środa, 30 marca 2022

Chore opowieści.

 

Kolejne wznowienie od Old Temple, które jak wiemy – wznawiać lubi. Tym razem to siódmy album weteranów krajowego death metalu Throneum (gliwicka wytwórnia nie pierwszy już raz sięga do katalogu zespołu, wznowione zostały już „Organic Death Temple MMXVI” i „The Tight Deathrope Act Over Rubicon” – o nich tutaj). „Morbid Death Tales” premierę miał w 2016 roku, a jego wydaniem zajęła się amerykańska Hells Headbangers Records. Album wypuszczony został na CD, winylu i kasecie, ale najwyraźniej jego dostępność zmalała na tyle, że Eryk i zespół podjęli decyzję o wydaniu go na srebrnym krążku raz jeszcze. Ucieszyło to bez wątpienia fanów zespołu, ale jeszcze bardziej powinno to ucieszyć tych, którzy lubią pokręcony, nieoczywisty death metal, a krążka tego na półce nie mieli.

Album wznowiony został tak, jak powinno się to robić. Mamy więc oryginalną okładkę i brak jakichkolwiek bonusowych utworów. Tylko i wyłącznie jedenaście oryginalnych kompozycji, dających nieco ponad trzydzieści minut muzyki. Łatwo więc wywnioskować, że długie nie są. Są natomiast szybkie, agresywne i dość jednorodne, dzięki czemu album przelatuje przez świadomość słuchacza dość szybko, sprawiając wrażenie dzieła zwartego i gęstego. 2016 rok był okresem, w którym zespół wciąż mocno osadzony był w klasycznym death metalowym graniu, ale już dało się zauważyć tendencję do gmatwania dźwięków. I na „Morbid Death Tales” to słychać. Trudno ten krążek nazwać graniem wedle utartych norm i standardów, z drugiej strony, Throneum chyba nigdy tego nie robiło. Kompozycje, choć zwarte, agresywne i w swej budowie raczej klasyczne, doprawione są chaotycznymi gitarami, opętanymi wokalami, które bliższe są latom osiemdziesiątym, niż charakterystycznym growlom dekady późniejszej. Znajdziemy tu zresztą więcej odniesień do początków metalu, ale elementem, który najbardziej zwraca uwagę jest właśnie ten chaos gitar, przejawiający się w szalonych melodiach czy solówkach. Nie jest to coś, co towarzyszy nam przez całe pół godziny, ale jednak swoje wyraźne piętno zostawia. Podbija to uczucie brzmienie, brudne, ale zarazem ostre, lekko przesterowane. Materiał nie ma ogromnej mocy w kwestii ciężaru, jest natomiast bardzo energetyczny i ma swój oryginalny, pierwotny charakter. Szaleństwo, chaos i dzikość dominują i definiują „Morbid Death Tales”. Krążek zamykają dwie kompozycje, w których wokalnie udziela się Mark Of The Devil z Cultes Des Ghoules. Są to utwory wolniejsze, mroczne, trochę rytualne, do których jego głos pasuje doskonale. Jest to więc bardzo udane zamknięcie albumu, który pierwotną, dziką agresją i opętańczym szaleństwem stoi. Nie jest to też album dla wszystkich, bo muzyka jaką wykonuje Throneum daleka jest od bycia fajnym graniem na imprezę, ale zespół ma swych oddanych fanów i temu nie można się dziwić. Jeśli więc nie macie, uderzajcie do Old Temple. Oni mają. A nawet sprzedają. 


Throneum – „Morbid Death Tales”. Old Temple, październik 2021.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz