niedziela, 30 stycznia 2022

[ARCHIWUM90] #18: North - "Thorns on the Black Rose".

 

Pozostajemy w Polsce. I znowu ruszamy na północ, tym razem do Torunia. W latach dziewięćdziesiątych działało tam kilka zespołów, ale na pierwszym planie był North, aktywny zresztą do dziś. Gościli już oni w tym cyklu przy okazji „Jesiennych Szeptów”, czyli splitu z Sacrilegium (tu). Dziś wracają ze swym pierwszym krążkiem, który wraz ze swoim następcą, jest w mojej opinii jednym z ważniejszych wydawnictw tamtej dekady na krajowym podwórku. „Thorns on the Black Rose” ukazał się w 1995 roku i z miejsca usadowił zespół w czołówce krajowego podziemia.

I nie ma się czemu dziwić, bo trudno tutaj znaleźć jakiekolwiek powody do narzekania. No dobra, może poza samym tytułem, który dla mnie zawsze bardziej pasował do jakiegoś żenującego polskiego gotyku, a nie do pełnokrwistego black metalu. Na szczęście już same teksty i pozostałe tytuły są jak najbardziej w odpowiednim klimacie. Poza tym wszystko tu jednak gra doskonale. Materiał został nagrany w listopadzie 1994 roku w sławetnym Warrior Studio. Jak na tamte czasy brzmi bardzo dobrze. Nie jest to oczywiście szczyt możliwości, ale biorąc pod uwagę tamte warunki, debiut North brzmi naprawdę zawodowo. Poza tym, to przecież black metal, za czysto być nie może. I nie jest, ale słychać świetnie wszystkie instrumenty, i na tle wielu swoich rówieśników, „Thorns…” wypada bardzo dobrze. North nigdy nie był zespołem, który w swojej muzyce zbliżał się do szeroko pojętej hitowości, jego nagrania (poza doskonałym utworem na splicie z Sacrilegium) cechował chłód, agresja, zimno i – przede wszystkim – prostolinijność i naturalność. Nie porywał jak wspomniane już Sacrilegium, nie budował epicko-wojennych pieśni w stylu Graveland, nie starał się prześcignąć wszystkich jak Hödur czy Kohort. Grał po prostu black metal. Solidny, zgodny z kanonami, ale bez zbędnych fajerwerków. Możliwe, że to jest przyczyną trochę mniejszej estymy jaką był darzony, może dlatego ta nazwa nie zawsze padała w jednym szeregu z tymi największymi naszego podziemia. I ja, będąc nastolatkiem, też nie zwariowałem na punkcie debiutu torunian. Kupiłem kasetę, która wiele razy wylądowała w magnetofonie, ale były zespoły, które trafiały tam znacznie częściej. Bo to było po prostu dobre, poprawne granie. Poza tym, liczba poznawanych wtedy zespołów była większa od codziennego zapotrzebowania na kalorie. Ale to było wtedy. Gdy teraz patrzę na tamtą dekadę, gdy słucham dwóch pierwszych albumów North, widzę to wszystko inaczej. Nigdy nie kwestionowałem pozycji zespołu i jego wkładu w scenę, po prostu czasami bywa tak, że potrafimy coś docenić dopiero po latach. Jest to też pewien wyznacznik jakości, bo gdybym nie pokochał wtedy „Thorns on the Black Rose”, nie docenił i nie zatrzymał w pamięci, dziś bym do niego nie wracał. A robię to. Pewnie nie tak często jakbym chciał, ale to już kwestia wolnego czasu i dziesiątek krążków, do których chcę wracać. Wiele z nich po latach broni się kiepsko (wracam głównie z sentymentu), ale są i takie, które bez problemu tę próbę czasu przetrwały. I jednym z nich jest bez wątpienia debiut North. Album bardzo równy. Nie umiem tu wyróżnić żadnej kompozycji, bo wszystkie są po prostu bardzo dobre. Album mocno inspirowany północą Europy, ale w tym nie ma niczego dziwnego. W końcu to połowa lat dziewięćdziesiątych. Wreszcie album pełen klasycznego black metalu, zagranego z uczuciem, pasją i bez żadnych kompromisów. Album, który był ważnym składnikiem rosnącej wtedy w siłę sceny, która w pewnym momencie stała się potęgą. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że „Thorns…” był – i jest – jedną ze składowych jej fundamentów. To jeden z tych krążków, które naprawdę są kultem. Większość dzisiejszej sceny „black metalowej” zjada ten album na śniadanie.

Przy okazji muszę wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, osiemnastego lutego North zagra w Chorzowie. Polecam się wybrać, choćby tylko dla nich, choć będzie też Saltus i Hate Them All. Po drugie, jeśli ktoś nie posiada debiutu torunian, to niedawno wyszło piękne wznowienie. Szukajcie u Black Death Production.


North – „Thorns on the Black Rose”. Astral Wings Records, 1995.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz