środa, 4 maja 2022

Coś nowego, coś dobrego.

 

„Plenilunar Requiems” to świeży split zza oceanu. Lubię takie wydawnictwa, bo z jednej strony dostaję nowe kompozycje projektu, który znam i lubię, z drugiej – poznaję coś, czego wcześniej nie znałem, i okazuje się to co najmniej tak dobre, jak to co znam i lubię. „A win - win situation”, jak powiedzieliby Amerykanie. Wystarczy jednak, że przemawia ich muzyka. Projektem znanym i lubianym przeze mnie, jest na „Plenilunar Requiems” Lamp of Murmuur. Ten, którego nie znałem, a już polubiłem, to Ebony Pendant.

Ten drugi pochodzi z Seattle, w którym jak widać, można grać nie tylko grunge. Zresztą, nie wiem nawet czy jeszcze ktokolwiek grunge gra, ale kiedyś miasto to było jego stolicą. Lamp of Murmuur to Los Angeles, mamy więc do czynienia ze splitem z zachodniego wybrzeża Stanów. Nie ma to większego znaczenia, ale lubię, gdy wszystko jest jasno zaznaczone na mapie. Bo lubię mapy. Lubię też black metal, przechodzimy zatem do muzyki. Pierwsze trzy kompozycje na „Plenilunar Requiems” należą do Ebony Pendant, ale chcę zacząć od Lamp of Murmuur. Bo go znam i lubię, bo po raz kolejny mnie zaskoczył. Od jakiegoś czasu projekt ten nie wypuścił dwóch podobnych do siebie materiałów, choć w początkach swej działalności był raczej monotematyczny. Nie było w tym nic złego, ale jednak dużo bardziej podoba mi się życie z Lampą nieprzewidywalną. Pisałem zresztą o tym kończąc recenzję poprzednich materiałów (tu). Lubię być zaskakiwany, szczególnie, że M. (człowiek stojący za LoM) potrafi zaskakiwać bardzo pozytywnie. Tym razem nie flirtuje z gotykiem, serwuje nam za to trzy kompozycje black metalu wzmocnionego. Niby wszystko jest jak wcześniej, ale jednak nie do końca. Już od pierwszych sekund w uszy rzuca się brzmienie – dużo mocniejsze, potężniejsze, jakby cięższe. To oczywiście nadal black metal i nic tu poza niego nie wychodzi, daleko jednak do wampirycznych i cmentarnych brzmień z wielu wcześniejszych wydawnictw. Jest też bardziej dziko, agresywnie, jest to pod tym względem – w jakimś stopniu – kontynuacja epki „Punishment and Devotion”. Potwierdza to także śladowa ilość klawiszy. Tam nie było ich wcale, co potraktowałem wtedy jako eksperyment, jednorazowy strzał, może jednak okazać się, że ten stan potrwa dłużej. Dzięki temu muzyka Lamp of Murmuur brzmi dużo bardziej pierwotnie, dużo bardziej agresywnie, ale nadal jest to rzecz bardzo ciekawa. Kompozycje są szybkie, świetnie skonstruowane, dzięki czemu momentalnie chwytają za serce. Wyjątkiem jest ostatnia, zamykająca wydawnictwo. Krótsza, instrumentalna, i bardzo nastrojowa. Ten sam zabieg zastosował Ebony Pendant, którego trzeci utwór to cover Chopina. Nie do końca rozumiem zamysł, ale z artystami się nie dyskutuje. I choć brzmi to odpowiednio, aranżacja pasuje do black metalowej estetyki, to jest to dla mnie najsłabszy utwór tego splitu. Na szczęście dwie wcześniejsze kompozycje są na tyle dobre, że już zacząłem poznawać poprzednie wydawnictwa tego jednoosobowego projektu, za który odpowiada Jerm. Black metal, który nam proponuje, to w zasadzie klasyka tematu, ale klasyka bardzo ciekawa. Fajnie miesza się tu agresja ze smutkiem. Ten ostatni akcentowany jest przez wysuniętą gitarę, ta pierwsza napędzana jest sekcją rytmiczną. Szczególnie słyszalne jest to w pierwszym numerze, bo w drugim już tego smutku jakby mniej. Trochę więcej natomiast podniosłości i gniewu. Daleko jednak do jakiejkolwiek epickości, bo Ebony Pendant to potwór całkowicie podziemny, kochający krypty i cmentarze, co nie znaczy, że nie potrafi uraczyć ciekawą melodią, czy umiejętnie wrzuconymi klawiszami. Kilka ciekawych aranżacji, kilka niespodziewanych zagrywek, i choć to tylko dwie kompozycje, to jestem kupiony. Odpowiednia dawka brudu i przesteru w brzmieniu dba o to, by klimat był iście podziemny. W tej kwestii wszystko się zgadza i dobrze wpisuje Ebony Pendant w panteon amerykańskich projektów jednoosobowych. Mam zresztą nieodparte wrażenie, że „Plenilunar Requiems” mógłby służyć jako jedna z lepszych reklam tej, zauważalnej już od jakiegoś czasu, fali black metalowych tworów zza oceanu. I w przeciwieństwie do wielu znanych mi reklam – ta nie kłamie. Polecam. Bardzo dobry split, tak na poziomie poszczególnych kompozycji czy dwóch swoich części, jak i całościowo.

Materiał ma zostać wydany na trzech nośnikach (winyl / CD: GoatowaRex; kaseta: Forbidden Sonority), w tej chwili dostępny jest na youtube i Bandcampie. 


Ebony Pendant / Lamp of Murmuur – „Plenilunar Requiems”. Wydanie własne (Digital), marzec 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz