piątek, 6 maja 2022

Grzyby, stryczek i Teksas.

 

Woe Bather to kolejny przedstawiciel amerykańskiej fali projektów, spowitych w czerni i bieli, najczęściej jednoosobowych i bardzo incognito, które pojawiają się tam jak grzyby po deszczu. Grzybiarz ze mnie marny, właściwie żaden, ale black metalu trochę w życiu słyszałem, i ten dobry rozpoznać potrafię. Woe Bather się do nich zalicza, i choć dla laika obcowanie z nim nie będzie przyjemnością, to bez wątpienia nie tak niebezpieczne jak dla mnie spożycie zebranych własnoręcznie grzybów.

Okładka może sugerować jakiś depresyjny odłam czarnej sztuki, ale na szczęście tak nie jest. Swoją drogą zdjęcie zdobiące debiut projektu jest niesamowicie urocze i trzeba przyznać, że choć bazuje na bardzo prostym pomyśle, efekt końcowy jest wyśmienity. Właściwie to nie tylko okładka, bo i nazwa projektu, i tytuł tego albumu… wszystko tu krzyczało bym omijał szerokim łukiem, bo bardzo nie lubię tych wszystkich cierpiętniczych, płaczliwych, smęcących depresyjnie tworów. Skusiłem się jednak, bo polecił to człowiek, którego opinię szanuję. I nie zawiodłem się, tak więc dziękuję. Cała depresja, smutek i samotność Jerma – człowieka stojącego za Woe Bather - zawarta jest w tekstach. Można je znaleźć na bandcampie, ale nie jest to lektura porywająca, raczej przytłaczająca. Zostawimy je więc w spokoju, skupimy się na muzyce. W tej materii jest dużo bardziej żwawo, żywo i agresywnie. „May Loneliness Consume You” to album na wskroś black metalowy, zawierający tylko jedną ambientową kompozycję, i – jak na amerykańskie projekty – nie tak dużą dawkę klawiszy. Są one jednak słyszalne i sporo wnoszą, wystarczy choćby wspomnieć ich charakterystyczny marsz z pierwszej kompozycji. Dominuje tu jednak instrumentarium klasycznie metalowe, cieszy też żywa perkusja, która nie jest niczym oczywistym, gdy wszystko obsługuje jeden gość. Brzmienie jest brudne, piwniczne, mocno przesterowane (co słychać szczególnie w wokalach), ale na tyle „ludzkie”, byśmy byli w stanie wszystko zarejestrować. A jest co, bo sporo tu fajnych zagrywek, trochę melodii, ciekawe blachy. Dzieje się sporo. Pojawiają się zwolnienia, dominują jednak tempa szybkie i średnie. Dlatego dobrze ten materiał wchodzi, szybko porywa i nie nudzi. I co najważniejsze – nie ma tu wcale atmosfery klęski, depresji, porażki. Jasne, tempa robią swoje, ale jak wiadomo można grać szybko, a zarazem smutno. W muzyce Woe Bather jest jednak więcej agresji, nienawiści i gniewu, niż żalu i cierpienia. I to jest ostateczny argument, by ocenić debiut projektu bardzo pozytywnie.

I pomyśleć, że to wszystko z Teksasu. Człowiek spodziewałby się rancza, kowboja i może jakiegoś rodeo, ewentualnie panów w białych kapturach (co jak co, z pętlami i sznurami mieli sporo do czynienia). Z drugiej strony, może ta pętla z okładki to właśnie do łapania koni? Chyba jednak trochę za mała. Swoją drogą, ciekawe jakie mają tam grzyby. Pewnie gdybym się wybrał, to i takiej pętli po wieczerzy bym nie potrzebował. No, ale wracając do meritum. Polecam wam szczerze Woe Bather, sam mając nadzieję, że pojawi się ten album na srebrnym krążku. W tej chwili znajdziecie go na Bandcampie, youtube i (podobno) na Spotify. 


Woe Bather – „May Loneliness Consume You”. Wydanie własne (Digital), marzec 2022.




12 komentarzy:

  1. Imputowanie, że jeśli komuś niepodoba się piatoligowy projekcik jakich miliony to jest rzekomo laikiem ma taką samą wartość argumentacyjna jak twierdzenie, ze laikiem jest ktoś komu nie podoba się Nocny Kochanek. Autor strony, który często sypie tego rodzaju mądrościami, musi mieć straszne kompleksy. Obstawiam wzrost poniżej 180 cm i dlatego na tego rodzaju karlow zarówno fizycznych jak i intelektualnych, jako kobieta, patrzę z politowaniem i odraza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Polecam definicję słowa laik, zrozumiesz, czemu go użyłem. 2. Tak, mam poniżej 180 cm wzrostu, nie mam jednak z tego powodu kompleksów. 3. Polecam także definicję karła. 4. Jeśli dla Ciebie to piąta liga, to pech, ale nie mam z tym problemu - polecam jednak najpierw posłuchać, potem oceniać.

      Usuń
  2. No, jeżeli wzrost jest podstawowym wyznacznikiem wartości faceta, to współczuję Pani gustu. Muzycznego zresztą też, skoro Woe wylądował w piątej lidze. Jak kobieta kobiecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A kto powiedział, że jest podstawowym? Niemniej ważnym, a przypomnę, że rozmiarowka chłopięca kończy się na 174 cm, obcowanie zatem z karlikiem mierzącym tyle samo lub w okolicach wzrostu chłopca z gimnazjum jest doprawdy masochizmem. Taki karlik ma takie śmieszne krótkie rączki i tak śmiesznie kołysze się na tych króciutkich kaczych nozkach:-) A Woe to co najwyżej piąta liga, wpływ na scenę żaden, patenty jak u innych tysiąca zespolow, zero indywidualizmu. Marniutki zespolik o którym nikt po tygodniu nie będzie pamiętał. Miłość do jakiegoś gatunku, która to często zasłania się nasz kieszonkowy recenzent, nie oznacza bezrefleksyjnego lykania każdej mizerii. To bowiem nie miłość a zwykły brak gustu i aparatu poznawczego pozwalającego odsiewać ziarno od plew. Podobnym brakiem gustu jest obcowanie z liliputkiem, sugeruje skierować wzrok w stronę prawdziwych mężczyzn, a nie karlikow, które na stołek barowy muszą wchodzić po schodach:-) Sugeruje to jak kobieta kobiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest z tymi schodami i stołkiem barowym, dlatego ja wszędzie noszę ze soba taką składaną drabinkę, bardzo pomaga. Weźmy taką komunikację miejską - autobus niskopodłogowy to pestka, ale jak przyjedzie taki starszego typu? No bez drabinki nie dałbym rady! A co do Woe Bather... jeśli dyskwalifikuje go brak wpływu na scenę, to mam pytanie: ilu zespołów słuchasz? Bo zdajesz sobie sprawę z tego, że takich, co miały jakiś większy wpływ na scenę czy na gatunek, jest tak naprawdę garstka. A Woe Bather to jeden z tych projektów, które bardzo udanie wykorzystują dorobek prekursorów gatunku - i takich zespolów jest większość. Nie ma co więcej tłumaczyć, laikowi trudno będzie to zrozumieć.

      Usuń
  4. Podobnie jak do autora bloga, bardziej przemawiają do mnie klasyczne dla tego gatunku środki wyrazu niż wymęczona, stylistyczna ekwilibrystyka nowomodnych kapel, jakich ostatnio niestety na polskiej choćby scenie coraz więcej. Muzyka nie musi być odkrywcza, powinna za to zwyczajnie sprawiać przyjemność. W kwestii zaś mężczyzn pozwolę zostać sobie przy własnej opinii - za dużo znam ciekawych karzełków. Pani zaś życzę, by ten prawdziwy, wysoki mężczyzna nie pozostawał na Pani utrzymaniu i pozwalał mieć swoje zdanie ;) tacy bowiem niestety trafiają się czasem kobietom szukającym silnego, męskiego ramienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, oczywiście od razu wchodzi proste myślenie, że jak nie łykam piatoligowej mizerii to jestem zwolenniczką post rocka udającego post metal udającego black metal, którego teraz pełno. Piękne sztampowe myslenie:-) Bardzo udanie wykorzystał dorobek prekursorów gatunku choćby niemiecki Katharsis, a nie ta groteskowe piąta liga w postaci Woe. No, ale kto ośmiela się mieć inne zdanie od naszego kieszonkowego znawcy, ten jest laikiem:-)))) Jakże piękna egzemplifikacja zakompleksienia liliputow. Zupełnie jak te małe pieski w parku - one zawsze muszą być najbardziej widoczne i slyszalne, duże pieski zaś po prostu są duże i nie muszą niczego udowadniać i imputowac, że inne są laikami:-) Nasz zacny kieszonkowy recenzent jest taaaaki malutki...:-) A slucham dużej ilości zespolow, ale nie tracę czasu na pośredniej jakości piąta ligę. Tak jak wolę czytać Kafke czy Pynchona niż wypociny pana Mietka, wydane przez podrzędne wydawnictwo limitowane do 20 sztuk. Pani Fidelec zas - mniemam po oburzeniu z jakim tu wparowala, że flama naszego kieszonkowego znawcy - życzliwie sugeruje nie zakłamywać rzeczywistości. To karzełki właśnie nie pozwalają mieć odmiennego zdania, to karzełki najgłośniej zawsze szczekaja, są jak te małe pieski com je tutaj już opisała. Najwięksi tyrani w historii ludzkości to właśnie tacy z metra cięci karakani nie mający nawet 180 cm, rozkosznie drobiacy tymi swoimi krótkimi nozkami:-). No ale ciągnie swój do swego, tak działa swiat nasz przepiękny. Być może pani zostają jedynie krasnale, mój przeszło 190 cm wybranek chętnie rozwiałby wątpliwości, z tym że on ma na tyle klasy że nie musi niczego udowadniać, a tym bardziej określać laikiem każdego kto ma inne zdanie:-) Na tym kończę życzę tam wam szczęścia w tej waszej Szuflandii:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz polecam definicję słowa laik. Masz z nią problem najwyraźniej, a powinnaś ją poznać, bo Twoje wcześniejsze teorie wskazują na to, że jesteś laikiem. Masz też najwyraźniej problem ze wzrostem i piątą ligą, ale to już są kompleksy z którymi uporać się musisz sama.

      Usuń
    2. Oraz: najgłośniej szczekasz tu Ty, robisz dokładnie wszystko to, co zarzucasz innym.

      Usuń
  6. Ależ ja doskonale znam definicje słowa laik. I nadal twoje go używanie w takim kontekście świadczy żeś pełen kompleksów. Stosujesz ograny chwyt "tu quoque", ale na mnie to nie działa drogi egzaltowany panie kochający black metal. A problem ze wzrostem to masz niestety ty, mniej niz 180 cm to wszak wzrost równie imponujacy jak twórczość Woe:-) Podkreślam to li tylko dlatego żeś podręcznikowym przykładem, pełnym kompleksów, atawistycznie zaleknionyn i niepewnym własnych opini, gotowym deprecjonowac odmienne zdanie tylko dlatego żeś mikry - w kilku że tak powiem, wymiarach. Wpadłam na te stronę zachęcona pojawiającymi się w kilku miejscach mocnymi cytatami twoich pociesznych wypowiedzi. Sława w pelni zasluzona, masz iście porażająca zdolność tworzenia, że tak powiem, memicznych twierdzen:-) Dodać do tego ludyczny gust, egotyzm właściwy kieszonkowym pieskom, niezbyt lotne, wyzute z własnego stylu pióro przypominające bardziej wypracowanie absolwenta technikum mięsnego niźli publicystykę wysokich lotów, i mamy przepis na spiętego internetowego "znawce" nieudolnie piętnującego "laikow". I kiedy podejmujesz te groteskowe próby wybronienia tej mizerii, a panieneczka Fidelec z internetowego okieneczka uśmiecha się pod wąsem przeżywając dysonans poznawczy, przychodzą mi tylko na myśl słowa Gogola - "Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się smiejecie". Rzyjcie zatem, śmiech abderyty jest bowiem mi miły, jest jak muzyka dla mego serca, i to o wiele lepsza niż piąta liga, której tutaj nadajesz znaczen iście eschatologicznych:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Flama to już określenie obraźliwe, a nikt tu Pani nie obraził. Czyli klasyczna agresja w momencie, gdy brakuje argumentów. Jeżeli skrzywdził Panią niski mężczyzna, na co wskazywałby ton Pani wypowiedzi, proponuję terapię, na pewno będzie skuteczniejsza niż wylewanie frustracji w Internecie. Mój mąż (a nie jest nim autor bloga) ma również grubo ponad 190 cm, co jednak nie sprawia, że patrzę z pogardą na niższych ludzi. Wówczas musiałabym spojrzeć tak zapewne i na Panią z wysokości moich prawie 180 cm ;) życzę więcej spokoju ducha i samych przełomowych odkryć muzycznych, z daleka od 5 ligi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd, żaden karzełek mnie nie skrzywdził, wyrażam po prostu swoją opinię. Nie dla laików, tak tylko dodam. Krytyka nie oznacza ukrytej krzywdy, cóż za groteskowa supozycja! Idąc tym tropem skoro krytykuje Woe, to znaczy że ktoś z Woe mnie skrzywdzil:-) Wielce osobliwe " rozumowanie" droga pani :-) Argumentów przedstawiłam bez liku, posługując się nawet prostymi analogiami literackimi, jako response zaś otrzymałam zero don komentarza, miast tego częstowano mnie po wielokroc niskiej jakości sofizmatami i imputowano wyssane z palca semantyczne braki. Gwoli ścisłości droga pani, sama mam 177 cm wzrostu, jedynym zatem osobnikiem na którego możemy spojrzeć z góry jest kieszonkowy autor tej strony. Takoż pozdrawiam, zmykam tymczasem na lekcje gry na puzonie.

      Usuń