sobota, 18 grudnia 2021

"Nie mam genu bycia gwiazdą". Rozmowa z Zeparem, liderem Hell's Coronation.

 

Dziś premierę ma najnowsza epka gdańskiego Hell’s Coronation, zatytułowana „Silver Knife Mysticism”. Pisałem o niej wczoraj, zresztą, o samym zespole mogliście tu już przeczytać wiele razy (tu wszystkie teksty). Z okazji wspomnianej już premiery, poniżej znajdziecie zapis rozmowy z liderem zespołu, Zeparem. Kiedyś, dawno temu, tworzył on także Mastiphal (o którym było w ostatnią niedzielę), i kilka pytań poświęciłem także temu, kultowemu już, projektowi. Zapraszam w imieniu Zepara i swoim.



Zepar i Skogen



PP: Witaj Zepar! Scena w tej chwili zna Cię z Hell's Coronation, ale jeśli pozwolisz, chciałbym zacząć od Twoich początków. Czyli od Mastiphala. Gdybyś mógł czytelnikom przybliżyć samą nazwę, bo jeszcze gotowi pomyśleć, że chodzi o ten katowicki.

Z: Witaj Bartosz! No cóż, w latach dziewięćdziesiątych egzystowały dwie hordy o nazwie Mastiphal. Ja reprezentuję frakcję gdańską i w zasadzie nie ma potrzeby więcej o tym pisać, bo kto miał poznać ten Mastiphal to poznał. Niemniej mogę tę kwestię nieco przybliżyć, sraczki od tego nie dostanę hehe. Gdy dusza moja poczuła niewyobrażalna pogardę i nienawiść do chrześcijaństwa, potrzebowałem ten przybierający płomień wkurwienia gdzieś wyładować. Na fundamencie tych emocji zrodził się Mastiphal. Wspólnie z Asmonem czuliśmy intuicyjnie, że ten rodzaj ekspresji muzycznej to nasza droga. Dzięki temu uczestniczyliśmy w wyjątkowej ceremonii strachu i terroru. Ze zwykłych odbiorców muzyki metalowej staliśmy się wojownikami. Tak nastała nowa pomorska rzeczywistość…

Wydaliście tylko jedno demo, dziś już ma ono status kultowego. Ale czy wtedy, gdy w domu kultury w Pruszczu Gdańskim nagrywaliście ten materiał, pomyślałeś choć przez chwilę, że kiedykolwiek będzie tak ono postrzegane? Że ktoś będzie Cię o nie pytał 30 lat później?

Absolutnie nie mieliśmy takiego wyobrażenia. Mieliśmy świadomość, że tworzymy te rytuały w wyjątkowym czasie, że po swoje łapę wyciąga przebudzone zło. Muzyka tak naprawdę była na drugim miejscu, liczyła się ideologia i dokonane czyny w jej imieniu. Nie tworzyliśmy muzyki dla ogółu, tylko dla ludzi obracających się w ścisłym black metalowym kręgu. Staraliśmy się mieć kontrolę nad tym, do kogo ta taśma demo trafia, nie chodziło o docieranie z muzyką w każdą mysią dziurę. Jak to się skończyło, każdy wie. Black Metal się skomercjalizował, trafił do szerszej świadomości, przez co przybił do bezpiecznej przystani i został oswojony. Pewnie gdyby ten ruch nie wyszedł poza elitarny krąg, to wiedza o nim byłaby prawdopodobnie oparta o incydenty kryminalne. A tak muzyka przetrwała dekady, kolejne pokolenie maniaków się tym inspiruje, niestety w świecie ogólnego konsumpcjonizmu jest to przerost formy nad treścią. Fajnie, gdyby ten zdobyty kult, ktoś potrafił odbierać tak jak my to czuliśmy, byłaby może z tego jeszcze niejedna rozpierducha haha. No nic, czasy te już nie wrócą, zostały wspomnienia i garstka osób, która rozumie co się wtedy działo.

Świetnie Cię rozumiem, to nie muzyka tworzy ideologię, a ideologia muzykę. Szkoda, że teraz mało kto to rozumie. Wspomniałeś o czynach kryminalnych. Wiemy, że Asmon w pewnym momencie za swe czyny trafił do więzienia, co niestety doprowadziło do końca Mastiphal. Czy z perspektywy czasu nie żałujesz, że jednak nie kontynuowałeś działalności pod tym szyldem?

Mało kto rozumie, dlatego ta muzyka straciła na wiarygodności i stała się popkulturowa parodią. Nie mam zamiaru uczestniczyć w tym salonowym cyrku, mój metal jest z cuchnącej pleśnią piwnicy, kultywuję stare ideały i nie oglądam się za siebie. Tak samo do sprawy podchodziłem za czasów Mastiphal. Po aresztowaniu Asmona próbowałem przez pewien czas kontynuować naszą misję, niestety życie nieustannie rzucało mi kłody pod nogi i skończyło się uśmierceniem Mastiphal. Wszystko ma swój początek i koniec. Nie ma sensu tracić energii na ratowanie czegoś co nie jest do uratowania. Czasami lepiej zamknąć dany rozdział na własnych warunkach, niż egzystować w poczuciu wiecznego kompromisu. Black Metal z istoty miał być bezkompromisowy, więc doszedłem do wniosku, że wszelkie ustępstwa są gorsze od zmierzchu i w konsekwencji pogrzebania ówczesnego bytu. Nigdy tej decyzji nie żałowałem, nie jestem zwolennikiem grzebania w przeszłości i gdybania co by było gdyby. Nie jestem również zwolennikiem robienia czegoś za wszelką cenę, potrafię wyczuć moment i powiedzieć stop. Nie mam genu bycia gwiazdą, więc takie podejście jest dla mnie naturalne i bezbolesne. Jeśli coś nie idzie, zmieniam tor, wyznaczam nowy cel i podążam za nim. Dlatego mając prawie piątkę w metryce, ciągle uprawiam metal z krypty w zgodzie z własnymi przekonaniami, czego dowodem jest chociażby Hell’s Coronation a inni prostytuują się muzycznie, bo trzeba utrzymać popularność.





Doskonałe podejście do sprawy. Wracasz czasem do "Nocturnal Landscape"? Jeśli tak, to jak dziś odbierasz ten materiał, budzi jeszcze w Tobie jakieś emocje?

Wiem, że są ludzie, którzy nie słuchają swoich nagrań, uważając że to wiocha i takie tam. Ja nie mam z tym problemu i zdarza mi się czasami wrócić do moich korzeni muzycznych i wrzucić na ruszt „Nocturnal Landscape”. Mam duży sentyment do tego demona, lubię sobie odświeżyć i przypomnieć ówczesny wachlarz emocji jaki nam towarzyszył, gdy poprzez uczucia zaklęte w muzyce z pełną premedytacją wbiliśmy swój pierwszy, okrutnie zardzewiały gwóźdź w nazareńskiego bękarta. Pomimo tylu lat od wydania tego materiału, nuta nostalgii potrafi mnie ugodzić w serce. Mając na uwadze przeszłość, moje dzisiejsze działania są pomostem tego co robiłem dawniej a obecnie. Na wszystkich płaszczyznach przemycam pierwotne bodźce. Mam w duszy wypalone piętno tej demówki, w moim krwiobiegu cały czas krąży ta inicjalna trucizna.

Kilka lat temu demo zostało wznowione przez niestrudzonego Legiona i jego Dark Omens na CD. Planujesz jeszcze w jakikolwiek sposób przypomnieć ludziom o tym materiale? Może jakiś merch?

Dzięki Legionowi (pozdrawiam morda!) jednostce mocno zaangażowanej w podziemie, ta demówka została odświeżona. Dodam, że w pierwszej kolejności, poza CD Legion w kooperacji z EastSide zrobili reedycję na kasecie, a do tego był t-shirt. Obecnie dopinam temat reedycji tej demówki na winylu, zainicjowanej przez pewnego osobnika z Polski (pozdrawiam Paweł!), który zwerbował Luce z Iron Tyrant i w tym labelu to się dokona. Kiedy nastąpi premiera tego wznowienia kompletnie nie wiem, sprawy się ciągną swoim rytmem, ja nie mam ciśnienia żeby to na siłę przyspieszać. Cierpliwie czekam na finał. Na razie rozmowy dotyczyły tylko winyla, czy będzie jakikolwiek merch z tej wytwórni, nie mam pojęcia. Czas pokaże...

Czekamy cierpliwie w takim razie. Mastiphal umarł w połowie lat dziewięćdziesiątych a narodziny Hell's Coronation to 2016 rok. Działałeś coś muzycznie podczas tej przerwy?

Po zakończeniu wszelkich działań z Mastiphal, w 1996 roku podjąłem pracę w trybie delegacyjnym, co skutecznie uniemożliwiało mi jakąkolwiek działalność muzyczną. Wtedy Internet jeszcze raczkował, nie było szansy na odległość tworzyć muzyki, dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej. Mój powrót do grania nastąpił po wydarzeniach z 2007 roku, gdy uległem poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Doznałem wieloodłamowych złamań obu kończyn dolnych z uszkodzeniem nerwów i wiszącym widmem amputacji jednej z nóg. Na szczęście trafiłem na młodego zdolnego lekarza i mi kulasy poskładał. Do pełnej sprawności już niestety nie wróciłem, ale w momencie kiedy zlazłem z wózka inwalidzkiego, potrzebowałem bodźca, który by mi w głowie wyłączył kalectwo. Tak powołałem Deadthorn, był to skuteczny wentyl bezpieczeństwa, sprawił, że nabrałem dzikiej werwy do tworzenia ponownie muzyki. Kilka lat w tym zespole funkcjonowałem, jednak taki zespół to żywy organizm, a najsłabszym jego ogniwem jest człowiek, co doprowadziło do mojej abdykacji. Byłem kompletnie wypalony nagromadzonymi problemami, które się tylko nasilały i stwierdziłem, że dłużej nie ma to sensu i nastąpił koniec. W międzyczasie kiełkował mi już w głowie niecny plan wyrwania z otchłani nowego bytu. Tak blask księżyca ujrzało Hell’s Coronation.

Deadthorn, coś mgliście kojarzę, będę musiał zgłębić temat. Doszliśmy do Hell's Coronation, ale zanim zajmiemy się nim konkretniej, muszę zadać jedno pytanie. Gary na demo Mastiphal nagrał Nergal. Znasz go od wielu, wielu lat. Jak oceniasz te jego dzisiejsze błazenady w mediach społecznościowych? Co stało się z gościem, który od „Sventevith (Storming Near the Baltic)” (jednego z najlepszych krążków tamtych lat) doszedł do żenujących fotek i karmy dla psów z logo swego zespołu?

Tak naprawdę to znałem tamtego Adama, tego obecnego chyba jednak nie znam. Nie mamy ze sobą kontaktu, łączy nas wyłącznie przeszłość, nic poza tym. Patrząc na ten jego dzisiejszy wizerunek i jego rodeo w mediach społecznościowych, to nawet nie dążę do zacieśnienia znajomości. Adam generalnie zawsze przejawiał skłonności do bycia gwiazdą. My w Mastiphal byliśmy skupieni na ideologii, on natomiast chciał zrobić karierę i do tego dążył. No i doszedł, ma u mnie jakiś tam szacunek, bo ten sukces wyrwał sobie własnymi siłami i determinacją. I na tym się kończy moja tolerancja. Niestety da się zauważyć, że się chłopak pogubił. Jest przykładem infantylnie taniej propagandy bycia popularnym. Z moich obserwacji wynika, że od momentu związku z Dodą, nastąpiło zwarcie w instalacji i to całe celebryckie gówno go odmieniło. Adam, od kiedy go znam, przejawiał cechy narcystyczne, więc kontakt z tym fałszywie wytwornym towarzystwem zadziałał jak procenty na alkoholika. Dostał lufę i popłynął. Mnie w tym zjebanym świecie mało już co dziwi, więc nikt mi kurwa nie wmówi, że kasa nie zmienia ludzi. Zmienia, i w większości przypadków na gorsze… Także niech sobie Adam uprawia to pajacowanie, oby kiedyś dotarł do jakichś refleksji, że robienie z siebie głupka jest żenujące.

Po raz kolejny bardzo sensowna opinia, dzięki za szczerą odpowiedź. Zostawiamy tę najdalszą przeszłość, idziemy do trochę bliższej. Hell's Coronation. Zawsze chciałeś grać wolno? Nie masz czasem ochoty na szybsze tempa?

Na to wolne granie sfokusowałem się, gdy usłyszałem pierwsze rzygowiny od Kaosa (Lord K. z Nekkrofukk – przyp. red.). Gdy mi podesłał swoje utwory, olśniło mnie, doświadczyłem na własnych narządach, że można grać wolno i może to być ciekawe. Oczywiście nie było moim zamiarem kopiować stylu Kaosa, on się tapla w kozich odchodach i spermie, ja natomiast chciałem przemycić leśną zgniliznę i odór starej krypty. I tak powstały pierwsze rytuały. Generalnie przy zakładaniu nowej hordy, często słyszałem argument, że trzeba napierdalać blasty dla Szatana. A ja lubię iść pod prąd, robić coś inaczej niż większość. Prym w Black Metalu wiedzie szybkie granie, albo co jest teraz na topie post i awangardowe metale. Ja do bólu gram prymitywny, pierwotny metal w transowych tempach i czuję się w tym wyśmienicie. To jest moja nisza, która jest dla mnie bardzo naturalna i skutecznie pozwala na oczyszczenie duszy z nagromadzonego robactwa. Nie zamierzam w tej materii niczego zmieniać.

Twoja nisza w naszym dzisiejszym podziemiu, ale obaj wiemy, że tak grało sie już bardzo dawno temu. Jakieś konkretne inspiracje muzyczne wymienisz?

Moja nisza oczywiście w cudzysłowie, w swojej muzyce nie odkrywam niczego nowego ani spektakularnego, wiadomo... To wariacje na temat tego co już było, jestem orędownikiem starego dźwięku i brudu muzycznego. W mojej muzyce historia zatacza koło. Uprawiam żonglerkę różnymi inspiracjami, łączę chłód północy z greckim rytualizmem i szwajcarskim diabelstwem. To tak w uproszczeniu, żeby nakreślić zwięźle co mi w duszy gra. Tworząc muzykę, wymyślając riffy nie skupiam uwagi stricte na wymienionych inspiracjach, pozwalam dźwiękom swobodnie się wylewać spod łapy. Gdy już riff ma swoje brzmienie, mój intuicyjny bufor sprawdza, czy to żre z obliczem Hell's Coronation. Tak wygląda początek zmurszałej kreacji.

Wasz model wydawniczy to raczej mniejsze materiały. Macie na koncie kilka epek i splitów, ale tylko jednego pełniaka. Z czego to wynika?

Robienie mniejszych materiałów chodziło mi po głowie jeszcze w fazie kiełkowania tej hordy. Można rzec, że to nasza fanaberia. Ale jeśli wydawcy nie maja problemu z naszymi kaprysami, to tym bardziej my nie odczuwamy z tego powodu dyskomfortu. A jeśli odbiorcy kręcą nosem, to trudno, ja Hell’s Coronation stworzyłem głównie z jednego powodu: ma zaspokajać moje oczekiwania a nie ludzi z zewnątrz. Poza tym taka drobnica to w mojej ocenie kwintesencja podziemnego metalu, często takie materiały są robione na spontanie, takie samorodki Diabła i to ma swój urok. Demówki, splity, epki, ktoś rzuca hasło, podejmujesz rękawicę i atak. Ja to wielbię. Faktycznie w tych pomniejszych materiałach popełniliśmy pełniaka i to była świadoma decyzja, nadszedł ten moment, w którym takie wydawnictwo można było wykuć. Nie mam kompletnie ciśnienia na robienie czegokolwiek pod dyktando rygoru, że teraz trzeba kolejny album, bo tak wypada. Jedyne co mi wypada, to włosy haha. Jeśli kiedyś nadejdzie ten moment, że wydawcy przestaną nas wspierać, nie będzie im odpowiadać nasza forma wydawnicza, to na pewno nie ugnę się pod żadnym szantażem i nie będzie żadnych kompromisów. Wolę wtedy zerwać istniejące układy i nagrywać sobie rehy do szuflady z okładkami z drukarki. Mistycyzm prostej formy celem szerzenia obrzydliwości, nie mam z tym problemu.

Najnowsze wydawnictwo to także epka (dziś premiera!), która ukaże się najpierw na kasecie a kilka miesięcy później na CD. Kilka słów na jej temat i dlaczego do jasnej cholery CD będzie tak opóźniony? Wiesz, że czasy kaset dawno minęły?

Jak minęły??? Patrz, nikt mi nic nie powiedział, kurwa jak żyć? Haha… Epkę tę nagraliśmy wiosną 2021 roku, zawierać będzie trzy utwory w tym outro. Muzycznie jest to kontynuacja obranej od początku drogi, także fajerwerków nie będzie. Z powodów pandemicznych, które porobiły zatory w tłoczniach, są opóźnienia w realizacji materiałów, co i nas nie ominęło, ale w końcu są aktywne ruchy. Na pierwszy rzut idzie kaseta, z tą propozycją wyszedł Greg z Godz Ov War, a skoro mój mental został w dawnych czasach, to przytaknąłem tej propozycji bez mrugnięcia okiem. Ja mam cholerną słabość do tego nośnika, po dziś dzień zbieram ten chłam. Poza tym, efekt końcowy nad którym czuwa Greg, rozwala mi system i już nie myślę o CD haha. No ale będzie i ten nośnik, wyda go Maciek z Black Death Production, niestety również opóźniony, bo czeka w kolejce wydawniczej w tym labelu. My przez to całe zamieszanie w tłoczniach i wytwórniach, wstrzymaliśmy aktywność muzyczną zaprzestając prób, bo robienie kolejnych rytuałów mijało się z celem. Jak widzisz u nas też jest jasna cholera, bo grać nie idzie a demony się gromadzą, więc trzeba włączyć tryb zombie i cierpliwie czekać.





Fakt, "Silver Knife Mysticism" rewolucji w Waszej twórczości nie przynosi, mam jednak wrażenie, że brzmienie jest czystsze. Ma też w sobie więcej mocy i mięsa. Jak Ty to widzisz?

Rzeczywiście, brzmienie jest bardziej smoliste, dosadniejsze, przez co mocniej wali w ryj. Jest to efekt rozwoju studia, my cały czas używamy tego samego sprzętu od początku, więc z naszej strony nie ma przyczyny. Przed sesją, studio zainwestowało w nowe procesory i mikrofony. Wiesz, fajne jest, że chłopy tam działający kupują jakieś nowinki i np. dzwoni do mnie właściciel i mówi, że ma nowy bajer, który wykorzystamy podczas sesji Hell’s Coronation i będzie większy gnój. O taką współpracę mi chodzi. Przy nagrywaniu „Silver Knife Mysticism” rzuciłem chłopakom krótkie hasło, jakie mam życzenie odnośnie brzmienia, usłyszeli że ma być „siara i ciężar”. I to się udało uzyskać zachowując piwniczny sznyt. Na gitarach jest „żorżorot” a bas robi porządny dół. Właśnie to brzmienie basu, o które mi chodziło przy nagrywaniu każdego materiału, tutaj zostało uzyskane. Zawsze chciałem, żeby ten dół basu nie był tylko zbasowanym dołem, lecz żeby brzmiał jak kruszarka. Uwielbiam brzmienie basu w Urfaust „Der freiwillige Bettler”, cudownie gniecie. Te wszystkie składowe sprawiły, że ta epka brzmi jak brzmi, i taką tendencję chciałbym utrzymać nagrywając kolejny materiał. Na pewno nie będzie się to rozwijać w kierunku klarownego, sterylnego brzmienia i majstrowie w studio doskonale o tym wiedzą.

Właśnie, bas. To doprowadza nas do kolejnej kwestii. Skład. Hell’s Coronation to duet, z tego powodu z basem prób nie zagracie. Myśleliście kiedyś nad poszerzeniem składu? Może wtedy jakieś koncerty? Jak w ogóle zapatrujesz się na możliwość koncertu HC?

Duet w tej konfiguracji pozwala grać próby i tylko na tym mi zależy. To właśnie podczas prób dokonuje się magia, jest to dla mnie swoiste misterium. Z niczego tworzy się rytuał, wybity dźwięk wchodzi w interakcję z czasem i jest to forma zaklęcia, sprowadzenia przechwyconej energii w diabelski akt. Akt ten jest zbiorem oddanych emocji kropla po kropli. A skoro wszystkie krople zostawiam w tym akcie tworzenia, to bym nie miał zupełnie czego przekazać podczas koncertu. Dlatego nie ma dla mnie sensu wychodzić na sceniczne deski tylko po to, by komuś sprawić przyjemność. Black Metal nie jest od tego. Kolejny powód na nie, to po perturbacjach w Deadthorn mam uraz i jestem uprzedzony do angażowania dodatkowych osobników w moją sferę twórczą. Generalnie mam coraz większą awersję do ludzi i szukam spokoju oraz odosobnienia a nie towarzyskiego zgiełku. To też sprawiło, że zrezygnowałem z grania koncertów w Nekkrofukk. Obecnie te wszystkie inscenizacje koncertowe są fajne, poprawne a nie prowokujące, obrzydliwe i gorszące. Bo kasa się musi zgadzać, klient musi być zadowolony, a ja mam to w głębokim poważaniu. Podsumowując, absolutnie nie spodziewajcie się koncertu Hell’s Coronation, chyba że w Piekle!

To kolejna odpowiedź, która prowadzi mnie do prostego wniosku: nie tylko muzyka Hell's Coronation jest prawdziwym narzędziem rogatego, Ty nim jesteś. Wiesz, chodzi mi o to, że prezentujesz wartości i podejście, które wielu dziś wyśmiewa, bo przecież to dziecinada itd. Co sądzisz o tych wszystkich zjebanych modach w black metalu, tych wszystkich hipsterach i innych tego typu dziwolągach - często muzycznych. Nie chcę wymieniać nazw, ale obaj wiemy o jakie projekty chodzi.

Dzięki za te wnioski, najważniejsze to być szczerym wobec siebie. Dla mnie to proste… Obecnie jest tyle udawania, sztuczności i pozowania na siłę, że się zastanawiam kiedy te kmioty dostrzegą, że sami są śmiesznymi trollikami pseudo rzeczywistości. Nie ma w tych ludziach niczego wartościowego, to są zwykłe małpy wytresowane przez system. Wydaje im się, że są wolni i tacy fajni w tym postępowym świecie, a prawda jest taka, że jak im zabierzesz te wszystkie cywilizacyjne aspekty, to natura rozprawi się z nimi błyskawicznie. Co do samego Black Metalu i tych wszystkich modnych odmian, to jest to dla mnie jakaś kpina. Zawsze powtarzam, gdyby osoby tworzące ten syf nazwały swoją chałturę inaczej niż metal czerni, to ja miałbym w to wbite i kompletnie bym sobie tym głowy nie zawracał. Ale nie, Black Metal stał się świetnym komercyjnym magnesem dla tych wszystkich śmiesznych ludzików i robią błazny błazenadę z błaznów. Dlatego ja od wielu lat otaczam się niewielką grupą ludzi, z którymi łączy mnie podobne postrzeganie pewnych spraw, a resztę bym zakopał w dole z wapnem. Wiesz, tu już nawet epitetów brakuje, żeby temu kurestwu ubliżyć. Jest jeden pozytywny akcent tej sytuacji, mianowicie wszelkie mody mają to do siebie, że przemijają. I te pizdy też przeminą, liczą się tylko stałe wartości, to one sprawiają, że coś jest wieczne. Black Metal wywodzi się z satanistycznego buntu, dlatego był określany przymiotnikiem „unholy” i taki powinien pozostać. Niestety stał się „modern” i wieje z niego chujnią... jebać to! Energii na walkę za wszelką cenę z tym badziewiem nie zamierzam tracić, przedstawiam wyłącznie swoją opinię i na tym koniec. Ci postępowcy myślą, że ja mam ból dupy tak to widząc, a prawda jest taka, że to oni nieustannie biegają ze sraczką jak tylko ktoś ma inne zdanie od nich. No nic, skupiam się na swoich ideach, reszta niech gnije...

Wiadomo, mody mijają, oby ta minęła jak najszybciej. Ważne, że dzięki takim projektom jak Hell’s Coronation, pierwotna idea stojąca za Black Metalem wciąż żyje. Ale nie oszukujmy się, nie młodniejemy. Jak długo masz zamiar jeszcze schodzić do tej piwnicy by czcić muzycznie rogatego?

Tak długo, aż ktoś lub coś mi jej nie zamknie haha. Tak, starzejemy się, mam tego świadomość mocniejszą, niż jeszcze parę lat temu, bo za trzy lata przekroczę kolejną barierę. Na szczęście moja dusza cały czas ma 20 lat i nic sobie póki co nie robi ze starzejącego się ciała. A skoro tak jest i wciąż mam naturalną potrzebę komponowania kolejnych, niewymuszonych rytuałów, to robić to będę ku uciesze Diabła. Gdy zauważę, że w moje poczynania zaczyna wkradać się rutyna, bądź wymyślanie utworów na siłę, to zapewniam Ciebie, że zakończę te męki bez zastanowienia z szacunku do siebie. Innym czynnikiem, który może mnie zmusić do założenia kłódki na drzwiach mojej piwnicy, to aspekty zdrowotne. Do czasu, aż któryś z tych elementów nie przeważy szali, będę niestrudzenie gotował smołę w kotle. Kurwa, ja ciągle się tym jaram!

To chyba najważniejsze, by wciąż mieć w sobie ten ogień i nie robić nic na siłę. To w końcu pasja, nie zawód. Dziś premiera "Silver Knife Mysticism". Co dalej? Są już jakieś plany, czy wszystko będzie toczyło się spontanicznie?

Tak, dzisiaj premiera, która jest przy okazji wygaszaniem dotychczasowej wibracji. W Hell's Coronation dokonały sie zmiany. Coffincrusher nie jest już częścią tej hordy, na jego miejsce zwerbowałem Skogena. Chłop miał długą przerwę od instrumentów, ogólnie muzyki, spowodowanej problemami zdrowotnymi, ale jest to diabeł z krwi i kości, a pewnych rzeczy się nie zapomina, także wchodzę w nową relację, która jawi się obiecująco. Dzięki tej zmianie otworzyły się nowe wrota możliwości. Hell’s Coronation dostanie nowej jakości, jednakże nie będzie żadnej rewolucji. Rozpoczęliśmy ze Skogenem tworzenie nowego rytuału, który będzie pełnym drugim albumem. Więcej szczegółów nie mogę podać, ponieważ jesteśmy na początku naszej wspólnej drogi. Nasze energie są na etapie przenikania, nie akceptacji, jak to miało miejsce w poprzednim formacie. To gwarantuje pierwiastek bezwarunkowej duchowości, spirytualnej zgodności, co jest dla mnie ogromnie ważne. Dostrajanie wojennego pulsu już przynosi pierwsze efekty.

Cieszy fakt, że będzie kolejny pełniak. Skogen zajmie się tylko perkusją, czy będzie też obsługiwał bas?

Tak jak w przypadku pierwszego albumu, po prostu przyszedł ten moment, że można zacząć wykuwać rytuał w pełnym wymiarze czasowym. Co do basu, to jeszcze nie podjęliśmy konkretnej decyzji. Na ten moment jeśli taka będzie potrzeba, sam ogarnę ten instrument.

Dobra, czas kończyć. Dziękuję za bardzo miłą rozmowę i oczywiście życzę powodzenia. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

To już koniec? Ok, również Tobie dziękuję za rozmowę, która była dla mnie przyjemnością. Na koniec dodam, że w życiu lepiej być wilkiem, niż owcą, tego się ludziska trzymajcie! Satan or die!!!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz