piątek, 25 marca 2022

W świetle gwiazd.

 

Trzecim wznowieniem (po Moontower i Bezmir) wypuszczonym przez Werewolf Promotion w grudniu 2021 roku jest jedyne demo ukraińskiego Flammersjel. Dostępne dotąd wyłącznie na kasecie i CD-R (oba wydania z 2009 roku), jest łakomym kąskiem dla wszystkich kupujących i kolekcjonujących fizyczne wydania. Nie jest to jednak jedyny powód , dla którego warto zaopatrzyć się w profesjonalnie wydany materiał, zatytułowany „The Halls of Starshinig” (w oryginale „Чертоги звёздного сияния”). Jest nim przede wszystkim fakt, iż to demo ciekawe, zdradzające spory potencjał zespołu. Słuchając go można jedynie żałować, że Flammersjel już nie istnieje, i nic więcej od nich nie zagości w naszych głośnikach.

Pierwsze co rzuca się w oczy to okładka (różni się od wersji kasetowej), która wywołuje skojarzenia z tą zdobiącą jedyny krążek Bezmir. Oba projekty pochodzą z miasta Dniepr, ale nie wiem czy Severoth w jakikolwiek sposób maczał palce przy „The Halls of Starshinig”. Nie znalazłem takich informacji. Flammersjel tworzyło trzech panów (dwóch muzyków i tekściarz), z których jeden jest też członkiem Kladovest. I to chyba on odpowiada tu za większość muzyki, ale nie dam sobie za to głowy obciąć, nie jest to poza tym najważniejsze. Ważne jest to, że Flammersjel to naprawdę interesujący muzycznie twór. Trwające dwadzieścia pięć minut demo jest zróżnicowane, momentami lekko chaotyczne, wypełnione sporą ilością inspiracji, ale zarazem bardzo frapujące i rozbudzające ciekawość. Cztery kompozycje, każda inna. Podstawą jest tu raczej zimny i agresywny black metal, co najlepiej oddaje pierwszy numer. Najwięcej w nim bezkompromisowej nawałnicy i agresji, posiada też ciekawą melodię przewodnią. Ale już drugi, najdłuższy – bo trwający prawie dziesięć minut „Red Tides Storm” – to prawdziwy kocioł i miks wpływów, styli i gatunków. Częste zmiany tempa, aranżacji, akustyczne wstawki, klawiszowe tła, agresja i spokój: w tej kompozycji jest wszystko. I słychać tu nie tylko black metal, bo i wpływy gatunków dużo mniej utożsamianych z czarnym graniem. Nie inaczej jest w przypadku kompozycji trzeciej. Jest to rzecz instrumentalna, także wypełniona mieszaniną aranżacji, inspiracji i gatunków. Słucha się tego doskonale, a słuchałoby jeszcze lepiej, gdyby brzmienie materiału było po prostu czystsze. Nic nie mam do brudu i piwnicy, ale tutaj już w fazie miksu nie wszystko poszło jak należy, i niestety produkcja „The Halls of Starshinig” pozbawia ten materiał należnej mu jakości odbioru. Są momenty gdy brzmi to wszystko jak zapis próby, a czasami wręcz improwizacji na próbie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby zrobiono to z większym naciskiem na dbałość o brzmienie. Całość zamyka kompozycja mieszająca w sobie zimną agresję, z cieplejszym, lekko klimatycznym tematem otwierającym. Tu też spotkamy mnogość aranżacji i wpływów. Jako całość jest to więc demo naprawdę interesujące, ale co najważniejsze, zdradzające wielki potencjał zespołu, szerokość horyzontów, wizji i zdolności łączenia ze sobą różnych inspiracji. I to jest największa siła „The Halls…”, a zarazem powód do ubolewania, bo możemy się jedynie domyślać, co Flammersjel mógłby wypuścić na kolejnych krążkach. Szkoda, że to jedyny ich materiał. Zarazem jednak cieszmy się, że ukazał się na srebrnym krążku. Bo choć to tylko cztery kompozycje, bo choć można narzekać na produkcję, to w moim odczuciu warto tę pozycję mieć.

Flammersjel – „The Halls of Starshinig”. Werewolf Promotion, 2009 (kaseta, CD-R), grudzień 2021 (CD jewel case).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz