poniedziałek, 28 lutego 2022

Triumf nocy.

 

2022 rok jeszcze na dobre nie zadomowił się w kalendarzu, a już mamy kilka takich strzałów, że naprawdę boję się dalszego rozwoju wypadków. W takim tempie i – przede wszystkim – z taką jakością, roczne podsumowanie będzie musiało zawierać ze trzydzieści wydawnictw. Kolejnym, które ma szansę znaleźć się na tejże liście, jest trzeci album Nocturnal Triumph. Amerykański projekt zdążył już mocno zaznaczyć swoje istnienie w podziemiu dwoma poprzednimi krążkami, ale to właśnie ten trzeci, zatytułowany po prostu „Nocturnal Triumph”, trafia do mnie najbardziej.

Nocturnal Triumph to chyba jeden z najciekawszych amerykańskich tworów, zarazem jednak jeden z bardziej niedocenionych i jakby pomijanych. Nie wiem z czego to wynika, może w pewnym stopniu odpowiadają za to dotychczasowi wydawcy. Najnowszy album wyszedł jednak pod skrzydłami Amor Fati Productions, mam więc nadzieję, że zostanie doceniony przez szersze grono podziemnych odbiorców. Bo w pełni na to zasługuje. Amerykanie zawarli na nim cztery długie kompozycje, dające łącznie czterdzieści minut muzyki. I od pierwszych sekund atakują energią, agresją, szybkością, ale i melodią. Ten stan rzeczy utrzymuje się do sekund ostatnich, po drodze spotykamy bardzo dużo fragmentów porywających, melodyjnych, tanecznych, szybkich i zachwycających. Trzeci krążek Nocturnal Triumph jest wypełniony melodią, ale nie jest to na szczęście melodyjność tandetna i plastikowa. Jest to album porywający, ale daleki od odpustowej hitowości. To nadal rasowy podziemny, black metalowy album, osadzony głęboko w fundamentach drugiej fali, pełen agresji, pełen zła i mroku, po prostu odpowiednio doprawiony elementami chwytającymi za serce i wnikającymi głęboko w duszę. Jest w nim też sporo podniosłości, bojowego ducha, który mógłby prowadzić z pochodniami na kościoły. Bo to przede wszystkim krążek niesamowicie energetyczny. Amerykanie rzadko zwalniają, a jeśli nawet, to do temp średnich. Większość czasu zajmuje im gonitwa i niczym nie hamowana szarża na wszelkie świętości. I choć kompozycje są długie i utrzymane w tych samych tempach, nie nudzą ani na moment. Dużo się tu dzieje w obszarze gitar i to one są największym bohaterem „Nocturnal Triumph”. Budują moc, klimat, melodię, dbają o to, byśmy ani na moment nie stracili zainteresowania muzyką. Brzmienie, choć dalekie od czystego, pozwala na komfortowe wyłapywanie wszelkich interesujących zagrywek, nic nas tu z jego powodu nie ominie. Byłoby zresztą zbrodnią zabicie tak interesujących kompozycji brzmieniem. Nadal jednak jest podziemnie i black metalowo, Nocturnal Triumph doskonale wie, że plastik nikomu nie służy. I nie mam tu na myśli tylko wielorybów i innych mieszkańców morza. W każdym razie – żeby sprawa była jasna – jest to rasowy, black metalowy album, który powinniście poznać, bo jak już go poznacie, to go pokochacie. Jeśli lubicie agresję połączoną z ambitną i intrygującą melodią, to trzeci krążek Amerykanów jest dla Was. I dla mnie, bo ja uwielbiam takie połączenie. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. 


Nocturnal Triumph – „Nocturnal Triumph”. Amor Fati Productions, styczeń 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz