piątek, 21 stycznia 2022

Ukraińska nostalgia.

 

Drugi pełnowymiarowy krążek ukraińskiego Colotyphus to jeden z tych albumów, na które czekałem. Może nie z zapartym tchem, z wypiekami i nerwowo przebierając nogami, ale po ostatniej epce – wydanej we wrześniu 2020 roku „Before the Sunrise” (o niej tutaj) – miałem prawo spodziewać się czegoś naprawdę dobrego. „My Nostalgia” – bo tak zatytułowany jest drugi album zespołu – ukazał się w październiku 2021 roku, do mnie dotarł trochę później, ale już zdążyłem posłuchać go wcześniej w sieci. Trudno odnieść go do bardzo specyficznej epki, ale stwierdzam z pełnym przekonaniem – w obszarze tak zwanego atmosferycznego black metalu, jest to jeden z lepszych krążków jakie słyszałem w ostatnich latach.

Fakt, nie jestem specjalistą, bo łatka „atmospheric black metal” najczęściej odrzuca mnie, nie dając albumowi więcej niż kilkanaście minut szansy na moją aprobatę. Niestety w większości to straszne smęty, nudy wspomagane automatem perkusyjnym i płacz do poduszki. Oklepane schematy powtarzane w nieskończoność, przy których człowiek naprawdę może mieć ochotę rzucić się na sznur. Jest jednak na szczęście kilka zespołów, które potrafi grać naprawdę ciekawie, pomimo takiego, a nie innego zaszufladkowania ich twórczości. Wiadomo, opinia „specjalistów” nie ma wpływu na to co gra zespół, potrafi jednak mocno wpłynąć na potencjalnych odbiorców. Niestety. Colotyphus taką łatkę posiada, ale czy słusznie? Czy tak naprawdę są jakieś wytyczne, którymi należy się kierować określając tym wielce nietrafionym określeniem (będę to powtarzał w nieskończoność – ¾ black metalu to atmosfera) muzykę zespołu X lub Y? Mam wrażenie, że niektórym wystarczy do tego obecność klawiszy, co jest już na starcie przegranym założeniem, kompletnie idiotycznym. No ale zostawmy to, bo są to stricte akademickie rozważania, dla fachowców, którzy rozumieją black metal, a tych jest podobno tylko kilkunastu (tak w każdym razie twierdzi pewien uznany bloger). A ponieważ w Colotyphus klawisze występują – i to dość często i gęsto – przyjmijmy, że jest to „atmospheric black metal”. Właśnie te klawisze wyróżniały epkę „Before Sunrise”, która nimi stała, były tam fundamentem i początkiem wszystkiego. Jednak struktura drugiego krążka jest inna, bo mamy tu zdecydowanie więcej gitar, a co za tym idzie – black metalu. Ukraińcy nie zapomnieli jednak o parapecie, bo ten jest tu wszechobecny, nie jest jednak już tak dominujący. W większości kompozycji działa bardziej jako tło, czyli tak, jak działać powinien. Dominuje w krótkich wstawkach instrumentalnych, pełniących rolę udanych przerywników. Bo choć jest to krążek melodyjny, utrzymany w tempach średnich, to jest także gęsty i intensywny. Przede wszystkim jednak sporo się tu dzieje, nie ma na szczęście trwających po kilkanaście minut fragmentów „ku zadumie”, nie ma nachalnego powtarzania motywów, tylko po to by album był dłuższy i by w ogóle z czegoś się składał. „My Nostalgia” kipi pomysłami, ciekawymi aranżacjami, a i nie stroni od agresywnych wejść, w których możemy usłyszeć blasty. Głównym daniem jest tu jednak tempo średnie, okraszone melodią i ciekawymi riffami. Brzmienie znajduje się gdzieś w połowie drogi pomiędzy czystym parterem a brudną piwnicą, wszystkie instrumenty słychać dobrze. Co jest zaletą, ale też i wadą, bo automat perkusyjny nie jest z tych najbardziej udanych. Da się go jednak przeżyć, przy drugim czy trzecim odsłuchu już tak nie rzuca się w uszy. A samego albumu słucha się z dużą przyjemnością. Nie jest to krążek w żadnym stopniu wielki czy wybitny, po prostu bardzo solidny i ciekawy. Potwierdza to, co zauważyłem już przy „Before the Sunrise”: Colotyphus to zbiór ludzi pomysłowych, mających talent i potrafiących to przełożyć na dźwięki. I chyba tego najbardziej od niego oczekiwałem. Chciałem wiedzieć, czy nagranie tak ciekawej rzeczy jak wspomniana epka było „wypadkiem” przy pracy, czy efektem talentu i pomysłowości. Dziś już wiem, że zdecydowanie to drugie. A to powoduje, że po pierwsze primo: będę do „My Nostalgia” czasami wracał, po drugie primo: czekam na kolejne wydawnictwa.

Dodać muszę, że płyta – pomimo iż to digipack – wydana jest pięknie. Naprawdę robi wrażenie. Sama okładka warta jest uwagi, ale to co jest w środku, tylko to wrażenie potęguje. 


Colotyphus – „My Nostalgia”. Werewolf Promotion, październik 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz