piątek, 18 marca 2022

Dżin z lasu. Bez toniku.

 

Forest of Jinn to dla mnie nowość. Gdzieś tam mi się wcześniej ta nazwa obiła o oczy, jednak nie zagłębiałem się w temat. Nie było zresztą za bardzo w co, bo zespół wypuścił do października zeszłego roku tylko jedną epkę zatytułowaną „Aag Ke Ped”. Jej premiera miała miejsce rok wcześniej i można znaleźć ją w sieci (wydana została także limitowana kaseta i CD-R). We wspomnianym już październiku 2021 roku pojawił się pełnowymiarowy debiut. Pomimo tego, iż ukazał się on tak w wersji cyfrowej jak i na srebrnym krążku, w zalewie nowości przegapiłem. Na szczęście w lutym tego roku wytwórnia Analög Ragnarök wydała ten krążek na kasecie, i to dzięki niej mogłem na spokojnie zapoznać się z „Wendigo”. Na szczęście, bo to całkiem fajny album.

Forest of Jinn to zespół młody, istnieje od 2019 roku. Tworzy go czterech muzyków, choć „Wendigo” nagrywało trzech z nich. Basista to transfer tegoroczny. O dotychczasowym dorobku wydawniczym już wspomniałem, czas więc skupić się na „Wendigo”. Warto, bo nie jest to krążek ani trochę nowatorski, nie ma tu żadnych niepotrzebnych eksperymentów, jest jedynie solidny, momentami nawet bardzo solidny black metal, głęboko osadzony w środowisku drugiej fali. Dobitnie potwierdza to udany cover „Carpathian Forest” z epki „Through Chasm, Caves and Titan Woods”. To zresztą – razem z kolejnym „Ritual Mutilation” – mój ulubiony fragment pierwszego albumu Amerykanów. Początek tego drugiego numeru to motyw żywcem wyciągnięty z Kata, ale nie zdradzę, z której kompozycji. Poza tym jednak nie ma tu wielu odniesień do lat osiemdziesiątych, jak już pisałem jest to materiał głęboko osadzony we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Brzmienie przywodzi na myśl kilku klasyków norweskiej sceny, jest odpowiednio zabrudzone, ale na tyle selektywne, że fajnie słychać bas, co przecież nie jest normą i oczywistością. Kompozycje są krótkie, zwarte i nie rozciągane na siłę, dzięki czemu album ma odpowiednią siłę rażenia i charakter. Trwa niecałe pół godziny, trudno więc w którymkolwiek momencie poczuć znużenie, szczególnie, że Forest of Jinn dba byśmy go nie zaznali. Sporo zmian tempa, zróżnicowane aranżacje, ale wszystko w ramach konwencji gatunkowych. Nie jest to też materiał ultra agresywny, Amerykanie nie chcą być drugim Zyklon-B, im wystarczy atmosfera zła i mroku. A ona tu jest, w dużej mierze dzięki ciekawym wokalom, ale nie tylko. To kolejny krążek, który udowadnia, że nie trzeba zajeżdżać perkusisty by uzyskać złowrogą aurę i klimat. I wyszło to zespołowi na dobre, bo słychać, że czują się swobodnie w black metalu lekko momentami motorycznie połamanym, trochę bardziej tanecznym i utrzymanym w średnich tempach. Dużo się tu dzieje i są to wydarzenia z tych, które dobrze wpadają w ucho. W moim odczuciu to debiut naprawdę udany, pozostaje czekać na kolejne materiały Amerykanów, bo nie mam wątpliwości, że to kolejny twór zza oceanu, który warto śledzić.


Forest of Jinn – „Wendigo”. Jems Label (CD) / Wydanie własne (Digital), październik 2021. Analög Ragnarök (kaseta), luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz