poniedziałek, 21 marca 2022

Mecz jednej połowy.

 

Z niedalekich Gliwic dociera do mnie spory rozrzut gatunkowy, bo jak powszechnie wiadomo Eryk i jego Old Temple nie zamykają się na żadną odmianę metalu (no dobra, power nie kojarzę). Zdarza się więc, że przychodzą wydawnictwa, które nie są dla mnie chlebem powszednim. Dziś, bo kiedyś bez wątpienia były, nawet pamiętam jeszcze tamte czasy, więc nie jest tak źle. W ostatnim rzucie znalazłem split „Malevolence Evocations”, za którym stoją rodacy z Impure Declaration i Niemcy z Nekus. Tych pierwszych cenię, drugich kompletnie nie znam, tym lepiej więc. Poznawanie nowych dźwięków to przecież sama radość. No i po pierwszym odsłuchu radości może wielkiej nie ma, jest natomiast zaskoczenie.

Dotyczy ono naszych rodaków. Nie mam zbyt częstego kontaktu z Impure Declaration, bo to nie do końca moja muzyczna bajka, ale musiały zajść pewne zmiany, które chyba przeoczyłem. Otóż panowie zaczęli grać szybko. Dla mnie to zaskoczenie, bo pamiętam ich z debiutanckiej epki (o niej tutaj), na której lała się gęsta smoła, ale wszystko płynęło w tempie raczej wolno jadącego walca. Przyznaję, że mogę nie pamiętać drugiej epki (tak to już jest ze starymi ludźmi, że te dawniejsze wydarzenia pamiętają lepiej), ale nie kojarzę, by tam nagle zagościły dużo większe prędkości. Ale jeśli tak, to wybaczcie. Powtarzam, nie jest to moja codzienność, choć bardzo doceniam chłopaków koncertowo. Nic to, przejdźmy do meritum sprawy. Impure Declaration prezentuje tu trzy numery. Jednym z nich jest ciekawie wykonany cover klasyka fińskiego Beherit – „The Gate of Nanna”. To akurat w oryginale numer wolny, więc tu motorycznie wszystko się zgadza. No ale dwie pierwsze kompozycje naprawdę złapały mnie jak ulewa w środku pola. Nie byłem przygotowany na to, że poznaniacy do ciężaru dorzucą taką szybkość! Przyznaję, że dzięki temu ich twórczość zyskała sporo brutalności, agresji i – co oczywiste – energii. Nadal jednak atakują też ciężarem (szczególnie podczas zwolnień), tylko, że tym razem prym wiedzie w tej kwestii wokalista. Tu nadal wszystko się bezbłędnie zgadza. Zresztą, te trzy numery to jeden z najlepszych fragmentów działalności Impure Declaration. Przecież ten melodyjny początek drugiego numeru to jest już jakaś kompletna aberracja. Ale jaka fajna! Cieszę się, że chłopaki sprawdzają się także w takim wydaniu. Trochę gorzej rzecz się ma w przypadku niemieckiego Nekus. Tu do czynienia mamy ze sporą dawką nudy, choć ciężaru i kompletnie nieczytelnych growli odmówić im nie mogę. Trochę może jest to wina płaskiego brzmienia, gdzie tak naprawdę wysunięta sekcja zabija resztę. Nie wiem, nie jestem specjalistą od takiego grania, ale po prostu do mnie to nie trafia. Teoretycznie wszystko wykonane jest wedle reguł i podręcznika, ale czegoś tu brak. Te trzy kompozycje równie dobrze mogłyby być jedną i nie zauważyłbym różnicy (no, może z wyjątkiem drugiej, w której Nekus stara się odtworzyć jakiś rytualny klimat). Nie ma w muzyce Niemców niczego przykuwającego uwagę, a ja w tego typu graniu szukam właśnie takich elementów, bo to już nie są lata, gdy każdy death metalowy krążek łykałem jak Tyskie pod blokiem. Wybaczcie więc panowie, ale nie. Ten split jest dla mnie jak mecz jednej połowy, która przyniosła trochę emocji, kilka zaskakujących momentów i generalnie można ją zaliczyć do tych ciekawszych. Druga nigdy się nie zaczęła. 


Impure Declaration / Nekus – „Malevolence Evocations”. Old Temple, lipiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz