poniedziałek, 27 grudnia 2021

Wieczne barbarzyństwo.

 

Tak jak pisałem przy okazji drugiego albumu Burial Choir (tu), w jednym rzucie z Fallen Temple, poza kapelą pogrzebową przyszła też barbarzyńska furia i szaleństwo spod szyldu Huoripukki. Pisałem o tych sympatycznych panach w marcu 2019 roku, recenzując kompilację „Voima & Barbaria” (tutaj). Przyznam, że niewiele się od tamtej pory zmieniło. To nadal rzeź, gwałt, ogień i krzyki mordowanych. Już sama okładka (utrzymana w klimacie tej z kompilacji; obie są piękne i urzekają mnie mocno) zapowiada główne danie, którym jest barbarzyństwo. Tak, Huoripukki i ich najnowszy krążek „Ikuinen Kamppailu” nie biorą jeńców.

W recenzji z marca 2019 roku, tłumaczyłem wam nazwę zespołu. Warto zerknąć, bo jest ciekawa i wiele mówi, poza tym teraz tłumaczę tytuł najnowszego krążka, a gdy je ze sobą połączyć, wiele dodawać nie trzeba. „Ikuinen Kamppailu” to tyle co wieczna walka. Nie zatrzymujemy się więc ani na moment. A właściwie nie my, tylko Finowie. Huoripukki to zespół bezkompromisowy, nie oglądający się na trendy, mody, chwilową popularność, czy popularność jako taką w ogóle. To maszyna śmierci. I tak jest na najnowszym albumie (warto odnotować, iż to pierwszy pełniak w dorobku zespołu). To pół godziny brutalnego, barbarzyńskiego i surowego black/death metalu, ze stanowczym naciskiem na słowo śmierć. Osiem kompozycji, które wygonią z zagrody całą trzodę, sąsiadów zmuszą do emigracji, a miejscowego księdza do dobrowolnego podpalenia swego kościoła. A jeśli mieszkacie na wsi, to o niej zapomnijcie, bo jegomość z okładki nawet nie zna jej nazwy i nic go ona nie obchodzi. On chce tylko zjeść waszą trzodę, która biega w popłochu poza zagrodą, załatwić tego księdza, zgwałcić sąsiadów i spalić wszystko za sobą. A potem ruszyć do następnej wsi. Muzycznie przekłada się to na potężnie brzmiący, skondensowany i lekko surowy cios, bliski dokonaniom pierwszych zespołów ekstremalnych, które trudno było określić gatunkowo. Nie to jest najważniejsze, najważniejsza jest właśnie ekstrema muzyczna. I choć mam wrażenie, że Finowie lekko wyczyścili brzmienie, trochę podrasowali jakość, to nadal energia i moc zabija i powala. Budowa kompozycji to także ekstrema, bo tu nie chodzi o żadną chwytliwość, tupanie nóżką czy taneczne rytmy. Tu chodzi o zniszczenie. I to zniszczenie dostajemy. Dlatego też, wszystko tu się tak dobrze komponuje. I dlatego też, jeśli zobaczycie na horyzoncie kolesia z okładki, pozostanie tylko krzyknąć – ratuj się kto może!


Huoripukki – „Ikuinen Kamppailu”. Fallen Temple, wrzesień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz