środa, 20 kwietnia 2022

Muzyka nocy, muzyka grozy.

 

Order of Nosferat, projekt złożony z Niemca i Fina, nie zwalnia tempa. Wystartował w lutym 2021 roku doskonałym debiutem „Necuratul”, o którym pisałem nie szczędząc pochwał (tu). Kilka miesięcy później, bo w czerwcu tego samego roku, dostaliśmy drugi krążek „Arrival of the Plague Bearer”. Dzieło solidne, kontynuujące drogę obraną na poprzedniku, jednak nie tak porywające. Debiut stawiam dużo, dużo wyżej. Kolejna przerwa wydawnicza trwała trochę dłużej, ale też nie jakoś bardzo długo, bo marzec przyniósł trzeci album duetu, zatytułowany „Nachtmusik”. I tu znowu wszystko się zgadza. Order of Nosferat wrócił do wysokiej formy.


Nie jest to nadal forma z debiutu, ale trzeciemu pełniakowi naprawdę do niej blisko. Może wręcz bliżej niż mi się wydaje, po prostu pewnie trochę za bardzo patrzę na każdy kolejny krążek projektu przez pryzmat pierwszego. A to zapewne błąd. Bo o ile dwójka – w moim odczuciu - naprawdę była zniżką formy, to już najnowsze wydawnictwo ma wszystko to, co debiut. Wszystko, poza jednym – jest trochę, ale tylko trochę, mniej porywające. Trochę mniej chwytliwe. Ale w końcu mówimy o black metalu, nie o hitach mających trafić na światowe listy przebojów. No więc tak: mniej tu tej przebojowości, ale w kwestii kompozycji, znowu udało się wszystko wyśmienicie. Utwory są bardzo ciekawe, zróżnicowane, bo to i zmiany tempa, i różne odcienie nastroju i klimatu. Fundamenty pozostały te same. Po pierwsze, budowa albumu, czyli przeplatanie kompozycji black metalowych z utworami granymi tylko na klawiszach. Nadal się ta formuła sprawdza, szczególnie, że na „Nachtmusik” te ambientowe rzeczy znowu są bardzo ciekawe. Drugi fundament, czyli wampiryczny black metal, przepełniony romantyczną grozą, dominuje tu od początku do końca, ale to właśnie jest muzyka Order of Nosferat. I to też lekka zmiana w odniesieniu do poprzedniego albumu. Zmiana, lub po prostu powrót do korzeni. Dwójka skręcała lekko ku klimatom dość popularnego ostatnio surowego black metalu pozbawionego uczuć. Tu wraca to emocjonalne zabarwienie, ten sznyt Draculi jak ja to określam. I nie jest to zasługa tylko okładki, swoją drogą bardzo dobrej. Duet wrócił do środowiska sobie znanego najlepiej, znów czujemy grozę starego zamku, ciemnego lasu i wiszącego nad nim księżyca, w którego świetle krużgankami prastarej budowli przemyka lekko zgarbiony cień. I to jest ten element, który w twórczości Order of Nosferat urzekł mnie najmocniej. Teraz powrócił z całą mocą, co jedynie może mnie cieszyć. Ambientowe kompozycje dodają atmosferze sporo metafizyki, magii i tajemnicy. Łącząc ze sobą te elementy otrzymujemy album niesamowicie romantyczny, przepełniony atmosferą i klimatem, ale nadal trzymający się w środowisku black metalu podziemnego i surowego, któremu agresja nie jest obca. Dzięki temu nikt nie powinien być zawiedziony, ale z drugiej strony – nie chodzi o to, by wszystkich zadowolić, i taka też na pewno nie była muzyków wola. Oni po prostu grają to, co chcą i lubią grać, co im w duszy siedzi. A że czują się w tej stylistyce świetnie, to zdążyli na przestrzeni roku wypuścić dwa bardzo dobre krążki. Oby tak dalej. Jeśli macie ochotę na spotkanie z ciemnością, lubicie starą grozę, i nie przeraża was spacer po skąpanym ciemnością lesie, to polecam „Nachtmusik”. 


Order of Nosferat – „Nachtmusik”. Purity Through Fire, marzec 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz