niedziela, 10 kwietnia 2022

[ARCHIWUM90] #26: Mysteries.

 

Mysteries to jeden z tych zespołów, który wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi, skazany był na zapomnienie, i pewnie tak by się stało, gdyby nie Hellfire Records i dwie płyty CD, wydane przez nich w listopadzie 2021 roku. Niektórzy nazywają je wznowieniami, ale trudno wznowić coś, co nigdy oficjalnie się nie ukazało. Bo choć zespół z Inowrocławia nagrał dwa dema i promo, to funkcjonowały one jedynie na taśmach wypuszczonych całkowicie amatorsko.

Tekst ten nie ma być jednak poświęcony inicjatywie Hellfire Records – choć ona w jakimś stopniu do jego powstania się przyczyniła – a samemu Mysteries, zespołowi, który na status kultowego zapracował w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, a swoją twórczość określał jako „Horned Metal”. Powstał jesienią 1992 roku w Inowrocławiu, a jego trzon stanowiło dwóch muzyków: Samoth i Leinad. Ten pierwszy odpowiadał za gitary, drugi za teksty i wokal. Podczas trzyletniej egzystencji zespołu pojawiali się też ludzie go wspomagający, jak choćby Mascarun (perkusja), czy Darken, który na ostatnim demo zagrał na klawiszach. Koniec Mysteries to rok 1995, nie będę się tu zagłębiał w jego przyczyny, bo słyszałem różne wersje, pozostańmy więc przy tym co wiemy na pewno, bez zbędnych domysłów. Jedenaście lat później ziemski padół opuścił Leinad, a o samym Mysteries mało kto już pamiętał, poza oczywiście garstką fanatyków. A pamięć o tym zespole powinna trwać, bo nie bez przyczyny ma on status kultowego. Wiem, znajdzie się sporo takich, co stwierdzą, że to sztucznie napompowany kult, bo przecież Mysteries to muzyczny prymitywizm, nie da się tego słuchać, i tym podobne bzdury. Uważajcie tak sobie, zawsze macie swoje wypolerowane kapelki nie mające pojęcia co to black metal. W przeciwieństwie do Leinada i Samotha. Oni wiedzieli. I fakt, nie ma co ukrywać, muzyka Mysteries daleka jest od wirtuozerii, czystego brzmienia, czy aranżacyjnych fikołków. Jest prosta, dosadna, momentami wręcz prymitywna. Ale jest szczera, pełna pasji i oddania. Pełna tego pierwotnego ognia, który na początku lat dziewięćdziesiątych rozpalił się na północy, a potem u nas. To jest pierwotny black metal, nie dbający o opinię innych, nie dbający o poprawność, mający gdzieś wszelkie konwenanse i techniczne aspekty muzyki. Te dwa dema i promo to zapis uczuć przelanych bezpośrednio na instrumenty. Uczuć ludzi młodych, pełnych zapału i nienawiści, i ja to doskonale rozumiem, bo sam wtedy taki byłem, sam tak to widziałem. Poza tym, jak ktoś oczekuje od polskiego zespołu, nagrywającego coś w 1993 roku, czystego brzmienia, wirtuozerii w grze i pełnego profesjonalizmu, to niech się przerzuci na Kombi. Mysteries to black metal, i w zasadzie to powinno wystarczyć za wyjaśnienie. Ci co tego nie rozumieją, nie rozumieją black metalu. W grudniu 1993 roku zespół nagrał pierwsze demo „In the Dark and Sodomy”. Cztery utwory, dwadzieścia minut muzyki. Jest prosto, jest brudno, jest bardzo podziemnie. Kompozycje nie są w żadnym stopniu skomplikowane, ale jest już w tym wszystkim ten urok szczerego podejścia, tej naturalnej nienawiści i spontanicznego wyrzucenia jej z siebie. Kolejny rok przyniósł dwa materiały. Najpierw promo zatytułowane „Horned Metal” (cztery kompozycje, dwadzieścia pięć minut), a po nim ostatnie „Demo 1994” (pięć utworów, prawie pół godziny). O ile promo, będące zapisem próby, jakością dźwięku nie może dorównać debiutowi, o tyle ostatnie demo to już zupełnie inna bajka. Nadal oczywiście dalekie od oficjalnych standardów, ma w sobie jednak wiele znamion rozwoju zespołu. Po pierwsze, dużo dają klawiszowe tła. Wiemy wszyscy, że Darken potrafił i potrafi to robić, tu także spisał się bardzo dobrze. Po drugie, numery są dużo bardziej zaawansowane kompozycyjnie, dużo ciekawsze. Słucha się tego z autentycznym zainteresowaniem. A momentami z ciarami na plecach. To jest esencja black metalu i najlepszy materiał Mysteries. Nie można też zapomnieć o niesamowicie opętanych, wysokich wokalach Leinada. Są one najbardziej charakterystycznym elementem twórczości inowrocławskiego duetu (poza pierwszym demo, bo tam są one trochę spokojniejsze). Nie wszystkim taka maniera wokalna odpowiada, ja uważam, że sprawdza się dobrze. W moim mniemaniu Leinad był jednym z najbardziej szalonych wokalistów tamtych czasów, a może i nie tylko tamtych. A „Demo 1994” to jedna z lepszych demówek pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych naszego podziemia. Autentyczna groza i nienawiść. Autentyczne oddanie sprawie i gatunkowi. O takich nagraniach nie można zapominać, nie można pozwolić, by przepadły i zostały wyrzucone na margines sceny. Bo to rzeczy takie jak te, budowały jej siłę i tożsamość. Dlatego bardzo się ucieszyłem, że Hellfire Records postanowiła wszystkie te trzy materiały wydać na srebrnych krążkach. Dostaliśmy dwie płyty, i tu kilka słów wyjaśnienia, bo nie do końca zgadzają się one z tym, co znajdziecie na Metal Archives. Poza tym, same płyty – choć wydane bardzo ładnie – nie zawierają tytułów utworów. Tak więc na CD zatytułowanym „In The Dark And Sodomy”, znajdziecie właśnie to demo, plus promo „Horned Metal”z 1994 roku. Drugi krążek, zatytułowany „Promo ‘94”, zawiera „Demo 1994”. Jest to więc wszystko ułożone chronologicznie. I naprawdę warto po te materiały sięgnąć, gwarantuję, że dostarczą Wam sporo wrażeń. No i przyczynicie się do tego, że pamięć o Mysteries nie zaginie. A przy okazji poznacie kawałek dobrej muzyki.

Mysteries – „In The Dark And Sodomy”. Wydanie własne (kaseta), 1993. Hellfire Records (CD), listopad 2021.
Mysteries – „Horned Metal – Promo Tape ‘94”. Wydanie własne (kaseta), 1994. Hellfire Records (CD), listopad 2021. 
Mysteries – „Demo 1994”. Wydanie własne (kaseta), 1994. Hellfire Records (CD), listopad 2021.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz