niedziela, 13 lutego 2022

[ARCHIWUM90] #19: Satyricon - "Dark Medieval Times".

 

Z Torunia maszerujemy na jeszcze dalszą północ, poza granice Polski. Wiadomo, do wyboru sporo miejsc, w których można by się zatrzymać i spotkać ikoniczne płyty z lat dziewięćdziesiątych. I kiedyś pewnie większość z nich w tym cyklu spotkamy, dziś jednak cel podróży jest jasno sprecyzowany. Norwegia. Okolice Oslo. Półwysep Nesodden. To tam dzieciństwo spędził Satyr, tam też nagrany został debiut jego zespołu. Przywoływanie dzieciństwa w kontekście „Dark Medieval Times” nie jest bezzasadne, bo przecież Norweg miał wtedy siedemnaście lat!

Zanim jednak światło dnia ujrzał pełnowymiarowy debiut, Satyricon zdążył wypuścić dwa dema, z których drugie skomponowane zostało w całości przez młodziutkiego Sigurda. Zresztą, to przecież też on odpowiada za wszystkie kompozycje na „Dark Medieval Times”, że już nie będę wspominał kolejnych albumów czy też pobocznych projektów. To wszystko pokazuje nam jak utalentowany to człowiek. Bo nawet teraz, po latach, słuchając pierwszego krążka Satyricon, trudno byłoby przypisać go dzieciakowi. Na tle swoich rówieśników, jest to album bardzo dojrzały, bardzo dopracowany. W 1993 roku taki black metal nie był czymś oczywistym, nie był codziennością. Mało kto wtedy myślał o tak szerokim zastosowaniu klasycznej gitary (słychać tu, że Satyr odebrał w tej materii wykształcenie), o symfonicznych czy wręcz operowych wstawkach klawiszowych (intro!). Pierwszy krążek zespołu to naprawdę dzieło wybijające się spośród reszty norweskich dokonań tamtych lat. Nie mam zamiaru twierdzić, że to najlepszy album tamtych czasów, bo nie, ale bez wątpienia jeden z oryginalniejszych i ciekawszych. Satyr szybko poszedł drogą inną niż Mayhem, Darkthrone czy Immortal. On sam właśnie te zespoły wymienia jako największe drogowskazy i inspiracje, ale nie ma co kryć – „Dark Medieval Times” to nie jest zatęchła piwnica czy mroczna katedra. Nie. To pokryty śniegiem las, to mrok średniowiecza, objawiający się w ciemnym niebie i zakazanych legendach. Dziś często używamy określenia „leśny black metal”, warto więc się zastanowić, czy przypadkiem debiut Satyricon nie był pierwszym albumem godnym tego wyrażenia? A jeśli nie prekursorem, to bez dwóch zdań jednym z absolutnie pierwszych przedstawicieli. Ale tu nie tylko las jest ważny, bo przecież to krążek z jednej strony bardzo jednorodny, ale z drugiej – niesamowicie złożony aranżacyjnie. Te wszystkie zmiany temp, mnogość riffów i melodii, klimat budowany brzmieniem i gitarą akustyczną, klawisze, doskonałe wyczucie gatunku, atmosfera. A to był przecież 1993 rok i siedemnastolatek! Gdy pierwszy raz usłyszałem ten album, zakochałem się momentalnie. Do dziś to uczucie trwa. Słuchając go dzisiaj, nie mam wątpliwości, że materiał broni się doskonale. Tak jak samo brzmienie, poszczególne kompozycje czy aranżacje. To nadal jest norweski black metal z najwyższej półki. I chyba mój ulubiony album Satyricon. Chyba, bo są dni gdy może postawiłbym na „The Shadowthrone”. Pewnie jednak w siedmiu na dziesięć przypadków, byłby to debiut. Dla mnie to absolutna czołówka tamtejszego grania, jeden z fundamentów drugiej fali, jej pomników.

Przez wiele lat służyła mi kaseta, bo wersja CD nie była łatwo dostępna. „Dark Medieval Times” został przecież wydany przez sam zespół, pod szyldem wytwórni Satyra, Moonfog Productions. To też nie było czymś oczywistym, bo przecież większość tych młodzieńców nie do końca wiedziała jak to wszystko samemu zorganizować. Tak czy siak, wydanie CD przez wiele lat pozostawało tylko marzeniem. W dwutysięcznych latach wreszcie dorwałem, i to był bardzo dobry dzień, niestety, wskutek życiowych zawirowań egzemplarz ten pewnego dnia mnie opuścił i zostałem z niczym, bo i kasety już nie było. Gdy ukazały się najnowsze wznowienia, ze zmienionymi okładkami, długo się broniłem. Nie lubię takich ingerencji w oprawę graficzną, szczególnie, że lubiłem pierwszą okładkę. Ok, jest trochę infantylna, ale urok i klimat ma. Gdy jednak zobaczyłem, że wznowienie zdobi obraz Kittelsena, przestałem się bronić. Jestem wielbicielem tego artysty, poza tym, rysunek ten użyty był też w oryginalnym wydaniu albumu, tyle, że we wkładce. No i na szczęście nikt nie usunął ikonicznego napisu „Norge”. Mam więc dziś wznowienie, i jestem autentycznie zadowolony. Często ląduje w odtwarzaczu, bo choć nawałnica nowości nigdy się nie kończy, to dla takich klasyków zawsze znajdę czas. 


Satyricon – „Dark Medieval Times”. Moonfog Productions, 1993.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz