czwartek, 13 stycznia 2022

Wspólny wróg.

 

Na split „The Path of Elite” ostrzyłem sobie zęby głównie ze względu na Norrhem. Bardzo lubię Finów, byłem więc ciekaw co zaprezentują po ostatnim – bardzo udanym – albumie (o nim tutaj). W sieci trudno było znaleźć cokolwiek, gdy więc wreszcie udało mi się dorwać płytę i ją oczywiście przesłuchać, okazało się, że to część Blutfahne trafia do mnie bardziej. Nie zmienia to faktu, że całość wyszła bardzo udanie i jest to jeden z najlepszych splitów minionego roku. No dobra, nie ma się co oszukiwać, najlepszy.

Zacznę jednak od spostrzeżenia historycznego. Co może bowiem łączyć Ukraińców i Finów, poza oczywiście muzyką i określonym światopoglądem? Nienawiść do Rosjan. Nawet jeśli nie dzisiejsza, to bez wątpienia historyczna. I to potwierdza samo wydawnictwo opatrzone dwoma bardzo sugestywnymi rysunkami, na których sołdaci Armii Czerwonej dostają konkretnego łupnia. Generalnie płyta jest bardzo ładnie wydana, nawet jeśli to digipack. Muzycznie poziom także jest bardzo wysoki, bez większych zaskoczeń jeśli idzie o Norrhem, natomiast Blutfahne okazało się tu być sporą niespodzianką. Lubię ten zespół i postrzegam jako bardzo solidny, nigdy jednak nie potrafili mnie zachwycić. Może wynika to z ich historii wydawniczej, która koncentruje się głównie na splitach, dość trudno dostępnych i nie zawsze całościowo dobrych (choć nie z winy Blutfahne). Przyznaję jednak bez bicia, że ostatni pełniak to rzecz naprawdę dobra. Nie aż tak jednak, bym mógł spodziewać się tego, co zaprezentowali na „The Path of Elite”. To oni otwierają wydawnictwo i dają nam cztery kompozycje trwające około dwudziestu pięciu minut. Pierwsza, choć trwa minut pięć, może być odbierana jako swego rodzaju intro, bo to rzecz delikatna i ambientowa. Zaraz po niej pojawia się cios niesamowity. Drugi utwór to prawdziwa manifestacja siły i mocy. Niesamowicie posępny i porywający numer, który swoją podniosłością może porywać tłumy. Mnie w każdym razie porwał, bo hicior to wielki. Stanowczo jeden z najlepszych kawałków zeszłego roku, a w twórczości Ukraińców chyba najlepszy. Kolejny nie jest wiele gorszy, przecież te końcowe riffy to coś pięknego, szkoda, że motyw nie został pociągnięty dłużej. Blutfahne naprawdę dołożyło tu do pieca. Grają ten swój klasyczny, doprawiony melodiami black metal i teoretycznie nic tu nie powinno być zaskakującego, a jednak coś takiego siedzi w tym materiale, że naprawdę urzeka. I nie jest to zasługa jedynie drugiej kompozycji. Ta moc, ten ciężar wyrażony przez posępny klimat, ta podniosłość zmieszana z pięknymi melodiami. Całość zamyka kolejna ambientowa kompozycja. Szkoda, że dostaliśmy tylko dwa stricte black metalowe utwory, bo Blutfahne jest w wybornej formie. Wybornej. Jestem pod ogromnym wrażeniem tych czterech numerów, bo i te klawiszowe rzeczy są naprawdę ciekawe. Dawać mi tu zaraz kolejny album!

Następne cztery kompozycje to rozdział Norrhem. Jest on krótszy, bo trwa niecałe dwadzieścia minut. Rozpoczyna go intro, a zamyka cover Storm. Kompozycje pomiędzy nimi to klasyczny Norrhem, bez większych zmian w odniesieniu do poprzednich wydawnictw. Jest więc melodyjnie, bojowo, momentami podniośle no i oczywiście agresywnie. Utwory są szybkie, ciekawe, słucha się ich bardzo dobrze, bo mają w sobie tę charakterystyczną dla Finów nośność. Pędzą jak wiatr, mają w sobie sporo przestrzeni, momentami porywają. Zespół trzyma poziom i kondycję, liczę więc na kolejny dobry album – oby jak najszybciej. Zamykający cover to udane wykonanie „Noregsgard” legendarnego Storm. Finowie nie pokusili się o jakąś awangardową interpretację, zagrali ten numer klasycznie, udźwignęli nawet kwestie wokalne. Podoba mi się ich wkład w ten split, aczkolwiek pozostawia lekki niedosyt.

Nie tak jednak duży jak Blutfahne, bo to oni są tu królami.

Obie części „The Path of Elite” są bardzo udane. Nie musi to jednak oznaczać, że efekt końcowy w postaci splitu będzie się bronił. Tu jednak nie widzę ku temu przeciwwskazań. I choć muzycznie oba zespoły prezentują różne style, to łączy je ideologia, no i wspomniane już lanie Armii Czerwonej. W moim odczuciu jest to wydawnictwo na każdym poziomie bardzo dobre. Będę często wracał, szczególnie do drugiego numeru Blutfahne. To naprawdę jest cios nad ciosy! 


Blutfahne / Norrhem – „The Path of Elite”. Todesritter Production, listopad 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz