardzo solidnych.

Nie dziwi mnie to, bo Finlandia dawno już przyzwyczaiła mnie do wysokiej średniej, i mam wrażenie, że procentowy współczynnik ilości do jakości byłby co najmniej tak imponujący, jak posiadanie piłki przez Liverpool w ostatnich derbach z Evertonem. Dygresje futbolowe na bok, wracamy do Finów i black metalu. Aarnihauta to zespół na tyle tajemniczy, że nie wiem od kiedy istnieje, skąd dokładnie pochodzi, wiem tylko, że tworzy go trzech muzyków, a dorobek wydawniczy zamyka się w jednym, trwającym szesnaście minut, demie. Trzy kompozycje utrzymane w stylu klasycznego black metalu drugiej fali, wymieszanego z klasycznym fińskim klimatem i atmosferą. Czy może być lepiej? Dla mnie nie bardzo, choć oczywiście nie oznacza to, że Aarnihauta będzie od teraz moim tworem numer jeden. Do tego jeszcze trochę czasu, bo choć panowie obracają się w moim ulubionym środowisku muzycznym to jednak słychać, że dopiero zaczynają, że jeszcze brakuje trochę tej lekkości kompozytorskiej, którą nabiera się z czasem, że trochę sami są zakładnikami wzorców, które sobie obrali i nie są jeszcze tak swobodni w tym świecie muzycznym. Ale to jest kwestia czasu. Demo – zatytułowane po prostu „Demo” – nie jest jeszcze tak równe, i tak dojrzałe, by można było te szesnaście minut gloryfikować w całości. Zdradza jednak potencjał zespołu, przyszłość może więc być bardzo ciekawa. Aarnihauta brzmi dla mnie jak połączenie najlepszych wzorców norweskich klasyków, z bardzo dobrymi wzorcami fińskich potęg. Nie ma sensu wymieniać nazw, bo byłoby ich za dużo, dość powiedzieć, że Finowie bardzo dobrze odnajdują się w takim połączeniu, serwując nam szeroką gamę aranżacji, na tyle jednak klasyczną, by nikt nie mógł posądzić ich o jakiekolwiek eksperymenty. Zmiany tempa, klasycznie zimne gitary północy, doprawione fińskimi melodiami, wokale żywcem wyjęte z lat dziewięćdziesiątych, momentami wsparte czystym głosem, bądź drugim gardłem. Tylko trzy kompozycje, do tego zamknięte w klasycznym środowisku, wydawałoby się więc, że wiele się tu nie wydarzy, a jednak jest to demo ciekawe, zróżnicowane i dalekie od nudnego czy też jednostajnego. Brzmienie trudno nazwać czystym, ale równie trudno wrzucić je do zatęchłej piwnicy. To materiał zimny, a jak wiadomo mróz sprzyja wyrazistości, słyszymy tu więc wszystko, co słyszeć powinniśmy. Generalnie wszystko się tu zgadza, słychać że Aarnihauta doskonale wie, co chce grać, jak chce to robić, i jak należy to robić. I choć nie jest to nic wybitnego, bo – o czym już wspomniałem – brakuje jeszcze trochę swobody kompozytorskiej i sprawniejszego operowania konwencją, to bez dwóch zdań pierwsze demo zasługuje na uwagę. Moją już ma, tak jak i sam zespół. A każdemu miłośnikowi fińskiego czarnego grania, czy też po prostu dobrego black metalu, polecam ten materiał z czystym sumieniem. Znajdziecie na Bandcampie i youtube. 


Aarnihauta – „Demo”. Wydanie własne (Digital), marzec 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz