czwartek, 27 stycznia 2022

Ołtarz kosmosu.

 

Premiera nowego materiału Kaevum jest trochę jak – puszczając tu oko do historii zespołu – przebudzenie kosmosu. Zresztą, na „Fedrelandets Alter” jest utwór zatytułowany tak, jak kompilacja dwóch pierwszych demówek Norwegów, wszystko się więc zgadza. „Kosmos Erwache” w pełni. Nie jest to jednak przebudzenie o rozmiarach potężnych, bo trwa jedynie dwadzieścia minut. Lepsze to niż nic, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że od ostatniego premierowego materiału – czyli wspaniałego „Natur” – upłynęło już dziesięć lat.

„Fedrelandets Alter” pojawiło się znienacka, zaskakując wszystkich, przeważnie pozytywnie, bo Kaevum choć zespołem jest dla wielu kontrowersyjnym, to walorów muzycznych nie odmawiają mu nawet ideologiczni przeciwnicy. Dziesięć lat minęło, sporo rzeczy zmieniło się w tym czasie na świecie, ale nie muzyka Kaevum. I bardzo dobrze. Nadal mamy więc do czynienia z bezkompromisowym black metalem, jak najbardziej klasycznym w swej formie. Pięć kompozycji, w tym pierwsza – klawiszowa – pełniąca rolę intro. Swoją drogą jest to rzecz bardzo udana. Prosta, zimna, klimatyczna, zatytułowana „Polarnatt” (tłumaczyć chyba nie trzeba) i do tego swojego tytułu pasująca jak ulał. Jest też dowodem na to, że w prostocie siła i piękno. No a potem rozpętuje się muzyczne piekło i zagłada, choć tak jak i na „Natur”, zespół nie ucieka od temp średnich i zwolnień. Nie ma ich wiele, bo Kaevum to jednak orędownicy bezkompromisowej nawałnicy (nawet nie czuję, gdy rymuję), ale jeśli już są, brzmią te fragmenty świetnie. Choćby czwarty „Stone & Blood”. Przecież to hicior, że hej! Po nim już tylko klimatyczne outro i możemy się rozejść, koniec przebudzenia. Miejmy nadzieję, że tym razem panowie nie każą nam czekać dekady, bo tym materiałem mocno rozbudzili apetyt na nowy krążek. Wszystko się tu zgadza. To po prostu Kaevum w wybornej formie, a jak oni są w wybornej formie, to nie ma mocnych. Po raz kolejny dołożyli takim brzmieniem, że serio, zastanawiam się, czy nie powinno zostać ono zamknięte w jakiejś puszce czy słoju i zdeponowane w Sevres pod Paryżem, obok wzorca kilograma i metra. Znam sporo zespołów, które mogłyby na tym skorzystać i wybrać się na wycieczkę, bo choć twierdzą, że grają black metal, to koło black metalu nawet nie stali. Wtedy mieliby szansę. Bo to, że ktoś umieścił ich na jakiejś zakrawającej na żart liście najlepszych black metalowych wydawnictw roku, o niczym nie świadczy. Dobra, znowu się zagotowałem, a nie o to chodzi. Konkluzja miała być taka: chcecie posłuchać black metalu, posłuchajcie Kaevum. I wszystko w temacie. 


Kaevum – „Fedrelandets Alter”. Darker than Black Records, październik 2021.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz