poniedziałek, 28 marca 2022

Kult starej czaszki.

 

Wielkopolska, jak na moje oko, to najaktywniejszy w ostatnich latach region jeśli idzie o metal. Co chwilę pojawiają się tam nowe nazwy, w większości z nich gra Diabolizer, a jak nie nowe nazwy, to nowe albumy starszych nazw. Old Skull nie jest co prawda z Poznania, tylko z Leszna, nie gra w nim Diabolizer, mają za to w składzie innego stachanowca – Gregora, którego możecie kojarzyć z Martwej Aury, Ur, Annihilation Vortex, Bloodstained i Bloodthirst. Niedawno wypuścili pierwszego pełniaka, który jest następcą - „Death Rattle” - udanej debiutanckiej epki, o której pisałem w maju 2020 roku (tu). I szczerze mówiąc, by przedstawić wam „The Cult”, mógłbym skopiować tamtą recenzję.

Oczywiście tego nie zrobię, ale nie będę się też silił i wymyślał nowych porównań czy określeń, bo nie ma to sensu. Zespół nic nowego od tamtej pory nie wymyślił, nie widzę więc powodu, bym ja musiał. Old Skull gra to, co na poprzednim materiale, tyle, że teraz jest tego prawie dwa razy więcej (niecałe czterdzieści minut, dziesięć kompozycji). Czy to dobrze? Oczywiście! Po co wymyślać koło, skoro już dawno wymyślone. I służy dobrze. A chłopakom z Old Skull dobrze służy granie death metalu na starą modłę, tak jak go grano we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i późnych osiemdziesiątych. Słychać tu dużo klasycznej Szwecji, trochę Wysp, no i oczywiście Stany. Cianide, Master, Entombed, Bolt Thrower, Unleashed, Asphyx… Nazwami można sypać jak magik kartami z rękawa, ale to wydłużyłoby recenzję do rozmiarów Pana Tadeusza, a tego byśmy nie chcieli. Pozostanę więc przy tych, które wyżej. To oczywiście tylko drogowskaz, bo siłą rzeczy wszystko to jest tu wymieszane i podane w odpowiednim brzmieniu, które lekko brudnawe, mocne i wyraziste, dopełnia doskonale efekt końcowy. Dominuje agresja i brutalność, momentów tanecznych, czy dających się zanucić pod prysznicem nie ma wielu, ale to w niczym nie psuje odbioru. Krążka słucha się tak, jak w 1993 roku słuchało się klasyków, czyli bardzo dobrze. Różnica jest taka, że wtedy były to dźwięki w jakimś stopniu odkrywcze, te autorstwa Old Skull nie są ani trochę, pomimo tego bronią się dobrze, bo panowie znają takie granie na wylot i czują się na „The Cult” bardzo swobodnie. Wszystko brzmi tu jakby było spontanicznym spotkaniem po latach, czuć energię i radość z gry. I o to chyba w Old Skull chodzi. Jest to bardzo udane oddanie hołdu wszystkim wielkim death metalu. I w tym ujęciu tytuł albumu wydaje się być perfekcyjny. Nie ma sensu pisać więcej, wszystko jest jasne. Bawcie się dobrze podczas odsłuchu, tak jak zapewne bawił się zespół. Polecam. 


Old Skull – „The Cult”. Putrid Cult, luty 2022.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz