poniedziałek, 7 lutego 2022

Pogrzeb w śniegu.

 

Pierwszy, a zarazem ostatni album Grieve, hula w sieci już od bodajże grudnia czy listopada 2021 roku, ale jego oficjalna premiera to czternasty stycznia 2022. Pierwszy, bo projekt ten wypuścił wcześniej tylko epkę i split z Morketida. Ostatni, bo panowie podjęli decyzję o zakończeniu działalności. Szkoda, bo to bardzo dobra rzecz, jednak gdy spojrzymy w ile innych zespołów zaangażowani są muzycy Grieve, możemy zadać sobie pytanie: kiedy ci goście śpią? Najwyraźniej z czegoś trzeba było zrezygnować. Dobrze, że żegnają się w świetnym stylu. „Funeral” to kwintesencja nordyckiego black metalu.

Celowo napisałem nordyckiego, choć mógłbym po prostu fińskiego, bo przecież tak V-KhaoZ (Vargrav, Druadan Forest i sporo innych) jak i Werwolf (Satanic Warmaster, The True Werwolf i jeszcze więcej innych) to Finowie. I Grieve jest bardzo fiński, ale nie tylko. Sporo w nim Norwegii, natomiast Szwecji nie stwierdzono, co mnie akurat nie martwi, bo zawsze – jeśli idzie o północ – Finlandię i Norwegię stawiałem wyżej. Dość jednak osobistych preferencji, chodzi o to, że pełnowymiarowy debiut Grieve to po prostu zimne, stuprocentowo północne granie w najlepszym stylu. Mróz sączy się od pierwszych do ostatnich sekund. Właściwie nie sączy, a atakuje potężną falą. To jest królestwo zimy, nienawiści i pogardy dla rodzaju ludzkiego. Trzydzieści minut wycieczki w śniegi, głębokie lasy i ciągnące się aż po horyzont, nieskalane ludzką ręką, zmrożone krainy. Ale to nie jest spacerek, to nie jest miła niedzielna wycieczka. To wyprawa na pełnym gazie, z nienawiścią i nożem za pasem. Motoryka tego krążka to niepohamowana prędkość, która w największym stopniu odpowiada za wpływy norweskie, tak charakterystyczne dla klasyków drugiej fali. Trafiają się oczywiście zwolnienia, bo każdy musi czasami odsapnąć, ale nawet wtedy „Funeral” nie traci na agresji. Tak choćby jak w czwartym, dostojnym „Nocturnal Cries”, dodatkowo wypełnionym chłodnymi melodiami i lekko zabarwionym ciężarem. Ale nad tą motoryką rodem z krainy fiordów, unosi się potężny duch krainy tysiąca jezior. Fińskie są tu riffy i melodie, choć dużo oszczędniejsze niż te, które znamy z krążków tamtejszych gigantów. Bo Grieve to przede wszystkim zimno. Chłód. Mróz. One wszystkie potrafią być piękne, ale nigdy nie jest to piękno w pełnym rozkwicie. To urok ukryty, skromny, ale w nie mniejszym stopniu porywający. I takie są właśnie melodie na „Funeral”. Właściwie cały ten krążek taki jest. Surowo piękny. Niebezpieczny, ale przyciągający. Prosty, a zarazem tchnący głębią. Nie ma w nim nic odkrywczego, nic przełomowego, jest po prostu urok wynikający z doskonałego połączenia najlepszych składników północnej szkoły. Ale nie ma się czemu dziwić, bo przecież duet, który go stworzył to nie pierwsi lepsi amatorzy z łapanki. I dzięki temu ten pożegnalny krążek Grieve jest dla mnie kandydatem do – jeszcze oczywiście bliżej nieokreślonej – czołówki 2022 roku. Bo ja lubię prostą i szczerą muzykę, porywającą naturalnością. A taki jest „Funeral”.

A teraz pochlipię sobie chwilę, że panowie już nic pod tym szyldem nie nagrają.


Grieve – „Funeral”. Werewolf Records, styczeń 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz