wtorek, 29 marca 2022

Triumf pierwotnej ciemności.

 

Ameryka Południowa to bardzo aktywny muzycznie kontynent. Nie od dzisiaj oczywiście, mam jednak wrażenie, że w kwestii surowego, klasycznego black metalu, trwa tam w tej chwili prawdziwy rozkwit podziemia. Wiele z tych projektów brzmi bardzo europejsko, co też przecież nie było normą. Chile to jeden z przodowników tego rozkwitu, a doskonałym przykładem tak samego rozwoju podziemia, jak i europejskich odniesień, jest debiut Triumphal Vengeance zatytułowany „Atavistic Darkness”. I jest to tytuł bardzo celny.

Sam materiał to trwająca piętnaście minut epka. Zawiera cztery utwory. O samym zespole nic wam nie napiszę, bo nie znalazłem żadnych informacji. Pozostaje nam więc muzyka. Jak już wspomniałem, sam tytuł jest bardzo trafny. Dlaczego? Otóż Triumphal Vengeance gra black metal pierwotny, w prostej linii wywodzący się z początków lat dziewięćdziesiątych. Jakby tego było mało, co pewien czas wrzuci coś, co mocno pachnie dekadą wcześniejszą. To jednak tylko mały pierwiastek, bo daniem głównym jest tu dobrze nam znany styl północny. Dla mnie to taka mieszanka Norwegii, Szwecji i Finlandii, ze sporym wskazaniem na ten ostatni kraj. „Atavistic Darkness” to przywołanie najlepszych wzorców nordyckiego black metalu, pełnego agresji, nienawiści i mocy. Dominuje tu szybkość, opętanie, szaleństwo i rogaty. Brzmienie pierwszej epki Chilijczyków jest doskonałe. Piwnica i podziemie, ale na tyle selektywne, że niczego nie tracimy. Jest zimno i nienawistnie, ale czasami pojawiają się gorące płomienie. To te momenty, w których zespół kłania się latom osiemdziesiątym i serwuje nam taneczne rytmy. Podoba mi się bardzo brzmienie perkusji, łącznie z często wykorzystywanymi blachami. Same kompozycje porywają swą energią i ładunkiem złości, gniewu, oraz – dość często – mrocznej podniosłości. A nad wszystkim jest opętany wokal. Dość wysoki, histeryczny, szalony. Tu skojarzeń pojawia się sporo, choćby ze starym Burzum. Robi to bardzo dobre wrażenie i buduje klimat oraz atmosferę. Dokłada kolejną cegiełkę do potężnej dawki pierwotnej ciemności, jaką jest ten materiał. Debiut Triumphal Vengeance bardzo przypadł mi do gustu. Będę śledził ich poczynania, bo mam nadzieję, że nie poprzestaną na tych piętnastu minutach. Polecam z czystym sumieniem i czarnym sercem. 


Triumphal Vengeance – „Atavistic Darkness”. Wydanie własne (Digital), marzec 2022.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz