piątek, 17 grudnia 2021

Na północy bez (większych) zmian.

 

Co nowego można napisać o Hell’s Coronation, skoro ich najnowsze dzieło nie przynosi rewolucji w twórczości tak swojej, jak i gatunkowej? Niewiele. Sporo już recenzji im poświęciłem (tu znajdziecie wszystkie) i już wcześniej pisałem, że mógłbym po prostu skopiować coś ze starszych tekstów i pasowałoby bardzo dobrze. Dziś mógłbym zrobić to samo, ale tym razem jeszcze się powstrzymam. Szczególnie, że „Silver Knife Mysticism” – choć niczego nie odkrywa i nie definiuje na nowo – przynosi pewne zmiany. I choć są to różnice nieznaczne, to jednak zauważalne. I na plus.

Zacznę jednak od narzekania. Jestem stary, to mi wolno. Poza tym muszę, inaczej się uduszę. „Silver Knife Mysticism” ma premierę jutro. Niestety, w pierwszej kolejności dostępna będzie na kasecie i w formacie Digital, dopiero wiosną doczekamy się CD. Wiem z czego to wynika (jutro wywiad z Zeparem i będzie o tym też mowa), ale i tak mnie to wkurza. No nic, trzeba czekać, bo i tak nic zrobić nie mogę. Mogę przestać narzekać! I taki mam zamiar, bo poza tym, nie ma już na co. Hell’s Coronation to już marka, symbol solidnego poziomu, który nie zawodzi. Tym razem nie jest inaczej. Znowu dostaliśmy epkę, ale nie ma się co dziwić, to w końcu ulubiony format wydawniczy zespołu. Zawiera ona trzy kompozycje, które łącznie dają prawie dwadzieścia minut muzyki. Samego black metalu jest tu jednak mniej, bo kompozycja trzecia to klimatyczne outro. Dwa pierwsze numery są jednak długie i ciekawe na tyle, że – powtórzę – narzekać nie ma na co. Jak zwykle gdański duet raczy nas smolistym black metalem w średnich i wolnych tempach, śmierdzącym siarką, podziemiem i piwnicą. Tu nic się nie zmieniło, klimat nadal ten sam. I bardzo dobrze. Zmieniło się lekko brzmienie, które jest trochę czystsze (choć dalekie od czystego) i mocniejsze. Dużo potężniejszy jest bas, który dodaje całości wspaniałego dołu i ciężaru. Fajnie teraz te kompozycje gniotą. To już nie tylko oblepiająca nas ze wszystkich stron piekielna maź, lecz także gniotący kości ciężar diabelskiego kotła. Podoba mi się to i jestem na tak. Uwagę zwracają też fajne chóry w tle, niespotykanie szybkie tempo występujące przez pewien czas w pierwszej kompozycji (spokojnie, blastów się nie spodziewajcie) – to mogliby panowie powtarzać trochę częściej w przyszłości, bo fajnie buja. No i piękne klawisze. Doskonale są dopasowane do klimatu, w zasadzie to one go w dużej mierze tworzą. Czyli wszystko tu się zgadza, rewolucji nie ma, ale te elementy, które wymieniłem, doskonale wzbogacają arsenał zespołu i pokazują, że Hell’s Coronation – pomimo siedzenia w swej niszy – ciągle się rozwija. I w mojej opinii jest to rozwój w bardzo dobrym kierunku. Polecam z nieczystym sercem i brakiem sumienia. Jutro premiera, nie przegapcie.

Nie przegapcie też obszernego wywiadu z Zeparem, który jutro pojawi się na blogu.


Hell’s Coronation – „Silver Knife Mysticism”. Godz Ov War Productions (kaseta, digital), grudzień 2021. Black Death Production (CD), wiosna 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz