wtorek, 8 marca 2022

Oczekiwania a rzeczywistość.

 

Dziś rozprawimy się z mocno napompowanym balonem. Najczęściej jest tak, że takowe balony pękają same, jeszcze nim dobrze wzbiją się w powietrze, w tym jednak przypadku muszę mu chyba trochę pomóc, bo pompowanie wciąż trwa, a w mojej ocenie jest ono kompletnie niepotrzebne. I nie do końca trafione. Balonem tym jest otoczka wokół debiutanckiego krążka Malediction of Agony. Album zatytułowany po prostu „Malediction of Agony” był buńczucznie reklamowany jako fiński black metal grany przez Polaków, „masterclass”, rzecz dla fanów Horna, Satanic Warmaster, White Death. Generalnie same spusty i zachwyty, pierwsza recenzja którą gdzieś tam czytałem (znaczy wiem gdzie, ale z uprzejmości nie wspomnę) też zawierała ich dużo, szkoda tylko, że recenzujący w zasadzie powielił to, co było w reklamach. No nic, czytając takie zapowiedzi, podjarałem się mocno. Wiecie przecież, że kocham fiński black metal. Przyszedł czas powiedzieć „sprawdzam”.

Jeszcze przed premierą całości wydawca udostępnił jeden numer, który – delikatnie mówiąc – sufitu nie zrywał. Ale spokojnie, pomyślałem, poczekam na całość, odpalę z krążka nie z youtube, zobaczymy. Album wreszcie dotarł, z lekkim więc drżeniem rąk wyciągnąłem srebrny dysk i odpaliłem. No i powiem wam, że czar prysł. To jest ten moment, kiedy po raz kolejny człowiek uświadamia sobie, że pompowanie balonu to jest bardzo zła metoda, która tak naprawdę największą szkodę czyni samemu albumowi i zespołowi. Bo to wcale nie jest zły materiał, po prostu nie jest też tak powalający, tak dobry i nie wiem – wybijający się na tle naszej sceny – żeby takie peany na jego cześć wypisywać. A już bez cienia wątpliwości nie jest to „masterclass”. Ale do rzeczy. Faktycznie, gdański duet musi lubić i szanować fińską scenę, bo inspiracje są tu wyraźnie słyszalne. Czy akurat wyżej wymienione nazwy to te najtrafniejsze? To jest kwestia do dyskusji, ale spokojnie można je gdzieś pośród tych herosów Malediction of Agony umieścić. Patrząc na sprawę szerzej, bez odnoszenia się do konkretnych artystów, jest to po prostu album osadzony w fińskim graniu, ale tym bardziej agresywnym, bezkompromisowym i potężnym. Decyduje o tym oczywiście budowa kompozycji, ale i brzmienie. I tu plus i minus. O ile sama budowa kompozycji niczym nie zwraca większej uwagi, nie ma tu nic co mogłoby wywołać gęsią skórkę (co jednak częste jest w przypadku fińskich mistrzów), o tyle brzmienie zasługuje na brawa. Jest zimne, jest ostre, jest „fińskie”, ale nie bezczelnie i nie wprost. Nie działa ono na zasadzie prostackiej kopii, jest bardziej udanym nawiązaniem i odniesieniem. Podoba mi się. Jeszcze raz – brawa. Sam materiał trwa pół godziny. Dziewięć utworów, w tym intro i outro. To drugie jest ciekawą ambientową kompozycją, która jest kolejnym elementem kojarzącym się z Finlandią (choćby z Satanic Warmaster). A to co między nimi to solidny black metal, momentami porywający, ale to naprawdę są tylko chwile. Mięsem jest tu dobrze wykonana praca i odrobione zadanie domowe, solidna robota. Jest agresja, jest siła, jest zło i mrok. Utwory nie nudzą, ale też trudno jakikolwiek wyróżnić, bo są jednorodne i słuchając tego debiutu mam wrażenie, że wszystko się tu ze sobą zlewa. To nie jest jakiś wielki zarzut, po prostu trudno sobie ten krążek w głowie uporządkować. Nie mogę zaprzeczyć, że jest w nim moc i podkręcenie głośności faktycznie może spowodować zagładę okolicy, ale jak na rzecz reklamowaną tak a nie inaczej – to trochę mało. Czy to więc zawód? I tak i nie. Tak, bo w większości przesadzone i nietrafione zapowiedzi narobiły apetytu na dużo więcej. Nie, bo to naprawdę solidna pozycja, którą jeśli oderwiemy od reklam, warto poznać. Dlatego polecam ją wszystkim, którzy kochają fińską scenę i konkretny black metalowy wpierdol, bo przecież nie musimy się tu kurczowo trzymać tych fińskich odniesień. To po prostu dobry, mocny album black metalowy.

Warto dodać, że nie jest to też materiał tak całkowicie nowy, bo on już w marcu 2021 roku ukazał się na kasecie za pośrednictwem Worm Moon Records. 


Malediction of Agony – „Malediction of Agony”. Putrid Cult, luty 2022.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz