niedziela, 20 marca 2022

[ARCHIWUM90] #23: Necromantia / Varathron - "The Black Arts / The Everlasting Sins".

 

Scena grecka w latach dziewięćdziesiątych to była potęga, choć tak naprawdę o jej sile stanowiło tylko kilka zespołów. Była to dla tego kraju najlepsza dekada, choć oczywiście i w późniejszych latach Grecy byli obecni, ale jednak głównie za sprawą właśnie tych kilku sprawdzonych nazw. Ostatnio tamtejsze podziemie przeżywa odrodzenie, co bardzo mnie cieszy, mam nadzieję, że ten rozwój będzie trwał. Jakoś jednak musiało się to wszystko zacząć, na szczęście mamy tego dowody w postaci wydawnictw, i nie musimy szukać pomocy w wykopaliskach archeologicznych (dość popularnych w Grecji). Jednym z takich dowodów jest kultowy split, chyba najważniejszy dla tamtejszej sceny, zatytułowany „The Black Arts / The Everlasting Sins”. Spotkały się na nim dwie późniejsze potęgi greckiej – i nie tylko - sceny: Necromantia (która już w tym cyklu gościła) i Varathron. A wszystko działo się w 1992 roku.

Sam tytuł wymaga dopowiedzenia, bo w takiej formie został on użyty tylko na pierwszym, winylowym wydaniu. Każde kolejne zatytułowane było już „Black Arts Lead to Everlasting Sins”. Różne były też okładki, z czego ta pierwsza – gdzie każdy zespół miał osobny obraz – była chyba najlepsza. Pierwsze wydanie CD z 1994 roku to już graficzny potworek (co możecie zobaczyć poniżej), ale nie pozbawiony uroku. Niezmienna pozostała muzyka, pomimo dodawania bonusowych utworów na późniejszych wydaniach. Kręgosłup pozostał jednak ten sam. Cztery kompozycje Necromantii, cztery Varathron. Surowsze i bardziej prymitywne wrażenie sprawia tu Necromantia, natomiast Varathron wydaje się być już dużo bliższy swej późniejszej, ukształtowanej kreacji. Ale przecież i ich początki były dużo bardziej proste, o czym zresztą pisałem przy okazji recenzji kompilacji „Genesis of the Unaltered Evil” (tu). Musimy po prostu pamiętać, że Necromantia ze swoim całkowicie nowatorskim podejściem do grania black metalu, musiała przejść przez dużo bardziej trudną drogę. Nie jest łatwo osiągnąć bez gitar to, co cała reszta ich używająca. Poza tym, Varathron trochę wcześniej zaczął wydawać demówki, można więc zaryzykować twierdzenie, że był już bardziej ograny. Nie zmienia to faktu, iż te cztery kompozycje Necromantii, bazujące na basie, dają dobry przedsmak tego, co miało nadejść. Daleko jeszcze oczywiście do geniuszu dwóch pierwszych pełniaków, ale aranżacyjny wachlarz środków zostaje już lekko rozwinięty, bo pojawiają się i klawisze, i ten totalnie zaskakujący saksofon. Tempa są wolne i średnie (kilka razy zespół przyspiesza), smoła leje się litrami, siarka pokrywa głośniki. Bo Necromantia im bardziej prymitywna i prosta, tym bardziej diabelska. To chyba właśnie na tym splicie zespół osiągnął szczyt diabelskiej sztuki, bo wydawnictwa późniejsze, choć świetne, były już dużo bardziej uczłowieczone. A tutaj obecny jest ten pierwotny duch. Ta szatańska prostota połączona z awangardowymi zapędami, jest czymś absolutnie unikalnym, nie tylko w greckiej skali. Brzmią te utwory oczywiście bardzo źle, produkcja woła momentami o pomstę do nieba (albo i nie), ale to tylko lepiej, bo dzięki temu jest w tym wszystkim serce i naturalność. To samo można napisać o kompozycjach Varathron, które – choć bardziej zaawansowane kompozytorsko – dalekie są od gładkich i profesjonalnych. Grecy rok później wypuścili pierwszego pełniaka, ale przepaść pomiędzy oboma wydawnictwami jest zauważalna. Tu jeszcze daleko jest do greckiej szkoły, w jej klasycznej dla nas dzisiaj postaci. Słychać oczywiście jej zalążki i słuchając tego materiału, oraz znając późniejsze, łatwo dostrzec naturalny rozwój muzyczny Varathron, oraz jego wpływ na szkołę grecką. Początki tej charakterystycznej, gitarowej melodyki, budujące klimat klawisze wypełniające tło, czy też lekko połamana motoryka – to wszystko tu jest, choć jeszcze nie do końca doprowadzone do perfekcji. Ale, jak już wspomniałem, wszystko musiało mieć swój początek. A ten split dokumentuje początki dwóch wielkich nazw, które później wielkie były nie tylko w Grecji. Jest więc to wydawnictwo ciekawe nie tylko dlatego, że zawarta na nim muzyka jest bardzo dobra, prawdziwie czarna i przepełniona naturalną pasją. Ono jest także bardzo ważne i ciekawe jako historyczny dokument, część archiwum europejskiego black metalu. Dowód narodzin potęgi i świadek rozwoju jednej z najciekawszych scen w gatunku. Ale największą wartością „The Black Arts / The Everlasting Sins” jest jego mrok. Prawdziwe, prymitywne zło, czające się na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy rodziły się największe legendy. Takie jak Necromantia i Varathron. A z Varathronem wokal Stefana, będący jednym z najbardziej charakterystycznych symboli black metalowej Hellady. 


Necromantia / Varathron – „The Black Arts / The Everlasting Sins”. Black Power Records, 1992.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz