poniedziałek, 3 stycznia 2022

Głuszec w ogniu.

 

2021 rok był dla fińskiego Caestus okresem udanym. Przede wszystkim, zespół zaistniał w podziemiu, a stało się to za sprawą demo „Nordic Luciferian Discipline”. Był to styczeń, a materiał okazał się na tyle dobry, że nasza Hellthrasher Productions postanowiła wydać go na CD. I faktycznie była to rzecz solidna. Żadna erupcja geniuszu, ale potencjał zespołu został ukazany w sposób przekonujący. Na tyle przekonujący, że już pełnowymiarowy debiut wydany został przez Purity Through Fire. „The Undoer’s Key” światło dnia ujrzał jeszcze tego samego roku. Premiera miała miejsce dwunastego grudnia.

Tak krótka przerwa pomiędzy debiutanckim demo a pełniakiem, mogłaby sugerować wykorzystanie kompozycji z demówki na albumie. Nie raz taki zabieg widzieliśmy, nic to nowego. Jednak w przypadku Caestus tak się nie stało. Pełnowymiarowy debiut jest bytem kompletnie od dema niezależnym. A do tego dużo lepszym, ciekawszym, dużo bardziej rozbudowanym i kompozycyjnie zaawansowanym. Nie oznacza to oczywiście, że znajdziecie tu prog metalowe hymny trwające dwadzieścia minut. Bez obaw. Caestus to nadal prosty, średnio surowy black metal, osadzony w ramach i fundamentach drugiej fali. Po prostu sam zespół zrobił postęp w kwestii „atrakcyjności” kompozycji, jeśli tak można to nazwać. O ile demo przeleciało mi bez większych wrażeń, tak pełniak zwraca uwagę często. Poza klasyczną dla black metalu motoryką, znajdziemy tu też trochę połamanych rytmów, sporo zwolnień i zmian tempa. Teoretycznie nic nowego, jednak cały ten krążek dzięki temu wydaje się być lekko pokręcony. A przy okazji bardzo klasyczny w kontekście całego gatunku. Dziwne? Może trochę, ale takie mam odczucia i tak go odbieram. Nie jest to też klasyczny przykład fińskiego black metalu, bo brzmienie jest cięższe, bardziej agresywne i ostre. Nie ma też tych charakterystycznych, czasami wręcz wesołych melodii, które tak lubią Finowie. Tu jest bardziej ponuro, bardziej złowieszczo i brutalnie. Momentami ten album tnie jak brzytwa, momentami gniecie jak potężne imadło, rzadko w każdym razie daje czas na swobodny oddech. Nie ma tu typowej dla fińskich produkcji przestrzeni, bo dźwięki są gęste. Ale – podkreślam – zarazem bardzo soczyste i wyraźne. Bo agresja jest tu na pierwszym miejscu, klimat i atmosfera to w większości właśnie nienawiść, zło i bluźnierstwo. Ciekawa jest to mieszanka, a jej efekt końcowy to krążek niebanalny, choć zarazem w żadnym wypadku odkrywczy. Dobrze się tego albumu słucha bo przy całej swej agresji i intensywności, znalazło się tu trochę miejsca na momenty porywające (jak choćby początek trzeciego utworu, coś pięknego). Wszystko to powoduje, że Caestus nagrał krążek jak na dzisiejsze czasy lekko odstający od powszechnie przyjętego wzoru fińskiego black metalu, ale to tylko na plus. Dla wszystkich. Szczególnie dla nas, bo słucha się go bardzo dobrze. To naprawdę solidna rzecz. Jeśli tak będzie przebiegał rozwój zespołu, nie mogę się doczekać kolejnych albumów.

Warto zwrócić uwagę także na okładkę. Mamy tam dużo płomieni, wśród nich kościół, ale przede wszystkim, na pierwszym planie mamy ptaka. Chwilę trwały rozkminy co to za gatunek, wreszcie kolega Emil (dzięki!) oświecił nas, że to głuszec. Faktycznie. To głuszec. Nie wiem jaka jest tu jego symbolika, ale może kiedyś i tę zagadkę rozwikłam.


Caestus – „The Undoer’s Key”. Purity Through Fire, grudzień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz