poniedziałek, 14 lutego 2022

Północny zmierzch.

 

Niedawno pisałem o „The Cult” (tu), pięcioutworowej epce Vonülfsrëich, dziś o epce jednoutworowej, ewentualnie jak kto woli – o singlu. Nie sądziłem, że Finowie czymkolwiek mogą mnie zaskoczyć, tym razem jednak lekko im się to udało. Ale tylko lekko, bo „Dusk Boreal” - wydany w grudniu 2021 - nie jest materiałem w ich twórczości przełomowym czy rewolucyjnym. Jest po prostu trochę inny od poprzednich, nie tylko ze względu na swą budowę.

Jak już wspomniałem, „Dusk Boreal” to jeden utwór. Nic to wielce niespotykanego, szczególnie, że numer trwa dwadzieścia minut, jest więc ekwiwalentem kilku standardowych kompozycji. Poza tym, trudno traktować go jako jedną, zwartą, konsekwentną kompozycję. Dla mnie składa się on z dwóch, różnych od siebie części. Pierwsze osiem minut to Vonülfsrëich zaskakująco spokojny, osadzony w tempach średnich, i jak na siebie bardzo czysty. Brzmieniowo oczywiście, bo nie mam zamiaru oceniać higieny muzyków. Spokojny, choć oczywiście jak na swoje standardy, bo generalnie jest to fajne, bujające granie, łączące w sobie lata osiemdziesiąte z dziewięćdziesiątymi. Gdzieś około ósmej minuty rozpoczyna się wstawka akustyczna (bardzo ładna!), która trwa do minuty dziesiątej. Jest swoistym przerywnikiem, a w efekcie odmienia muzykę zespołu bo to co następuje w kolejnych ośmiu minutach to już dużo bardziej znany nam Vonülfsrëich. Wraca brud – możliwe, że odcięli ciepłą wodę – wraca piwnica i totalne podziemie. Wraca większa agresja i klimat znany z poprzednich wydawnictw. Sporo w tym klasycznej drugiej fali, trochę mistrzów lat osiemdziesiątych, trochę szaleństwa black’n’rollowego, czyli wszystko co Finowie doskonale znają i od lat praktykują. Wszystko kończą dwie minuty bliżej nieokreślonych dźwięków, które dobrze zamykają całość i na swój sposób dopełniają to dość niestandardowe wydawnictwo.

Podsumowując, nie jest to nic odkrywczego jeśli idzie o gatunek, nie jest to nic rewolucyjnego jeśli chodzi o Vonülfsrëich, natomiast jak na nich, jest to jeden z ciekawszych materiałów w sensie kompozycyjnym. Można zaryzykować stwierdzenie, że zaszaleli i (uwaga, teraz będą mądre słowa kołczów) opuścili swoją strefę komfortu. Opłaciło się, bo efekt końcowy jest interesujący. „Dusk Boreal” to materiał, który sprawia, iż czekam na kolejne rzeczy Finów, bo nigdy do końca nie wiadomo, z czym wyskoczą. Doceniam.

PS Chrzanić kołczów.


Vonülfsrëich – „Dusk Boreal”. Fallen Temple, grudzień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz